Mandaryna wspomina swój pierwszy występ i muzycznych idoli
Początki przygody Marty Wiśniewskiej ze sceną sięgają czasów dzieciństwa, kiedy jako mała dziewczynka zaczęła występować w zespole ludowym. Choć dzisiaj kojarzymy ją głównie z muzyką taneczną i wielkimi show, jej pierwsze kroki wyglądały zupełnie inaczej. Już jako 8-latka miała okazję poczuć blask jupiterów, występując z grupą Krajki. Mimo że artystka żartuje ze swojej słabej pamięci, ten moment mocno zapisał się w jej życiorysie.
Mój pierwszy raz na scenie był wraz z zespołem Krajki i miałam wtedy może z 8 lat, no to dawno temu. - powiedziała Mandaryna
Dorastanie w czasach szkoły podstawowej wiązało się również z kształtowaniem gustu muzycznego, który nie zawsze pokrywał się z tym, co było modne wśród rówieśników. Wokalistka przyznała, że jej serce biło mocniej dla Michaela Jacksona, choć w tamtym czasie w jej otoczeniu panowały zupełnie inne trendy. Szkoła była podzielona na fanów mocniejszego brzmienia, a ona sama musiała lawirować między różnymi gatunkami, by dopasować się do kolegów i koleżanek z klasy.
Mój pierwszy muzyczny idol. O, ja kocham Michaela Jacksona bardzo, ale pamiętam, że chodziłam do takiej podstawówki i trochę nie wypadało tam słuchać Jacksona, więc przymuszali mnie do słuchania innych zespołów i wszystkie były takie trzy grupy. Metallica, Gunsi i Scorpionsi. No i ja należałam do tych Scorpionsów, ale trochę po kryjomu słuchałam też Depeche Mode. - wspominała wokalistka
Dlaczego Marta Wiśniewska to Mandaryna? Historia ksywki z podstawówki
Wielu fanów przez lata zastanawiało się, skąd wziął się pseudonim Mandaryna. Okazuje się, że historia ta nie ma nic wspólnego z przemyślaną strategią marketingową czy miłością do egzotycznych owoców. Wszystko zaczęło się w szkole podstawowej i wynikało z... trudnego nazwiska artystki. Dzieciaki miały spory problem z poprawnym wypowiadaniem nazwiska Mandrykiewicz, co doprowadziło do powstania prostej i chwytliwej ksywki, która przylgnęła do niej na całe życie.
Moje nazwisko to Mandrykiewicz i dzieci w podstawówce łamały sobie język wypowiadając moje nazwisko, więc przezywały mnie Mandaryna i tak ze mną została ta Mandaryna do dziś. - wyjaśniła artystka
To właśnie pod tym imieniem wokalistka zdobyła ogromną popularność w całej Polsce. Choć z czasem stało się ono potężną marką, dla samej zainteresowanej zawsze będzie przypomnieniem o beztroskich czasach szkolnych i rówieśnikach, którzy nie potrafili wymówić jej nazwiska. Dzisiaj nikt nie ma już problemu z rozpoznaniem, kim jest Mandaryna, a jej ksywka stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych pseudonimów w polskim show-biznesie.
Pierwszy hit w radiu wywołał wielkie emocje. "Naprawdę się spociłam"
Dla każdego muzyka moment, w którym po raz pierwszy słyszy swój utwór w ogólnopolskiej rozgłośni, jest przełomowy. Mandaryna doskonale pamięta tę chwilę, która przytrafiła jej się podczas jazdy samochodem. Wykonawczyni hitu "Every Night" przyznała, że sytuacja ta wywołała u niej wręcz fizyczną reakcję i ogromny stres połączony z niedowierzaniem. Świadomość, że w tym samym momencie tysiące innych kierowców i pasażerów słucha jej głosu, była dla niej wręcz paraliżująca, ale i niezwykle miła.
Ja jechałam samochodem i naprawdę się spociłam jadąc, że to jest w ogóle niewiarygodne, że ci wszyscy ludzie, którzy jadą obok, też mogą tego słuchać. Bardzo to było dla mnie przyjemne, ogromnie, ogromnie. - mówiła w rozmowie z Radiem ESKA
Mimo że artystka ma na koncie wiele przebojów, to właśnie te pierwsze chwile sukcesu budzą w niej największy sentyment. Wspomniała, że jej pierwszym prawdziwym hitem był utwór "Here I Go Again", choć to piosenka "Every Night" stała się jej znakiem rozpoznawczym i do dziś jest śpiewana przez fanów na koncertach. To właśnie te utwory otworzyły jej drzwi do wielkiej kariery i licznych nagród branżowych.
Co się stało ze statuetką ESKA Music Awards? Mandaryna podejrzewa byłego męża
Ważnym punktem w karierze Mandaryny było zdobycie statuetki ESKA Music Awards. Gala odbywała się w jej rodzinnej Łodzi, co dodatkowo potęgowało radość z wyróżnienia. Artystka bardzo ceni sobie to trofeum, choć obecnie ma mały problem z jego zlokalizowaniem. Okazuje się, że nagroda mogła zapodziać się w domu jej byłego męża, Michała Wiśniewskiego, który również posiada pokaźną kolekcję podobnych wyróżnień.
No gdzieś mam, właśnie nie mogłam jej odszukać, ale wydaje mi się, że muszę pogrzebać między statuetkami Czerwonego, bo mi się wydaje, że on tam gdzieś zawinął moją. - stwierdziła ze śmiechem wokalistka
Piosenkarka z humorem podchodzi do swoich wspomnień i ewentualnych wpadek, twierdząc, że dzięki swojej specyficznej pamięci nie rozpamiętuje porażek. Skupia się na pozytywnych aspektach swojej drogi artystycznej, która zaczęła się od dziecięcych marzeń o Jacksonie, a doprowadziła ją na szczyty list przebojów. Statuetka, nawet jeśli chwilowo zaginiona w zbiorach byłego męża, pozostaje dla niej symbolem jednego z najpiękniejszych wieczorów w zawodowym życiu.