Spis treści
Prowokacja mająca na celu obnażenie luk w Krajowym Systemie e-Faktur zakończyła się dla jej autora wizytą w organach ścigania. Tomasz Sidorczuk, chcąc zażartować z urzędników, poprosił w aptece o wystawienie faktury za zakup prezerwatyw, podając dane Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Mężczyzna usłyszał zarzuty podżegania do wystawienia nierzetelnej faktury, choć sam twierdzi, że jego celem było jedynie zwrócenie uwagi na wadliwość nowego systemu podatkowego.
Polecany artykuł:
Tomasz Sidorczuk nagrał film w aptece. Faktura na KPRM hitem sieci
Zdarzenie, które miało być demonstracją obywatelską, szybko przysporzyło aktywiście z Bielska-Białej poważnych problemów prawnych. Sidorczuk udokumentował swoją wizytę w aptece, gdzie nabył środki antykoncepcyjne. Kontrowersje wzbudził fakt, że jako płatnika wskazał najważniejszy urząd w państwie, dyktując farmaceucie Numer Identyfikacji Podatkowej należący do Kancelarii Premiera.
Opublikowane na TikToku nagranie błyskawicznie stało się wiralem, notując ponad milion wyświetleń w ciągu zaledwie doby. Materiał wideo miał w założeniu ośmieszyć wprowadzany właśnie system KSeF, ale przede wszystkim zasygnalizować jego podatność na nadużycia. Autor chciał udowodnić, że każdy może zalać dowolną firmę niechcianymi fakturami, zmuszając działy księgowości do żmudnej pracy weryfikacyjnej. Mężczyzna nie poczuwa się do winy i nie kryje zdumienia zdecydowaną reakcją aparatu państwowego.
„Dla mnie jest to kuriozum, że tak ważne instytucje zajmują się sprawą o 89 groszy, bo tyle dokładnie wynosił podatek VAT od zakupionych przeze mnie prezerwatyw. Zamiast zająć się problemem, który pokazałem, władza ściga mnie” - komentuje Sidorczuk.
Choć postawienie zarzutów to jeszcze nie akt oskarżenia, autor zamieszania z fakturą na KPRM zapowiada walkę o swoje dobre imię. Deklaruje, że jeśli sprawa znajdzie swój finał na sali sądowej, będzie dążył do pełnego uniewinnienia, argumentując swoje działanie interesem społecznym.
Polecany artykuł:
Luki w systemie KSeF. Na czym polega problem z fakturami?
Główną intencją przyświecającą Sidorczukowi było zobrazowanie praktycznych skutków działania nowych regulacji. W systemie KSeF dokument sprzedaży wystawiony na konkretny NIP automatycznie pojawia się na koncie nabywcy. Oznacza to, że księgowi Kancelarii Premiera musieli odnotować fakturę za prezerwatywy i ręcznie ją odrzucić, co obnaża mechanizm działania platformy.
Polecany artykuł:
W ocenie autora prowokacji, konieczność ręcznego przesiewania napływających dokumentów jest zajęciem absurdalnym. Sidorczuk wskazuje, że w dużych przedsiębiorstwach, przez które przepływają tysiące faktur, niezwykle łatwo jest przeoczyć fałszywy dokument lub taki, który został wystawiony w wyniku pomyłki czy oszustwa.
Niezależnie od intencji, przepisy prawa są w takich przypadkach bezwzględne. Jak donosi serwis wp.pl, celowe podawanie nieprawdziwych danych lub posługiwanie się cudzymi danymi przy wystawianiu dokumentów księgowych naraża sprawcę na odpowiedzialność karną, co eksperci podatkowi wyraźnie podkreślają w swoich analizach. Prawo przewiduje nawet do 3 lat za kratami, a wprzypadku większych kwot - do 8 lat.