Wszystko zaczyna się od miejsca
Współczesne festiwale coraz mniej przypominają tradycyjne koncerty. Dziś nie wystarczy zaprosić największych artystów i zbudować imponującej sceny. Równie ważne jest stworzenie przestrzeni, która pozwoli uczestnikom na kilka godzin oderwać się od codzienności i zanurzyć w zupełnie innym świecie.
Doskonale rozumieją to twórcy Zamna Festival. Wydarzenie, które narodziło się w meksykańskim Tulum, w ciągu niespełna dekady rozwinęło się w globalną markę. Choć festiwale organizowane pod jej szyldem odbywają się w różnych częściach świata, nie są kopiami jednego sprawdzonego formatu. Każda lokalizacja staje się częścią opowieści, a jej naturalne otoczenie, charakter i historia wpływają na atmosferę wydarzenia.
Podczas madryckiej edycji Zamna, zielony teren nieopodal Universidad Autónoma de Madrid przeszedł spektakularną metamorfozę. Z miejsca, które na co dzień wtapia się w miejski krajobraz, stał się pełnym energii festiwalowym światem. Jednak zanim zabrzmiały pierwsze brzmienia i pojawili się uczestnicy, trzeba było zsynchronizować setki detali: od sceny, oświetlenia i nagłośnienia po zaplecze techniczne, strefy dla gości i organizację ruchu. Bo festiwal nie zaczyna się wraz z pierwszym utworem, lecz wiele dni wcześniej. Mogłam zobaczyć to z bliska, odwiedzając teren wydarzenia jeszcze przed otwarciem bram.
Praca wre na rok przed festiwalem
Na dużych wydarzeniach muzycznych – muzyka jest oczywiście najważniejsza. Line-up jest często pierwszym elementem, na który zwracają uwagę uczestnicy, ale jego stworzenie to znacznie więcej niż zestawienie popularnych nazwisk i umieszczenie ich na plakacie. To co realnie „sprzedaje” festiwal to też renoma – a ją zbudować najtrudniej.
Dla wielu liczy się gwiazda na scenie. Tymczasem, występ sam w sobie to nie wszystko. Równie ważne jest światło, scenografia, efekty specjalne czy konstrukcja sceny i w końcu nagłośnienie. Rezerwacja lokalizacji to jedno – to oczywiście wymaga odpowiednich pozwoleń i odhaczenia szeregu urzędowych procedur. Zaplanowania wymagają też strefy gastronomiczne i odpoczynku, sanitariaty, punkty pomocy czy drogi ewakuacyjne i parkingi oraz miejsca postojów taksówek. To co odróżnia prawdziwy, dobrze zorganizowany festiwal od zwykłego koncertu jest organizacja przestrzeni poza samą sceną.
Festiwal, małe miasto na dobę lub dwie
Współczesny festiwal przypomina niewielkie miasto stworzone tylko na kilka dni. Trzeba je zaprojektować, zbudować, zapewnić mu sprawne funkcjonowanie przez całą dobę, a po zakończeniu wydarzenia niemal całkowicie zdemontować.
Na festiwalowym terenie działają sceny, punkty gastronomiczne, bary, strefy odpoczynku, systemy płatności, zaplecze techniczne oraz służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo. Choć każdy z tych elementów pełni inną funkcję, wszystkie muszą współpracować jak dobrze naoliwiony mechanizm. Z perspektywy uczestnika liczą się bowiem przede wszystkim doświadczenia: łatwe poruszanie się po terenie, sprawna obsługa, dostęp do informacji, możliwość odpoczynku czy szybkie znalezienie pomocy w razie potrzeby.
To właśnie te pozornie niewidoczne elementy w dużej mierze decydują o odbiorze wydarzenia. Nawet najbardziej spektakularny koncert może stracić część swojego uroku, jeśli towarzyszą mu długie kolejki, problemy z logistyką czy chaos organizacyjny. W tym tkwi jeden z paradoksów branży eventowej: im lepiej działa organizacja, tym mniej zwraca na siebie uwagę. Uczestnicy nie myślą o zapleczu technicznym czy procedurach bezpieczeństwa. Po prostu czują, że wszystko działa tak, jak powinno.
