Spis treści
Andrzej Rosiewicz w "Tańcu z Gwiazdami"
Andrzej Rosiewicz, legenda polskiej estrady, piosenkarz i satyryk znany z przebojów takich jak "Najwięcej witaminy" zadebiutuje na parkiecie "Tańca z Gwiazdami". W wieku 82 lat udowadnia, że wiek to tylko liczba, a jego udział zapowiada się na spory wyczyn. Ta decyzja Polsatu budzi jednak ogromne emocje. Rosiewicz to postać skrajnie konserwatywna, która w przeszłości nie szczędziła homofobicznych i wykluczających komentarzy pod adresem społeczności queer. Dla formatu, który jeszcze niedawno promował otwartość poprzez udział par jednopłciowych, to ryzykowny krok.
Jacek Jelonek wprost o udziale Rosiewicza. Tak to ocenia
Jacek Jelonek był pierwszym uczestnikiem w Polsce, tańczącym w parze jednopłciowej. Żyje on obecnie w szczęśliwym związku z Oliwerem Kubiakiem, z którym planuje ślub. Aktywnie i głośno mówi o prawach osób ze środowiska LGBTQ+ w Polsce. Portal VOX FM postanowił zapytać go o udział Andrzeja Rosiewicza w Tańcu z Gwiazdami.
- Kiedy w 2022 roku wchodziłem na parkiet Tańca z Gwiazdami jako połowa pierwszej jednopłciowej pary w historii programu, wiedziałem, że nie chodzi tylko o naukę kroków i sam taniec... Chodziło o coś więcej, o coś znacznie większego! Chodziło o to, by miliony Polaków zobaczyły w prime time dwóch mężczyzn, którzy darzą się szacunkiem, tworzą sztukę i pokazują, że świat jest różnorodny i że taniec nie ma barier. To był krok milowy ku normalności, empatii i inkluzywności. Zaproszenie Andrzeja Rosiewicza do nowej edycji programu pokazuje potężny paradoks dzisiejszych mediów. Z jednej strony format celebruje otwartość i odwagę, w którym było miejsce dla mnie i Michała, z drugiej – otwiera drzwi dla człowieka, który swoją publiczną retoryką i wieloletnimi wypowiedziami próbował osoby takie jak ja stygmatyzować i wypychać na margines społeczeństwa, twierdząc, iż nie ma dla nas miejsca, wyzywając od pedałów, pederastów i osób, które są tak zazdrosne, że mogą nawet zabić - zaczął Jelonek
Z jednej strony nie ukrywa, że ma mały podziw, ale jedna rzecz go zastanawia.
- To, że pan Rosiewicz w wieku 82 lat ma odwagę i kondycję stanąć na parkiecie, jest godne odnotowania w kategoriach geriatrycznego wyczynu i czystej rozrywki. Taniec wymaga jednak nie tylko sprawności fizycznej, ale i klasy oraz wrażliwości na partnera i widza. Mam wielką nadzieję, że mordercze treningi i spotkanie z młodym, otwartym środowiskiem programu (a możliwie, że i kolejną parą jednopłciową) będą dla niego nie tylko lekcją choreografii, ale i przyspieszonym kursem szacunku do drugiego człowieka i wartości, których dotychczas w jego wypowiedziach o osobach queer bardzo brakowało. Parkiet weryfikuje wszystko - nie tylko poczucie rytmu, ale też to, czy potrafisz unieść współczesny świat, czy zostałeś mentalnie w głębokim PRL-u - powiedział Jelonek.
Model nie ukrywa, że dla niego zaproszenie Rosiewicza to zabieg telewizyjny, który ma wywołać kontrowersję, podzielić widzów, ale i przyciągnąć nowych - starszych oraz bardziej kontrowersyjnych.
- Nie wiem, czy do tej pory była tak skrajnie prawicowa postać w programie, która tak otwarcie wypowiadała się w krzywdzący sposób o środowisku queerowym. Stawia to program w rozkroku, bo format, który potrafił być progresywny i nowoczesny, teraz legitymizuje postać kojarzoną z językiem wykluczenia - powiedział Jelonek.
Według niego inne osoby związane ze środowiskiem nie przestaną się wahać nad udziałem w show, bo to w końcu program rozrywkowy. Mimo to postawiono na skrajną polaryzację, która podzieli widzów.
- Pytanie brzmi, jak na tę narrację zareaguje polskie społeczeństwo i jak potoczą się losy Rosiewicza. Widzowie mogą go polubić i na niego głosować, ale mogą też szybko zweryfikować jego dawne, kontrowersyjne wypowiedzi, od których obecnie huczy w internecie - powiedział Jelonek.
Czy Jacek Jelonek zbojkotuje "Taniec z Gwiazdami"? Tak to komentuje
Za kulisami pojawiły się doniesienia, że niektóre osoby rozmyślają nad rezygnacją udziału wokół programu. Jacek Jelonek często bywa na widowni, a dodatkowo w najnowszej edycji wystąpi mama jego bliskich znajomych - Mandaryna. To ze względu na nią nie zrezygnuje z udziału w programie.
- Moja obecność w studio zależy głównie od zobowiązań zawodowych i kontraktów telewizyjnych. Jeśli będę związany z inną stacją, w Polsacie się nie pojawię. Jeżeli jednak czas mi na to pozwoli, chętnie zasiądę na widowni, by wspierać bliską mi osobę, m.in. Mandarynę. Obecność kontrowersyjnych uczestników nie wpłynie na moją decyzję. Wręcz przeciwnie, traktuję to jako pretekst do późniejszej rozmowy z mediami, które tłumnie zjawiają się po każdym odcinku. To dobra okazja, by na gorąco skomentować sytuację i głośno przypomnieć o przeszłości niektórych osób. Rozumiem ideę bojkotu, jednak w przypadku tak popularnego formatu nie wpłynie on na frekwencję w studiu - tam zazwyczaj brakuje miejsc nawet dla bliskich samych gwiazd - podsumował Jelonek.