Spis treści
Ostatnie pożegnanie Jana Frycza odbyło się w poniedziałek, 7 września 2026 roku. Ceremonia na warszawskich Powązkach miała charakter państwowy i rozpoczęła się punktualnie o godzinie 11:00 w sali pożegnań Cmentarza Wojskowego. Po części oficjalnej urnę z prochami wybitnego aktora złożono w Alei Zasłużonych. Artyście w ostatniej drodze towarzyszyli członkowie rodziny, najbliżsi przyjaciele, a także wiele znanych twarzy ze świata teatru i filmu oraz liczni sympatycy jego twórczości.
Olga Frycz o ojcu podczas pogrzebu
Podczas oficjalnej uroczystości na cmentarzu, prowadzący ceremonię odczytał zgromadzonym wspomnienia przygotowane przez bliskich zmarłego. Jednym z najciekawszych i najbardziej osobistych było to napisane przez Olgę Frycz. Znana aktorka i prezenterka podsumowała swojego ojca z niezwykłym, charakterystycznym dla niego dystansem.
Ja po ojcu odziedziczyłam poczucie humoru oraz umiejętność robienia ruskich pierogów
- przekazała w swojej wiadomości Olga Frycz.
Jan Frycz jako zaangażowany dziadek dla Hani i Gai
To jednak nie był koniec wzruszeń na cmentarzu, ponieważ słowa córki aktora wywołały spore poruszenie. Równie emocjonalnie zabrzmiały fragmenty opisujące relację Jana Frycza z jego wnuczkami, Hanią i Gają. Aktor uwielbiał spędzać z nimi czas i zawsze starał się być maksymalnie zaangażowany. Z tego powodu spotykał się z każdą dziewczynką z osobna, pragnąc poświęcić im pełnię swojej uwagi bez żadnych rozpraszaczy.
Bolało go, że ludzie nie poświęcają sobie nawzajem wystarczającej ilości uwagi. Ta sprawa uważności przekładała się również na spotkania z wnuczkami Hanią i Gają. Widywały się ze swoim dziadkiem osobno z prostego powodu, dziadek chciał być w danym momencie tylko dla nich. Ofiarować im całą swoją uwagę tu i teraz. Jak wspomina Hania, wnuczka Jana, to też czyniło te spotkania wyjątkowymi, niepowtarzalnymi
- zacytował mistrz ceremonii podczas pożegnania artysty.
Ośmioletnia Helenka pożegnała Jana Frycza
W trakcie uroczystości wybrzmiały również opowieści o tym, z jakim entuzjazmem Jan Frycz uczestniczył w życiu wnuków. Zawsze chętnie pojawiał się na szkolnych przedstawieniach, oglądał jasełka i z ogromną emocją witał na świecie kolejne dzieci w swojej rodzinie. Jak zaznaczono na Powązkach, każdy wnuk czy wnuczka czuli się w jego towarzystwie kimś absolutnie wyjątkowym.
Jednak to krótkie, ale niezwykle mocne wyznanie 8-letniej Helenki, córki Olgi Frycz, najbardziej poruszyło zebranych żałobników.
To był najwspanialszy dziadek na świecie.
Tym jednym, prostym zdaniem dziewczynka wyraziła ogromne uczucie, jakim darzyła zmarłego dziadka.
Słowa, które w poniedziałek padły z ust córki i wnuczki Jana Frycza, uświadomiły wszystkim, że dla rodziny nie był on wyłącznie legendą polskiej sceny, lecz przede wszystkim cudownym, obecnym w ich życiu tatą i dziadkiem.