Kontrola w bankach i BIK. UOKiK sprawdza, czy klienci tracą na porównywaniu kredytów

2026-07-10 12:40

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów bada, czy Polacy są karani za poszukiwanie najtańszego kredytu. Kontrolerzy weszli m.in. do BIK i mBanku. Sprawdzają, czy tzw. scoring nie decyduje w krzywdzący sposób o przyznaniu finansowania.

Prezes UOKiK Tomasz Chróstny podczas wywiadu. O kontrolach w bankach i BIK przeczytasz na portalu Eska.
Autor: ART SERVICE / Super Express

UOKiK sprawdza, czy klienci tracą przez scoring

Polacy rozglądający się za kredytem zazwyczaj zestawiają ze sobą propozycje kilku instytucji finansowych. Pojawia się jednak pytanie, czy taka przezorność nie zmniejsza ich szans na uzyskanie gotówki?

Właśnie to zagadnienie weryfikuje obecnie Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jego urzędnicy przeprowadzili przeszukania w siedzibach czterech podmiotów, do których należy również Biuro Informacji Kredytowej.

Kontrola z policją w tle

Przedstawiciele UOKiK, posiadając zgodę sądu i w towarzystwie funkcjonariuszy policji, weszli do budynków BIK, ING Banku Śląskiego, mBanku oraz mBanku Hipotecznego.

Instytucja prowadzi postępowanie mające na celu wyjaśnienie zasad określania zdolności kredytowej osób fizycznych. Weryfikowane jest, czy praktyki stosowane przez banki i BIK nie zawężają wolnej konkurencji i nie stawiają klientów w mniej korzystnym położeniu.

Aktualnie sprawa toczy się w rem, a nie przeciwko wybranym firmom. W przypadku potwierdzenia zarzutów, podmioty te mogą zostać ukarane bardzo wysokimi grzywnami, sięgającymi nawet 10 procent ich rocznego przychodu.

QUIZ. Wakacyjna geografia Polski. Czy wiesz, które z TYCH miast leżą na Helu?
Pytanie 1 z 11
Czy Hel leży na Półwyspie Helskim?

Jeden podmiot, ogromny wpływ na kredyty Polaków

Biuro Informacji Kredytowej jest instytucją prywatną zajmującą się zbieraniem danych o przeszłości kredytowej konsumentów. To właśnie na jej bazie banki szacują ryzyko przyznania pożyczki.

UOKiK weryfikuje, czy dane przesyłane przez sektor bankowy do BIK – w tym chociażby ilość zapytań o kredyt – powinny faktycznie rzutować na finalną ocenę klienta.

Urząd podejrzewa, że może dochodzić do incydentów, w których osoba racjonalnie zestawiająca oferty jest oceniana mniej przychylnie niż ta, która wnioskuje o kredyt wyłącznie w jednej placówce.

„Świadomy konsument nie może być karany obniżeniem zdolności kredytowej za swoją aktywność w uzyskaniu najlepszej oferty”

– zaznacza prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Szukanie najlepszego kredytu może szkodzić?

Scoring w BIK stanowi punktową weryfikację wiarygodności potencjalnego kredytobiorcy. Bank analizuje m.in. dotychczasową historię uiszczania rat, poziom zadłużenia, ilość posiadanych zobowiązań oraz zapytania o nowe finansowanie.

Niepokój UOKiK wywołał fakt, że osoba poszukująca najbardziej optymalnej oferty może wygenerować większą liczbę zapytań w rejestrze.

Przykładowo, konsument planujący zakup nieruchomości analizuje propozycje kredytowe w kilku różnych bankach. W efekcie, zamiast uzyskać lepsze warunki dzięki rozpoznaniu rynku, może – w świetle podejrzeń urzędu – zostać uznany za klienta wyższego ryzyka.

BIK odpowiada: klienci nie powinni się bać

Z kolei BIK argumentuje, że punktacja to nie jedyny czynnik brany pod uwagę przy wydawaniu decyzji o finansowaniu, a ostateczny głos zawsze należy do banku.

Mariusz Cholewa, prezes BIK, wyjaśniał, że seryjne i nagłe aplikowanie o kredyt może stanowić sygnał ostrzegawczy o zwiększonym ryzyku, jednak wpływ tego typu zapytań na ogólną ocenę jest niewielki.

Z jego słów wynika, że w przypadku kredytów na zakup nieruchomości, kolejne wnioski składane w krótkim odstępie czasu są liczone jako pojedyncze zapytanie. Osoba porównująca propozycje rynkowe nie powinna zatem z automatu tracić swojej punktacji.

UOKiK sprawdza zasady gry na rynku kredytów

Celem urzędu jest sprawdzenie, czy obecny system wymiany danych pomiędzy instytucjami finansowymi a BIK przynosi korzyść klientom, czy raczej stanowi przeszkodę w wyborze najkorzystniejszej opcji.

Szczególną uwagę kontrolujący przykładają do pozycji Biura Informacji Kredytowej, które jako jedyna tego typu organizacja w kraju kumuluje dane kredytowe z całego sektora.

Jeśli wyjdzie na jaw, że funkcjonujące mechanizmy hamują konkurencję lub działają na niekorzyść konsumentów, mogą zostać wprowadzone radykalne zmiany w systemie oceniania wnioskujących o kredyt.

„UOKiK sprawdza zasady gry na rynku kredytów”

Temat Biura Informacji Kredytowej od dawna wzbudza także debatę w kwestii konkurencyjności w branży danych kredytowych. Marek Tatała, ekspert ds. ekonomii, wskazuje na wyjątkowo dominującą rolę BIK, wynikającą z faktu, że jest on wyłączną instytucją agregującą dane kredytowe ze wszystkich źródeł. Co intrygujące, sam przewodniczący UOKiK już wcześniej podnosił kwestię braku przejrzystości i konkurencyjności systemu, w którym jeden prywatny podmiot posiada de facto status monopolisty.

Według Tatały, przygotowywane zmiany w ustawie o kredycie konsumenckim mogą dodatkowo ugruntować pozycję BIK. Według projektowanych przepisów, dostarczanie informacji kredytowych do BIK ma być prostsze niż raportowanie do biur informacji gospodarczej, na które nałożone są bardziej restrykcyjne wymogi prawne.

Więcej zapisów kontrowersyjnych w umowach

Ekspert podkreśla też inny budzący wątpliwości punkt. Mowa o nałożeniu obowiązku przekazywania informacji do BIK również na podmioty, które skupują wierzytelności wynikające z kredytów konsumenckich. W rzeczywistości oznaczałoby to transfer jeszcze pokaźniejszej puli danych do jednej, scentralizowanej bazy.

Zgodnie z opinią Marka Tatały, tego typu ruch może w dalszym stopniu ugruntować pozycję BIK na arenie rynkowej, a zarazem podnieść koszty funkcjonowania firm. Pewna grupa ekspertów definiuje tę koncepcję jako przejaw tzw. „gold-platingu”, czyli zbytniego nadpisywania regulacji unijnych przez rodzimego ustawodawcę.

EKG 2026 - Tomasz Chróstny, prezes UOKiK