Rock nie umarł i ma się świetnie! Drugi dzień Open'er Festival 2026 [RELACJA]

Pierwszy dzień Open’era zawiesił wysoko poprzeczkę. Drugiego dnia festiwalu było jeszcze lepiej. Nawet opady deszczu, a podczas koncertu Calvina Harrisa ulewa, nie popsuły uczestnikom nastrojów. Chociaż wisienką na torcie był właśnie DJ set, to drugi dzień wydarzenia można by uznać za rockowe szaleństwo.

Ludzie fotografują się na tle wielkiego napisu OPEN'ER na trawiastym polu. O relacji z festiwalu przeczytasz na Eska.
Autor: Karolina Misztal/ Reporter

Jako pierwszy na Orange Main Stage zagościł Sobel. Jeden z najpopularniejszych raperów w naszym kraju nie miał żadnych trudności w „rozruszaniu” publiczności. Za każdym razem, gdy padało pytanie o panującą atmosferę, fani pod sceną odpowiadali jeszcze głośniej. Koncerty Sobla to nie tylko muzyczne, ale również wizualne doświadczenie. Artysta stawia bardzo mocny nacisk na to, by wpleść do swoich występów elementy show – od rozbudowanej, robiącej gigantyczne wrażenie na żywo scenografii, po wizualizacje i niespodzianki. U boku Szymona zaprezentował się OKI – gwiazda trzeciego dnia Open’era. Raper zaskoczył metamorfozą – z jego głowy zniknęły charakterystyczne kolce. Czy to zwiastun nowej ery?

Rockmanka z krwi i kości

O 19:00 scenę główną przejęła Halsey. Słuchacze, którzy znają ją przede wszystkim z radiowych hitów, musieli być nieźle zaskoczeni. Artystka zaprezentowała się na scenie niczym prawdziwa gwiazda rocka, a wśród publiczności słyszałem nawet porównania jej występu do koncertów metalowych. Charyzmę albo się ma albo się jej nie ma – po prostu. Halsey zdecydowanie należy do grona tych, którzy ją posiadają. To nawet nie było show. To było widowisko – podzielone na akty, trzymające w napięciu przez cały czas, pełne zwrotów akcji, przemyślane, opowiadające historię i pełne symboli. Uczestnicy z przejęciem obserwowali jej próbę zerwania się z łańcucha podczas „Dog Years” czy sensualne ruchy, jakie wykonywała, siedząc na operatorce kamery. Stare hity, jak „Without You” czy „Closer” doczekały się nowych, ostrzejszych aranżów. Nie sposób nie docenić fandomu Halsey, który stanął na wysokości zadania. Gwiazda przyznała, że dawno nie miała do czynienia z tak entuzjastycznym i zaangażowanym tłumem, któremu nie trzeba wskazywać, co ma robić i jak reagować. To była wymiana energii z obu stron.

Cudze chwalicie, swego nie znacie

Niespodzianką był powrót Chopina na Open’era – równo po 16 latach. Pomysł wywołał skrajne emocje. W sieci pojawiły się zarówno słowa zachwytu, jak i krytyka. No bo kto przychodzi na Open’era słuchać muzyki klasycznej? Na żywo jednak okazało się, że taka celebracja własnej kultury i jednego z największych Polaków w historii to strzał w dziesiątkę. To nie tylko piękna lekcja historii, ale również możliwość poobcowania z twórczością ponadczasowego artysty, do którego katalogu – umówmy się – mało kto dzisiaj sięga sam z siebie. To też – moim zdaniem – dobry krok w stronę wyzbycia się pewnego rodzaju kompleksu. Mamy być z czego dumni jako naród, również w kontekście kultury i bądźmy.

Wywiad Roksana Wegiel

Kapłan muzyki. Nick Cave największą gwiazdą Open'era

Największą gwiazdą drugiego dnia Open’era był bez wątpienia Nick Cave wraz z The Bad Seeds. Co to jest za artysta! Z krwi i kości. Prawdziwy arcymistrz sztuki, jaką jest muzyka. Już na wstępie zapowiedział, że nie zamierza tracić czasu na zbędne gadanie, chcąc dać jak najwięcej od siebie muzycznie. I dał. Cave grał przez ponad półtorej godziny, na starcie skracając dystans z publicznością. Z zapartym tchem obserwowałem na napięcie, jakie wytworzyło się między nim a fanami pod sceną, do których regularnie schodził, którym patrzył w oczy i do których kierował wyśpiewywane słowa. Żywa legenda i wirtuoz, który wierzy w siłę, jaką posiada muzyka. Piękne doświadczenie i zdecydowanie jeden z tych koncertów, które trzeba było przeżyć na żywo.

Powiew świeżości

W tym samym czasie, co Nick Cave, Tent Stage przejęła Reneé Rapp. To jedno z moich odkryć 2025 roku. Jej druga płyta „Bite Me” stanowiła dla mnie soundtrack zeszłorocznych wakacji i bardzo cieszyłem się na szansę przeżycia go na żywo. Rapp, choć klasyfikowana jako wokalistka popowa, postawiła na bardziej rockowy set. Nie było żadnych tancerzy, wymyślnych wizualizacji, ognia – po prostu ona, jej radość i charyzma. No i świetny zespół, z którego członkami widać, że ma świetne relacje. Koncert rozpoczął się od mocnego uderzenia – bezkompromisowego hitu „Leave Me Alone”, a gorącą i tak atmosferę podkręcono jeszcze mocniej lekko sprośnym „Kiss It, Kiss It”. Im dalej, tym robiło się jednak spokojniej. Miałem wrażenie, że to właśnie na ballady fani czekali najbardziej. Sama Reneé nie kryła ekscytacji wynikającej z wystąpienia przed polską publicznością. Jak przyznała, odwiedzanie nowych miejsc jest zawsze dla niej bardzo ekscytujące. Nie ukrywam, że byłem zaskoczony takim tłumem pod sceną. Nie spodziewałem się, że artystka ma w naszym kraju tylu fanów. Ale to dobrze!

Tradycji musiało stać się zadość. Ulewa nie powstrzymała Harrisa

Na deser uczestnicy Open’era otrzymali set Calvina Harrisa – prawdziwej legendy muzyki tanecznej. I tak jak w przypadku rozpoczęcia wczorajszego koncertu Zary Larsson wyszło słońce, tak w chwili, gdy DJ rozpoczął swój koncert, zerwał się deszcz. Lekkie opady szybko zamieniły się w ulewę. Nikomu to jednak nie przeszkadzało. Ba! Można było nawet odnieść wrażenie, że to stworzyło cały klimat koncertu. Harris serwował hit za hitem, przypominając, dlaczego jest jednym z najważniejszych graczy na rynku muzycznym. Pamiętam, jak kilka lat temu widziałem go na Sziget Festival. Jego show zapisało się w mojej głowie jako jeden z najgorszych koncertów. Występ podczas Open’era zatarł to wspomnienie.