Spis treści
- Donald Tusk zintensyfikował wezwania do prezydenta Karola Nawrockiego o zatwierdzenie przepisów mających na celu obniżkę cen na stacjach benzynowych.
- Rządowa koncepcja polega na nałożeniu nowej daniny na gigantów paliwowych, co miałoby pozwolić na cięcie akcyzy i podatku VAT dla kierowców.
- Zastanawiające jest to, czy głowa państwa zdecyduje się na podpis, a Polacy zaleją baki taniej jeszcze przed grudniowym okresem świątecznym.
Donald Tusk nie odpuszcza tematu wysokich kosztów tankowania. Z początkiem tygodnia w opublikowanym materiale wideo szef rządu wyjaśnił mechanizm finansowania planowanych rekompensat dla zmotoryzowanych obywateli. Pomysł zakłada opodatkowanie nadwyżek wypracowywanych przez przedsiębiorstwa branży paliwowej. Według zapowiedzi premiera zgromadzone w ten sposób środki pozwoliłyby na redukcję stawek podatku od towarów i usług oraz samej akcyzy.
– Ponieważ te nadzwyczajne zyski, one nie są spowodowane jakimiś genialnymi działaniami tych firm, tylko kryzysem, za który płacimy wszyscy, to wydaje się logiczne, żeby te nadzwyczajne zyski opodatkować specjalnym podatkiem, żeby móc sfinansować operację obniżenia cen paliw na stacjach benzynowych – mówił Tusk.
Donald Tusk ponagla prezydenta. „Podpisuj, prezydencie”
Pod koniec września wyższa izba parlamentu przyjęła bez zastrzeżeń regulacje dotyczące specjalnego podatku uderzającego w firmy handlujące paliwami. Ustawa wprowadza tymczasowe opodatkowanie ponadnormatywnych dochodów z tego sektora. Donald Tusk uważa, że cały mechanizm opracowany przez jego gabinet wymaga obecnie jedynie zgody ze strony prezydenta Nawrockiego, by zaczął funkcjonować w praktyce.
– Jak wiecie, tutaj brakuje tylko jednej rzeczy. Podpisu prezydenta. I w tej sprawie już nie mam żadnych wątpliwości – powiedział Tusk.
Szef Rady Ministrów nie szczędził jednak ostrych słów pod adresem głowy państwa. Donald Tusk zasugerował, że wstrzymywanie wejścia w życie ustawy jest działaniem stricte politycznym, które ma służyć interesom otoczenia prezydenta.
– Prezydent lub jego ludzie uznali, że im gorzej będzie się działo w Polsce, im gorzej będą mieli Polacy, tym trudniej będzie miał rząd. Więc postanowili działać w taki sposób [...] żeby blokować możliwości obniżenia cen paliw, bo to zaszkodzi rządowi. Ta cena jest za wysoka – stwierdził premier.
Karol Nawrocki ma inną propozycję obniżenia cen paliw
Osoby z otoczenia głowy państwa patrzą na ten konflikt z innej perspektywy. Jeszcze w trakcie procedowania ustawy urzędnicy z Kancelarii Prezydenta zgłaszali wątpliwości co do jej zgodności z ustawą zasadniczą. Głównym problemem dla pałacu prezydenckiego okazał się zamiar opodatkowania zysków wypracowanych przez firmy, zanim nowe prawo zacznie w ogóle obowiązywać.
Swoją wizję naprawy sytuacji na stacjach zaprezentował też sam Karol Nawrocki, promując projekt „Paliwo Kosztuje Normalnie”. W jego ramach zaproponowano m.in. narzucenie odgórnych ograniczeń na marże sprzedawców, a także tymczasowe wykreślenie sprzedaży detalicznej z opodatkowania, co miałoby pójść w parze z dynamicznym modyfikowaniem stawek akcyzy.
Tusk nie pozostawił suchej nitki na tych koncepcjach. Szef rządu argumentował w swoim wystąpieniu, że ustalanie sztucznych barier dla marż spowoduje rynkową anomalię, gdzie zakup hurtowy będzie droższy od sprzedaży dla klienta końcowego. Na sam koniec premier raz jeszcze zwrócił się z bezpośrednim komunikatem do samego Nawrockiego.
– Ceny wysokie na świecie, bo wojny dwie. Zarabiają na tym koncerny paliwowe, także w Polsce. O wiele więcej pieniędzy, niż kiedyś. Weźmy z tej góry pieniędzy taki spory kawał i sfinansujmy niższe ceny. Jasne i proste. Nie dla wszystkich, jak widzę. Więc jeszcze raz apeluję, podpisuj, prezydencie, jest szansa, że przed świętami znowu będziemy mieli chociaż trochę tańsze paliwo na naszych stacjach – podsumował Donald Tusk.