Spis treści
Bułgaria wygrała 70. Konkurs Piosenki Eurowizji, osiągając swoje pierwsze w historii zwycięstwo. Dara z hitem "Bangaranga" zdeklasowała rywali, a sukces przytrafił się też sąsiedniej Rumunii. Reprezentantka kraju, Alexandra Căpitănescu, była druga zdaniem widzów i trzecia w ostatecznej klasyfikacji. Szybko jednak rozpętał się skandal spowodowany... brakiem maksymalnej noty od Mołdawii. W obu krajach zawrzało, aż wreszcie doszło do politycznych rozwiązań.
Eurowizja 2026 z sukcesami Bułgarii, Mołdawii i Rumunii
Trzy położone obok siebie kraje, Bułgaria, Mołdawia i Rumunia, powróciły na scenę Eurowizji po przerwach, choć pięciu innych europejskich nadawców postanowiło zbojkotować konkurs z powodu dalszego udziału Izraela. Dla całej trójki jubileuszowa Eurowizja 2026 zakończyła się znakomicie. Popularna w Bułgarii wokalistka Dara wygrała konkurs z hitem "Bangaranga", Rumunia wyrównała swój rekordowy wynik - trzecie miejsce, a Mołdawia po raz kolejny zakończyła udział w czołówce. Noty przyznane między dwoma ostatnimi krajami wywołały jednak spore zamieszanie.
12 punktów nie dla sąsiadów, tylko dla Polski. Rzeczniczka chciała zrezygnować
Po tym, jak mołdawskie jury przyznało zaledwie ósme miejsce i trzy punkty Rumunii, w sieci pojawiło się ogromne niezadowolenie po obu stronach granicy. Reprezentujący Mołdawię Satoshi zaapelował o zaprzestanie hejtu, jednak podkreślił, że naród nie zgadza się z werdyktem jurorów. Mołdawska telewizja publiczna uznała głosy za prawidłowe, zaznaczając transparentność i uczciwość procesu, nawet jeśli sama również nie zgadza się z opinią komisji zawodowców. Z czasem jednak skala niezadowolenia urosła, a głos zabrała dziennikarka Margarita Druță, która była rzeczniczką mołdawskiego jury. Prezenterka powiedziała w sieci, że była "zdruzgotana", gdy po otwarciu koperty na pierwszym miejscu zamiast Rumunii widniała... Polska. Chciała wręcz wyjść ze studia i nie pojawić się na Eurowizji, ale ostatecznie oddała głosy - jedną z czterech maksymalnych "dwunastek" dla Alicji Szemplińskiej.
Skandal w Mołdawii. Szef telewizji zrezygnował z funkcji po Eurowizji
Jak przytacza "Dziennik Eurowizyjny", "polscy fani z niedowierzaniem obserwują histerię na popularnej grupie facebookowej Eurovision Romania", mimo że dodatkowe dziewięć punktów, przyznane na zasadzie narodowej sympatii, zupełnie nie zmieniłoby pozycji Rumunii. Kontrowersyjnej propozycji "Choke me" brakowało 47 punktów do drugiego w tabeli Izraela i aż 221 do wygranej z Bułgarią.
Po fali obustronnego niezadowolenia, wbrew wcześniejszemu stanowisku o prawie jury do niezależności, szef telewizji mołdawskiej TRM podał się do dymisji. Vlad Țurcanu, który pełnił tę funkcję od 2021 roku, ogłosił w krajowych oraz rumuńskich mediach, że powołane przez nadawcę jury nie uwzględniło odpowiednio... "delikatnych relacji Mołdawii z sąsiadami - Rumunią i Ukrainą". Pojawiły się zresztą plotki, że część jurorów obsadzonych w komisji w Kiszynowie miała bliskie powiązania z Rosją, dlatego nie zagłosowali oni w finale Eurowizji 2026 ani na Rumunię, ani na Ukrainę. Nie zabrakło też wypowiedzi ze strony samych polityków. Maia Sandu, prezydentka Mołdawii, powiedziała po sesji Parlamentu Europejskiego, że nie można tworzyć podziałów między krajami i najważniejsze jest to, jak Rumunię oceniła mołdawska publika.
"Marcel Spătari, deputowany rządzącej partii PAS i były minister pracy stwierdził zaś, że „to jury nas nie reprezentuje” i zwrócił uwagę, że najlepiej oceniona przez sędziów mołdawskich Polska nie dostała właściwie punktów od mołdawskich widzów. Inny poseł należący do klubu parlamentarnego PAS, Dinu Plîngău zasugerował, że komisja mogła zostać skorumpowana, zażądał dymisji kierownictwa KRRiT i zagroził, że jeśli do niej dojdzie to podejmie próbę odwołania władz instytucji na drodze oficjalnej. [...] W podobnym tonie wypowiedzieli się także liczni dziennikarze i komentatorzy. I tak np. Daniel Vodă, były rzecznik rządu mołdawskiego (z ramienia partii PAS) zarzucił jury, że nie zrozumiało "geopolitycznego wymiaru Eurowizji". [...] Mówiłem - Eurowizja w Mołdawii to nie przelewki" - napisał zaś na platformie X ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich ds. Mołdawii i Rumunii, Kamil Całus.