Jezuita Grzegorz Kramer żegna Igę Cembrzyńską. Podzielił się niezwykłą historią z hospicjum

Odejście Igi Cembrzyńskiej wywołało smutek u wielu osób, które miały szansę poznać ją osobiście. Wśród nich jest jezuita Grzegorz Kramer. Duchowny przypomniał sobie szczególny miesiąc, w którym był blisko artystki. Opublikował również ich wspólne zdjęcie i opisał moment, gdy pełnił funkcję kierowczki cenionej aktorki. Jego relacja ma bardzo intymny charakter.

Miesiąc z Igą Cembrzyńską. Jezuita wspomina niezapomniane chwile

Grzegorz Kramer podzielił się historią o tym, jak przez pewien czas pełnił funkcję kierowcy słynnej Igi Cembrzyńskiej. Zaznaczył, że nie jest to relacja o znanej gwieździe kina, ale opowieść o kobiecie widzianej w codziennych, zwykłych okolicznościach. Duchowny podkreślił, że informacja o odejściu aktorki przypomniała mu o tym, jak silne potrafią być więzi z ludźmi, nawet jeśli pojawiają się w naszym życiu zaledwie na moment.

Zobacz też: Iga Cembrzyńska "przemówiła" na swoim pogrzebie. Intymne wyznania

Jakoś tak dziwnie mi od wczoraj. Niby to oczywiste, że ludzie umierają, a jednak, kiedy ktoś nagle staje się realny w naszym życiu, to jego śmierć przestaje być abstrakcją - napisał Jezuita.

Sonda
Czy wierzysz w życie po śmierci?

Tajemnicza "Pani M." to Iga Cembrzyńska. Prawda wyszła na jaw po jej śmierci

Kramer wrócił do swojego wpisu z 6 lipca 2024 roku, w którym ukrył tożsamość kobiety, nazywając ją "Panią M.". Dzisiaj wiemy, że była to Iga Cembrzyńska. W tamtym czasie relacjonował zdarzenie z jej apaszką i kapeluszem – aktorka zgubiła swoje rzeczy i zapomniała o nich, a jezuita odnalazł je na krześle i przyniósł do jej pokoju.

Zobacz również: Aktorzy z "Na Wspólnej" wzruszająco żegnają Bożenę Dykiel. Tak wspomina ją serialowa córka

Gdy wszedłem, spała. Było po 17-tej, ale Ona była opatulona kocem w cętki, było widać tylko jej twarz. I siwe włosy, w których ciągle widać elegancję - wspominał.

W pamięć zapadł mu obraz jej twarzy obróconej w stronę okna. Choć wydawało się to zwykłą sytuacją, dla Kramera miało to głębsze znaczenie.

Wyglądała jak wolny człowiek, który oswobodził się z jakiejś kolejnej bitwy - pisał.

W lipcu duchowny nie wyjawił, kto kryje się pod pseudonimem "Pani M.". Jej prawdziwą tożsamość odkrył dopiero po jej odejściu. W swoim nowym wspomnieniu odniósł się także do sytuacji, w której występował w roli kierowcy aktorki. W trakcie podróży Cembrzyńska mocno ściskała swoją butelkę, a po dotarciu na miejsce prosiła jezuitę, aby miał na nią oko. To właśnie takie drobnostki zapadły mu w pamięć.

Przywiązujemy się do ludzi, nawet tych, co »wpadają« w nasze życie na chwilę. A może to ja bardziej wpadam w życia innych ludzi - napisał.

Dla Grzegorza Kramera wspólny czas z Igą Cembrzyńską okazał się niezwykle cennym przeżyciem. Mimo że trwało to zaledwie miesiąc, bliska relacja z artystką zapisała się w jego pamięci w sposób, który – jak wynika z jego wyznania – na długo z nim pozostanie.

Jeszcze raz, bardzo dziękuję za miesiąc w takiej bliskości - napisał w sieci Kramer.

Wszyscy zamilkli, gdy Bożena Stachura zaczęła czytać. Tak pożegnano Igę Cembrzyńską

Rolki