Spis treści
Scenarzysta Jerzy Niemczuk stworzył kultową ławeczkę z "Rancza"
Urodzony w 1948 roku Jerzy Niemczuk to znany prozaik, dramaturg oraz scenarzysta, który ogromny rozgłos zdobył dzięki serialowi "Ranczo". Wspólnie z Robertem Grembowiczem odpowiadał za scenariusz do tego niezwykle popularnego hitu telewizyjnego. Ich dziełem są fikcyjne Wilkowyje i ich kultowi mieszkańcy, w tym Lucy, Kusy czy wójt z proboszczem. Specyficzne poczucie humoru Niemczuka sprawiło, że serial przyciągnął rzesze Polaków. Jego dorobek obejmuje również pracę nad innymi znanymi tytułami, takimi jak "Rodzina zastępcza" oraz "Stacyjka". Napisał też książki dla najmłodszych, m.in. "Przygody Zuzanki", oraz liczne sztuki teatralne, jednak to właśnie produkcja o Wilkowyjach dała mu największą rozpoznawalność.
- To Niemczuk wymyślił ławeczkę - była wynikiem jego obserwacji (mieszka na Mazurach, a przestrzeń jego dzieciństwa to Radzyń Podlaski i okolice). Na tę "swoją" trafił właśnie na Mazurach. Pewnego dnia zobaczył trzech zdecydowanie nietrzeźwych facetów siedzących na ławce przed sklepem. Przystanął na chwilę, żeby na nich popatrzeć, i ze zdumieniem usłyszał, że rozprawiają o kosmosie. Było to absurdalne... Takie jakieś dziwne czasy nastały, stwierdził wtedy, że najwięcej czasu na filozoficzne dysputy mają degeneraci... - czytamy w książce "Ranczo. Kulisy serialu wszech czasów", autorstwa Eli Piotrowskiej i Marty Lipeckiej.
W ostatnim czasie na rynku pojawiła się nowa książka Niemczuka zatytułowana „Z umiarem też nie należy przesadzać”. Jak sam autor podkreśla, to właśnie w niej udowadnia swoje niezwykłe, stoickie podejście do życia.
Wypadek twórcy ławeczki z "Rancza". Jerzy Niemczuk zdradza szczegóły w "Super Expressie"
O wypadku drogowym Jerzy Niemczuk poinformował fanów za pośrednictwem mediów społecznościowych 23 lipca 2026 roku. W rozmowie z "Super Expressem" opisał przebieg wydarzeń z pechowego poniedziałku (20 lipca). Zdradził, że dzień nie należał do najłatwiejszych. Najpierw dostrzegł młodego ptaka przy posesji, któremu starał się pomóc, a następnie musiał pędzić na zaplanowane spotkanie ze stacją telewizyjną.
- Pojechaliśmy zaraz szukać w Płozach ławeczki, która była inspiracją tej z „Rancza”. Stała za sklepem „Miluś” jak na dwóch kolumnach na pustych pojemnikach po farbie i trzej bywalcy rozprawiali o kosmosie, niedostatek wiedzy nadrabiając bogactwem wyobraźni. Teraz stoi przy bramie inna, bardziej europejska, bo tapicerowana. Podobno za bramą jest jeszcze jedna w krzakach dla stałych klientów, ale kiedy tam byłem parę dni wcześniej, to nie zajrzałem, żeby nie zakłócać konwersacji - przekazał dla "Super Expressu" Niemczuk.
Gdy scenarzysta udzielał wywiadu, niespodziewanie w lewą stronę jego auta coś uderzyło.
- Samochód poturbowany niemiłosiernie, ale ja i dwa Michały ze mną nie doznaliśmy żadnego szwanku. Przytomności wprawdzie nikt stracił, ale film już nam się urwał, tylko te parę słów po drodze się nagrało, później już tylko katastrofa. Michał zawiózł mnie na SOR do szpitala. Jako powypadkowy byłem trochę zaburzony i najpierw trafiłem na dyżur nocny - przekazał Niemczuk.
Pisarz przyznał, że szpitalna opieka na SOR-ze była bardzo profesjonalna, a na udzieloną pomoc nie mógł narzekać. Niestety to nie był koniec negatywnych incydentów.
- Kiedy kolejnego dnia wypełniałem kwity po szkodzie, mój poturbowany samochód, stojący spokojnie na parkingu dostał w drugi bok od klienta. Nawet głowy nie podniosłem znad biurka, tylko się zabrałem za kolejne formularze. - podsumował Niemczuk.
Mimo tych doświadczeń Jerzy Niemczuk poinformował, że aktualnie czuje się dużo lepiej.