Coraz więcej dzieje się poza sceną
Równie ważna jak program muzyczny staje się dziś sama przestrzeń festiwalu. Organizatorzy projektują ją w taki sposób, by zachęcała uczestników do odkrywania każdego zakamarka i spędzania czasu również poza główną sceną. Stąd na festiwalowych mapach coraz częściej widzimy oryginalne, interaktywne konstrukcje. W przypadku Zamny, festiwalu wyłącznie dla imprezowiczów 18 plus, duże wrażenie robiły strefy marek takich jak Red Bull czy IQOS, którego Kantar BrandZ zalicza dziś do grona 100 najcenniejszych marek na świecie. Dla wielu festiwalowiczów były również punktami orientacyjnymi na mapie festiwalu. Organizatorzy festiwali wiedzą, że życie na evencie toczy się nie tylko pod sceną. Ludzie kupują bilet nie tylko na koncert. Oczekują doświadczenia znacznie szerszego niż sama muzyka.
Jak zaprojektować coś, czego nie da się zaplanować?
Najbardziej pamiętne momenty festiwalu sprawiają wrażenie całkowicie spontanicznych. Chwila, gdy dwadzieścia tysięcy ludzi jednocześnie unosi ręce w górę, śpiewają ten sam utwór albo reagują na pojedynczy dźwięk, wygląda jak czysta emocja, której nie sposób przewidzieć. Paradoks polega na tym, że właśnie na takie momenty organizatorzy przygotowują się miesiącami.
Podczas madryckiej edycji Zamna Festival na scenie wystąpiły światowe gwiazdy muzyki elektronicznej, m.in. Black Coffee, którego set przyciągnął tłumy. Artyści byli jednak tylko częścią znacznie większego spektaklu. Prawdziwe widowisko tworzyło połączenie muzyki, światła, wizualizacji, architektury scenicznej i otaczającej przestrzeni. Wraz z zachodem słońca festiwal przechodził metamorfozę. Znane z dnia miejsca nabierały nowego charakteru, a światła, dźwięk i ruch tworzyły wielowymiarowe doświadczenie angażujące wszystkie zmysły. Publiczność przestawała być wyłącznie obserwatorem. Stawała się częścią scenografii, współtworząc atmosferę wydarzenia energią, ruchem i reakcjami.
Co dzieje się, kiedy muzyka milknie?
Dla publiczności festiwal kończy się wraz z ostatnim występem. Uczestnicy opuszczają teren, wracają do domów, przeglądają zdjęcia i nagrania, a w mediach społecznościowych jeszcze przez wiele dni krążą wspomnienia z najlepszych momentów. Dla osób odpowiedzialnych za realizację wydarzenia to jednak nie koniec pracy. Rozpoczyna się demontaż scen, konstrukcji, ekranów, oświetlenia i całej infrastruktury, która jeszcze chwilę wcześniej tworzyła festiwalowy świat. Znikają strefy gastronomiczne, instalacje przygotowane przez partnerów i zaplecze techniczne. Przestrzeń musi wrócić do swojego pierwotnego przeznaczenia. To, co dla tysięcy uczestników było kilkoma godzinami muzyki i emocji, stanowiło zaledwie najbardziej widowiskowy fragment znacznie dłuższego procesu.
Madrycka edycja Zamna Festival pozwoliła spojrzeć na wydarzenia muzyczne z perspektywy, która na co dzień pozostaje poza zasięgiem publiczności. Przypomniała, że za atmosferą, spektakularnymi wizualizacjami i swobodą festiwalowej zabawy stoi coś znacznie bardziej złożonego: współpraca ludzi, technologii i rozwiązań organizacyjnych, które muszą zadziałać w odpowiednim miejscu i czasie.
Bo choć o festiwalach najczęściej opowiada się przez pryzmat artystów i ich występów, prawdziwa sztuka polega również na stworzeniu świata, w którym tysiące ludzi mogą przeżyć coś wyjątkowego. I zrobić to tak, by nikt nie musiał zastanawiać się, ile pracy wymagało jego powstanie.