Spis treści
Polska powinna przemyśleć wprowadzenie podatku katastralnego, co w opinii Brukseli ukróciłoby spekulację i wpłynęło na spadek cen domów. Poważnie brana jest pod uwagę forma daniny uzależnionej od wyceny danej nieruchomości. Zdaniem wielu, nawet przy rządowych zapewnieniach o braku takich zamiarów, koszt życia posiadaczy kilku mieszkań drastycznie wzrośnie. Ta ewentualna rewolucja podatkowa niewątpliwie wstrząsnęłaby naszymi portfelami i rynkiem mieszkaniowym.
Choć sprawa podatku katastralnego regularnie powracała w ostatnich latach, teraz przybrała formę zaleceń zapisanych w ważnym dokumencie Rady Unii Europejskiej, odnoszącym się wprost do polskiej polityki gospodarczej. Uwaga autorów skoncentrowała się na modelu pobierania opłat od posiadanych nieruchomości w Polsce.
Unijni urzędnicy punktują, że w Polsce opłaty uzależnione są od metrażu, a nie od wyceny samego mienia, co odróżnia nas od reszty Wspólnoty. Takie podejście, w opinii ekspertów, może przynosić fatalne skutki dla polskiego rynku mieszkaniowego.
Obecne zasady, jak wskazuje Rada UE, faworyzują inwestowanie w mieszkania kosztem innych rodzajów lokat kapitału. Sprzyja to zakupom z chęcią zysku, co w konsekwencji winduje ceny mieszkań.
Co dokument Rady UE mówi o podatku katastralnym?
W dokumencie wyraźnie zaznaczono, że Polska jako jeden z ostatnich krajów stosuje niskie, odgórnie ustalane kwoty zamiast systemu uwzględniającego wartość majątku.
Zdaniem unijnych autorów, ten przestarzały schemat zachęca do spekulacji i zwiększa ceny za własny kąt. Remedium mogłoby stanowić oparcie opodatkowania na realnej wartości budynków lub samej działki. Eksperci wierzą, że zniechęciłoby to inwestorów do trzymania pustych mieszkań i ułatwiło nabycie lokali osobom poszukującym dachu nad głową.
Podatek katastralny w Polsce – jak to działa?
Kluczowa różnica polega na mechanizmie naliczania. Zamiast płacić określoną stawkę za każdy metr kwadratowy, wysokość daniny byłaby powiązana z rzeczywistą wyceną nieruchomości. W konsekwencji właściciel luksusowego lokum wycenionego na milion złotych uiściłby znacznie wyższą kwotę niż posiadacz mieszkania o tej samej wielkości, ale w gorszej lokalizacji. To właśnie ten niuans elektryzuje właścicieli polskich nieruchomości.
Ministerstwo Finansów odcina się od zmian, a Lewica kładzie projekt na stół
Powracające rekomendacje UE, OECD i MFW nie skłaniają polskiego rządu do zmiany stanowiska w sprawie podatku katastralnego. Jednakże temat bynajmniej nie zniknął z korytarzy sejmowych.
Z ramienia Nowej Lewicy wpłynął projekt mocno przebudowujący obecny podatek. Posłowie proponują, by całkowicie odejść od metrażu na rzecz wartości nieruchomości. W przypadku pierwszego i drugiego mieszkania opłata wynosiłaby 0,02 proc. jego ceny, co uderzyłoby po kieszeni nawet posiadaczy jednego lokalu. Prawdziwe uderzenie planowane jest w właścicieli wielu mieszkań.
Uderzenie w właścicieli wielu mieszkań
Projekt zakłada, że dla trzeciego i kolejnych mieszkań stawka wynosiłaby na start 0,5 proc. i docelowo rosłaby do 1,5 proc. Wymusiłoby to na „kamienicznikach” wnoszenie wielotysięcznych dopłat rokrocznie. Branżowi eksperci alarmują, że te opłaty ostatecznie i tak zostaną przerzucone na barki lokatorów w postaci zwiększonych czynszów.
Choć wprowadzenie podatku katastralnego wydaje się w tej chwili odległe, to presja międzynarodowych gremiów bywa nieugięta. Czas pokaże, czy zalecenia Rady UE przeistoczą się w oficjalny projekt rządowy czy też na zawsze pozostaną wyłącznie radami.