Wcześniej, w środę 27 maja, na antenie stacji TVN24 minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński informował o zatrzymaniu trzech osób. Podkreślał on, że akcja wymierzona w osoby odpowiedzialne za wywoływanie fałszywych alarmów jest w toku i przynosi efekty. Jak dodał szef MSWiA, zatrzymani to mężczyźni po dwudziestce, mający już na swoim koncie konflikty z prawem. Działali oni w porozumieniu, a z ich zeznań wynika, że motywacją do działania była chęć zyskania popularności w internecie.
Szef resortu spraw wewnętrznych nawiązał również do głośnej sprawy wejścia służb do mieszkania matki Karola Nawrockiego. Sytuacja miała miejsce w sobotę, 23 maja, w godzinach wieczornych. Minister zaznaczył, że służby traktują sprawę priorytetowo i z dużym prawdopodobieństwem namierzą sprawcę tego konkretnego fałszywego zgłoszenia, pracując nad tym od samego początku pojawienia się serii alarmów.
W przypadku interwencji w mieszkaniu matki Karola Nawrockiego, straż pożarna podjęła decyzję o siłowym wejściu do lokalu z powodu rzekomego zagrożenia życia. Na szczęście, jak się ostatecznie okazało, otrzymane zgłoszenie było fałszywe.
Sprawa fałszywych alarmów: Komentarz premiera Donalda Tuska
Premier Donald Tusk również zabrał głos w sprawie fali fałszywych alarmów. Przed wylotem do Londyny w środę, szef rządu zapewnił o determinacji w szybkim ujęciu winnych, odpowiadając na pytania dziennikarzy.
Sprawa jest poważna, bo są bardzo poważne konsekwencje tego typu działań. Sprawcy są bardzo młodzi, prace trwają, będą kolejne zatrzymania. (...) Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z dobrze zorganizowanymi grupami młodych ludzi, którzy czy to dla „fejmu”, czy to dla osobistej satysfakcji, nie z pobudek ideologicznych czy partyjnych, dopuszczali się już takich rzeczy w przeszłości - komentował Donald Tusk.
Warto dodać, że w ostatnim czasie nieprawdziwe zawiadomienia dotyczyły nie tylko osób związanych z polityką, ale również mediów. Fałszywe alarmy odnotowano w redakcji Telewizji Republika, w miejscu zamieszkania jej redaktora naczelnego Tomasza Sakiewicza, a także na terenie posesji należącej do Jarosława Kaczyńskiego.