Spis treści
Karol Strasburger od ponad trzech dekad jest nieodłącznym gospodarzem „Familiady”. Teleturniej zadebiutował na antenie TVP w 1994 roku i od tego czasu stał się jednym z najchętniej oglądanych programów rozrywkowych w Polsce. Jednak dla wielu widzów nie tylko rywalizacja rodzin jest powodem, by zasiąść przed telewizorem. Równie ważnym elementem każdego odcinka są charakterystyczne żarty prowadzącego, które z biegiem lat zyskały status kultowych. Choć jedni określają je mianem „sucharów”, a inni wręcz legend polskiej telewizji, jedno jest pewne - bez nich „Familiada” nie byłaby już tą samą produkcją.
Skąd wzięły się słynne suchary?
Krótkie dowcipy opowiadane przez Karola Strasburgera pojawiały się w programie od samego początku. Najczęściej prowadzący serwował je na samym początku programu. Z czasem widzowie zaczęli wyczekiwać ich równie mocno jak odpowiedzi uczestników.
Same żarty bazują przede wszystkim na prostych grach słownych, absurdalnych sytuacjach i przewidywalnych puentach. To właśnie ich prostota sprawiła, że zaczęły żyć własnym życiem. W internecie powstały setki memów, profili w mediach społecznościowych i kompilacji poświęconych wyłącznie dowcipom Strasburgera.
Najbardziej kultowe suchary Karola Strasburgera
Przez ponad 30 lat na antenie padły ich tysiące. Niektóre z nich do dziś są regularnie cytowane przez internautów. Do najbardziej znanych należą między innymi:
Żona pyta męża: - Kochanie, co mi kupiłeś na gwiazdkę? - Podejdź do okna, odsłoń zasłony, wyjrzyj przez okno. Widzisz teraz na ulicy ten sportowy samochód? - Widzę. - No właśnie. W takim kolorze kupiłem ci rajstopy.
Studia, od godziny trwa wykład. Jeden ze studentów pyta: - Czy mógłby pan profesor powtórzyć? - Proszę bardzo. Od którego momentu? - Od "dzień dobry państwu".
Dwóch mężczyzn siedzi w kawiarni i rozmawia na temat żon. Jeden mówi, że tak bardzo się boi żony, że kiedy wraca do domu, denerwuje się już na schodach, że żona będzie miała o coś pretensje. A kolega odpowiada na to: - A ja w ogóle się nie boję mojej żony. Tylko jeszcze nie wiem, jak jej to powiedzieć.
Rzecz dzieje się w kościele. Młoda dziewczynka pyta mamę: - Mamo, dlaczego pani młoda jest ubrana tak na biało, pięknie? - Bo chce pokazać, jaka jest szczęśliwa. - Mamo, a dlaczego pan młody jest ubrany na czarno?
Para przyszła do teatru, stoją w kolejce po bilety. Słyszą, jak mężczyzna przed nimi kupuje: - "Tristan i Izolda", dwa bilety proszę. Kiedy przychodzi kolej na mężczyznę mówi: - Roman i Ewa, też dwa bilety proszę
Wchodzi mały chłopiec do kuchni i mówi: - Mamo, zrób mi śniadanie. - Słuchaj, to, że sypiam z twoim ojcem nie znaczy, że jestem twoją mamą! - To jak mam do ciebie mówić? Po imieniu? Tadeusz?
To tylko niewielka część dowcipów, które przez lata pojawiały się w „Familiadzie”. Wiele z nich funkcjonuje dziś jako klasyczne suchary, często bez świadomości, że spopularyzował je właśnie Karol Strasburger.
Internauci pokochali ten fenomen
Choć przez lata prowadzący bywał obiektem żartów, sam wielokrotnie podkreślał, że podchodzi do tego z dużym dystansem. Z czasem suchary stały się jego znakiem rozpoznawczym, a kolejne pokolenia widzów zaczęły traktować je jako nieodłączny element programu.
W mediach społecznościowych regularnie pojawiają się zestawienia najlepszych dowcipów, a internauci prześcigają się w wymyślaniu nowych żartów „w stylu Strasburgera”. Nie brakuje także memów i krótkich filmików, które osiągają milionowe zasięgi.
Suchary stały się częścią popkultury
Dziś trudno wyobrazić sobie „Familiadę” bez charakterystycznego wstępu prowadzącego. Co ciekawe, wiele osób przyznaje, że nawet jeśli żarty są przewidywalne, właśnie dlatego wywołują uśmiech.
Karol Strasburger stworzył z nich swój sceniczny znak firmowy. W świecie telewizji, w którym formaty i prowadzący często się zmieniają, on od lat pozostaje wierny tej samej formule. Paradoksalnie to właśnie konsekwencja sprawiła, że jego dowcipy przeszły do historii polskiej rozrywki.