Spis treści
"Dobry chłopiec" to polsko-brytyjska koprodukcja w reżyserii Jana Komasy, która zbiera wyśmienite recenzje zarówno w Polsce, jak i za granicą - w serwisie Rotten Tomatoes ma aż 94% pozytywnych not. To film niejednoznaczny i bardzo autorski, a jego pomysłodawcą był początkujący scenarzysta Bartosz Bartosik.
"Dobry chłopiec" - o czym opowiada film?
"Dobry chłopiec" jest psychologicznym thrillerem, w którym główne role grają gwiazdy "Strefy gangsterów" i osławionego "Dojrzewania". Dziewiętnastoletni Tommy (Anson Boon) lubi swoje beztroskie, pełne używek i lekkomyślnej przemocy życie. Pewnej nocy zostaje porwany przez nieznajomego, Chrisa (znany z serialu "Dojrzewanie" Stephen Graham). Budząc się w piwnicy położonego na uboczu domu, chłopak trafia w sam środek dysfunkcyjnej rodzinnej dynamiki. Chris i jego tajemnicza żona Kathryn (Andrea Riseborough) próbują uczynić z niego |dobrego chłopca" poprzez wymuszoną i specyficzną resocjalizację. Ta przewrotna opowieść o wolności i kontroli pokazuje, jak zmuszony do czytania książek i uczenia się manier Tommy, myśli tylko o jednym - jak stamtąd uciec.
"Dobry chłopiec" jako inteligentna rozrywka
W trakcie seansu "Dobrego chłopca" nie mogłam uwierzyć, że scenariusz napisał "świeżak". Jest to bowiem piekielnie dobrze napisana i nieoczywista opowieść, która ufa inteligencji widza - podobnie jak jej twórca. Zapytałam Bartosza, co sądzi o recenzji Łukasza Muszyńskiego (redaktora naczelnego Filmwebu), który określił jego dzieło mianem "przewrotnego filmu o pożytkach stresowego wychowania".
Film jest dużą prowokacją. Pokazujemy, w sposób milszy oku czy też sercu, zjawiska bezwzględnie niedobre moralnie, ale liczymy na to, że widzowie wyłuskają tę ironię. Więc o ile faktycznie można żartobliwie powiedzieć, że jest to film o pożytkach stresowego wychowania, to mam nadzieję, że nie będzie to jedyna myśl, którą widzowie wyniosą - odparł.
PRZECZYTAJ TEŻ: Na co pójść do kina w marcu? Oto 8 najbardziej obiecujących filmowych premier
Rzucił korpo i został scenarzystą. Bartosz Bartosik to objawienie polskiego kina
"Popularne było jakiś czas temu hasło rzuć korpo i wyjedź w Bieszczady. Okazuje się, że można w różne strony z tego korpo [wyjechać]" - skwitował Bartosz Bartosik w naszej rozmowie. Tak się bowiem składa, że pomysł na "Dobrego chłopca" zrodził się z jego frustracji związanej z pracą w korporacji.
Wydaje mi się, że ona [historia Tommy'ego - przyp. red.] wynikała w pewien sposób z początków jakiegoś drobnego wypalenia za zawodowego czy frustracji, bo pracowałem w korporacji jako analityk w reklamie internetowej. No i wszedłem w posiadanie książki "Kurs pisania scenariuszy". Książkę połknąłem w zasadzie w dwa dni i stwierdziłem: "Okej, to mi daje jakieś ramy, daje mi jakiś język, żeby wyrazić coś, co we mnie siedzi". Także był to aspekt lekko autoterapeutyczny, gdzie jakąś taką szarość życia codziennego przelałem w coś bardziej absurdalnego. I kula śnieżna, która się zaczęła toczyć wokół tego projektu, trochę mnie przytłoczyła i przestraszyła, ale jesteśmy tutaj - opowiedział.
Bartosz Bartosik o współpracy z Janem Komasą i Jerzym Skolimowskim
Nie wiem jak wy, ale ja czuję się zainspirowana. Zwłaszcza, że swój debiut Bartosz Bartosik powołał do życia w asyście Jana Komasy i Jerzego Skolimowskiego, czyli bardzo uznanych polskich filmowców (oraz Naqqasha Khalida, który był współscenarzystą). W wywiadzie dla ESKI Bartosz przyznał, że reżyser i producent nigdy nie traktowali go protekcjonalnie i czuł się wśród nich jak "swój".
Praca, zwłaszcza w początkowych etapach, to były wielogodzinne sesje, burze mózgów i dyskusje na temat fabuły, ale zarówno pan Jerzy jak i Janek traktowali mnie po partnersku. Także nie czułem się w żaden sposób jakbym był podnajęty lub jakbym był tam na doczepkę. Dali mi poczuć, że faktycznie jestem jednym z twórców tego filmu - zapewnił.
Panowie pracowali nad "Dobrym chłopcem" przez siedem lat. "Była to chyba najlepsza szkoła filmowa, do jakiej mogłem się dostać" - skwitował Bartosz. Efekt ich wysiłków możecie obecnie oglądać w kinach. Serdecznie polecam seans, bo to kawał dobrego kina, które zostaje w głowie na długo.