Spis treści
Ukryte majątki wiceministrów Tuska. Brak kontroli obywatelskiej
Sytuacja związana z inwestycjami Ireneusza Rasia to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Główni decydenci w gabinecie obecnego premiera, operujący na co dzień budżetami rzędu kilkuset miliardów złotych, skutecznie utajniają swoje zaplecze finansowe. Taki stan rzeczy u obywateli naturalnie wywołuje bardzo poważne obawy o wystąpienie konfliktu interesów na najwyższych szczeblach władzy.
Skrajnym przypadkiem w tej układance wydaje się Jarosław Neneman, wiceszef resortu finansów. Z informacji medialnych wynika, że w przeszłości blisko współpracował on z koncernami browarniczymi, podczas gdy obecnie sam kształtuje stawki akcyzy na alkohol, które uderzają głównie w producentów wyrobów spirytusowych, oszczędzając tym samym piwo. Dokumentów o jego finansach resort jednak w ogóle nie upublicznił. Identycznie sytuacja wygląda u Hanny Majszczyk z tego samego ministerstwa. Urzędniczka projektująca roczne wydatki kraju na astronomicznym poziomie 900 miliardów złotych również nie pokazała swoich prywatnych zasobów.
Utrzymywanie w tajemnicy portfeli wiceministrów budzi ogromne kontrowersje, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że w ich rękach spoczywa dysponowanie kolosalnymi kwotami z budżetu państwa.
Na długiej liście polityków, których stanu konta nie jesteśmy w stanie zweryfikować, widnieją również:
- Magdalena Sobkowiak-Czarnecka z resortu obrony, pilnująca wydatków na modernizację wojska rzędu 700 miliardów złotych (jej dokumenty są dostępne tylko dlatego, że w przeszłości pracowała w KPRM).
- Konrad Gołota, pełniący funkcję wiceszefa w Ministerstwie Aktywów Państwowych, mający pod sobą cały krajowy sektor zbrojeniowy.
- Wojciech Wrochna, wiceminister odpowiedzialny za wielomiliardowy projekt budowy siłowni jądrowych nad Wisłą.
Każda z tych osób posiada kluczowy wpływ na strategiczne działy gospodarki. Pomimo tego zwykły podatnik nie ma żadnych narzędzi do sprawdzenia, czy biznesowe decyzje tych decydentów nie krzyżują się z ich życiem prywatnym.
Ministerstwo Aktywów Państwowych zasłania się prawem. Dziurawa ustawa
Dziennikarze postanowili spytać przedstawicieli administracji rządowej o powody ukrywania dokumentów majątkowych najważniejszych pracowników poszczególnych resortów. Tłumaczenie okazało się w tym przypadku niezwykle banalne: urzędy po prostu nie muszą tego robić. Instytucje bardzo chętnie powołują się na ustawę dotyczącą ograniczeń w prowadzeniu biznesu przez urzędników.
Zgodnie z ustawą publikacja oświadczeń majątkowych wymaga pisemnej zgody osoby składającej oświadczenie – tłumaczy resort.
Z oficjalnych doniesień dziennika „Rzeczpospolita” wynika jasno, że Ministerstwo Aktywów Państwowych nadało deklaracjom swoich wiceministrów specjalną klauzulę „zastrzeżone”, całkowicie ucinając tym samym temat ich upublicznienia.
To niezwykle wygodna luka prawna, którą masowo i chętnie wykorzystują współpracownicy obecnego premiera. Na szczęście nie wszyscy postępują w ten sam sposób. Resorty spraw wewnętrznych oraz klimatu pokazują publicznie portfele całego kierownictwa bez mrugnięcia okiem. Podejście tych urzędów dobitnie udowadnia, że dzielenie się swoimi finansami to w tym systemie jedynie kwestia dobrych chęci poszczególnych osób, a nie prawnego obowiązku.
Organizacje pozarządowe od dłuższego czasu biją na alarm w tej kwestii. Szymon Osowski, reprezentujący Sieć Obywatelską Watchdog Polska, stanowczo domaga się błyskawicznej nowelizacji obowiązujących aktualnie przepisów w tym zakresie.
Wiele wrażliwych procesów legislacyjnych jest prowadzonych nie tyle na poziomie ministra, lecz właśnie wiceministra i dobrze byłoby móc sprawdzić, czy nie dochodzi do jakiegoś konfliktu interesów – podkreślił.
Analitycy rynkowi zwracają uwagę na totalny bałagan panujący w polskim ustawodawstwie antykorupcyjnym. To właśnie te niedorzeczne zapisy sprawiają, że zwykły kierownik gminnego żłobka musi dokładnie tłumaczyć się ze wszystkich swoich dochodów, a polityk dysponujący setkami miliardów złotych pozostaje poza jakimikolwiek podejrzeniami.
PiS i KO miały swoje plany. Ustawy kurzą się w sejmowych szufladach
Parlamentarzyści z wiejskiej doskonale zdają sobie sprawę z ułomności polskiego prawa. W początkach bieżącej kadencji zarówno reprezentanci Koalicji Obywatelskiej, jak i Prawa i Sprawiedliwości wnieśli pod obrady niemalże identyczne projekty naprawcze. Te polityczne deklaracje miały ostatecznie zagwarantować, że otwarte informowanie o swoich zasobach przez najwyższe głowy w państwie stanie się nienaruszalnym standardem i żelaznym obowiązkiem.
Wszystko ostatecznie skończyło się wyłącznie na szumnych obietnicach w mediach. Oba złożone dokumenty na dobre ugrzęzły w odmętach sejmowych zamrażarek, a polityczny entuzjazm opadł tak szybko, jak się pojawił. Niestabilny i niedoskonały system pozwala wiceministrom na swobodne wydawanie astronomicznych kwot bez rzucania światła na swoje konta.
