Spis treści
"Ołowiane dzieci" to serial niepozbawiony wad, lecz dość ciepło przyjęty przez widzów i krytyków. Produkcja Netflixa nagłośniła zapomnianą historię lekarki dr Jolanty Wadowskiej-Król, która w latach 70. na Górnym Śląsku ocaliła życie tysięcy dzieci. Dzieło Macieja Pieprzycy odniosło większy sukces komercyjny niż "Heweliusz" - a to na polskim poletku serialowym już nie w kij dmuchał osiągnięcie.
"Ołowiane dzieci" ze świetnymi wynikami oglądalności. "Heweliusz" zdetronizowany
W ciągu czterech dni od swej premiery serial "Ołowiane dzieci" osiągnął wynik 4,2 mln wyświetleń (24 mln godzin oglądania) w Netflixie, stając się tym samym drugą najchętniej oglądaną nieanglojęzyczną produkcją streamera - pierwsze miejsce wciąż okupują niemieccy "Zdemaskowani". Opowieść o dr Wadowskiej-Król przebiła tym samym osiągnięcie głośnego serialu Jana Holoubka. W tym samym okresie "Heweliusz" odnotował bowiem 3,3 mln wyświetleń (17,1 mln godzin oglądania).
"Ołowiane dzieci" nie doścignęły jednak "Wielkiej wody", która w ciągu pierwszego tygodnia po premierze wykręciła ponad 45,8 mln obejrzanych godzin. Niemniej Netflix podaje, że serial z Joanną Kulig w roli głównej figuruje obecnie na liście 10 najchętniej oglądanych seriali Netflixa w aż 37 krajach na świecie, zatem jeszcze może przebić opowieść o powodzi tysiąclecia.
PRZECZYTAJ TEŻ: "Ołowiane dzieci". Nowy polski serial Netflixa niestety zawodzi - recenzja
Nie tylko pochwały. "Ołowiane dzieci" mierzą się też z poważną krytyką
Choć widzowie i krytycy wydają się raczej zgodni, że "Ołowiane dzieci" to przynajmniej przyzwoity serial, a zdaniem niektórych bardzo dobry, znaleźli się też tacy, którzy wytykają mu poważne przywary. Na łamach Dziennika Zachodniego ukazała się krytyka tłumacza języka śląskiego Grzegorza Kulika, zdaniem którego Maciej Pieprzyca i Netflix pokazali mieszkańców Śląska jako "wulgarny, brudny, moralnie wątpliwy motłoch". Gorzkich słów nie szczędzili też bliscy dr Wadowskiej-Król:
Gdyby twórcy mieli z nami ciut lepszy kontakt, a nie opierali się tylko na zdaniu osób nie do końca dobrze znających tamte realia, serial mógłby być znacznie lepszy i bardziej wiarygodny.
Znacznie ostrzej wypowiedzieli się z kolei bliscy prof. Bożeny Hager-Małeciej, która - zdaniem Magdaleny Majcher, autorki książki "Doktórka od familoków" - została najbardziej skrzywdzona przez twórców serialu Netflixa.
[Serial "Ołowiane dzieci" - przyp. red.] uderza nie tylko w historyczną prawdę, lecz także w jej dziedzictwo i pamięć, pozostawiając w świadomości widzów zniekształcony obraz osoby, która w rzeczywistości wykazała się odwagą i bezkompromisową postawą wobec systemu. [za: Dziennik Zachodni]
Stanisław Torbus, wnuk prof. Hager-Małeciej, której postać w serialu znacząco zmodyfikowano (zmieniono jej nawet imię), opublikował obszerny post w mediach społecznościowych, w którym wymienił wszystkie grzechy serialu Pieprzycy i podsumował: "Bardzo bolesne było dla mnie oglądanie historii stworzonej przez Macieja Pieprzycę. Jest to opowieść strasznie krzywdząca i niesprawiedliwa. Czym się kierował reżyser? Nie mam pojęcia, ale jeśli dziś pozwolimy upraszczać i pomijać prawdziwych bohaterów, jutro pamięć o nich może zniknąć całkowicie".
PRZECZYTAJ TEŻ: Podobały ci się "Ołowiane dzieci"? To obejrzyj ten dokument - jest dostępny za darmo