Spis treści
Tragiczny wypadek syna Sylwii Peretti
Życie Sylwii Peretti uległo dramatycznej zmianie w lipcu 2023 roku, kiedy to jej jedyny syn, Patryk, zginął w tragicznym wypadku drogowym w Krakowie. Auto, w którym podróżował wraz z trójką znajomych, uderzyło w betonową konstrukcję nieopodal Mostu Dębnickiego, a żadna z osób znajdujących się w pojeździe nie przeżyła tego zdarzenia. Po upływie pewnego czasu od tych wstrząsających wydarzeń, celebrytka postanowiła podzielić się swoimi przeżyciami w książce zatytułowanej "Niepożegnani". Z okazji jej wydania, udzieliła poruszającego wywiadu, w którym powróciła do momentu, w którym otrzymała informację o śmierci swojego dziecka.
Sylwia Peretti wspomina dzień śmierci syna. Szokująca reakcja gwiazdy
Jak relacjonuje Peretti, ten tragiczny dzień rozpoczął się o świcie, kiedy to w cichym domu nagle rozległ się dźwięk dzwoniącego telefonu. Na linii znajdował się policjant, który połączył się z jej partnerem.
Gwiazda zapamiętała tę rozmowę w najmniejszych detalach. Funkcjonariusz na wstępie zapytał, czy jej partner jest obecny w domu, a chwilę później przekazał wieści o tragicznym wypadku. Z jego słów wynikało, że sytuacja jest krytyczna, a uczestnicy zdarzenia najprawdopodobniej nie żyją. Peretti wyznała, że w tamtej chwili ogarnął ją całkowity szok. Nie wydawała z siebie żadnych dźwięków, nie roniła łez - po prostu siedziała w bezruchu, starając się pojąć sens tego, co przed momentem usłyszała.
Ja nic nie powiedziałam. Po prostu usiadłam na łóżku. Zaskoczyłam się, jakby mnie poparzyło. Zaczęłam biegać po domu i ubierać się, rozrzucając wszystko, mimo że jestem pedantką i mam wszystko poukładane. Stałam i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Włożyłam pierwsze lepsze cichy, wybiegłam przed dom i po prostu stałam. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Miałam w ręce klucze i telefon. I Łukasz mówi: "Kochanie, jedziemy". A ja na niego patrzyłam, jakbym była w jakiejś cyberprzestrzeni. Jakby nic do mnie nie docierało. Mówiłam sobie, że to nie możliwe. (...) - powiedziała w podcaście "Kozaczka".
Niedługo potem, wraz ze swoim partnerem, udała się na miejsce tragicznego zdarzenia. Gdy dotarli w rejon Mostu Dębnickiego, pojazdu już tam nie zastali, a na miejscu działały służby porządkowe, usuwające ślady po wypadku.
Peretti usiadła wówczas na schodach niedaleko Wawelu, obserwując otaczającą ją rzeczywistość. Jak sama przyznała, wciąż nie mogła uwierzyć w to, co się wydarzyło.
Zobacz także: Ryszard Rynkowski staje przed sądem! Grożą mu trzy lata więzienia. Znamy szczegóły
Zajechaliśmy na miejsce, a tam panowie w kamizelkach sprzątali, zbierali jakieś szkło. Auta już nie było. Usiadłam na schodach przy Wawelu i patrzyłam, że oni tam sprzątają. Nawet nie byłam w stanie płakać, bo nie wierzyłam w to, że coś się stało. (...) Mówię, że to niemożliwe, że ktoś się pomylił - mówiła Peretti w trakcie rozmowy.
Dopiero później, podczas wizyty na komisariacie policji, brutalna rzeczywistość zaczęła do niej docierać. Funkcjonariusze pokazali jej portfel syna, który został odnaleziony w rozbitym aucie. To właśnie w tamtym momencie po raz pierwszy w pełni uświadomiła sobie, że ta ogromna tragedia naprawdę miała miejsce.
Przesunęli mi tylko portfel Patryka i zapytali, czy to jest jego. Powiedziałam, że tak. I to był ten moment, kiedy zaczęło docierać, że... Liczyłam na to, że ten portfel był w aucie - mówiła w wywiadzie.