Edward Linde-Lubaszenko pożegnany przez tłumy. Słowa księdza poruszyły żałobników

2026-02-24 15:07

Kurtyna opadła po raz ostatni. Edward Linde-Lubaszenko udał się w swą najważniejszą podróż, a w warszawskim kościele żegnała go plejada gwiazd i najbliższa rodzina. Choć atmosfera była podniosła, to właśnie kazanie duchownego stało się momentem, który na długo zapadnie w pamięć zgromadzonych. Te słowa trafiły prosto w serca fanów i bliskich aktora.

Ostatnie pożegnanie Edwarda Linde-Lubaszenki

Edward Linde-Lubaszenko, ikona polskiego kina i teatru, zmarł 8 lutego w wieku 86 lat. Ceremonia pogrzebowa odbyła się nieco ponad dwa tygodnie po jego śmierci, gromadząc w Kościele Środowisk Twórczych w Warszawie tłumy wielbicieli i przyjaciół. Punktualnie o godzinie 11:00 rozpoczęła się msza święta, podczas której urna z prochami artysty tonęła w białych kwiatach. To był ostatni akt w jego bogatym życiu, w którym wykreował setki niezapomnianych postaci.

W tej trudnej chwili u boku aktora trwała rodzina. Olaf Lubaszenko, syn zmarłego, nie krył ogromnego wzruszenia, żegnając ojca, z którym łączyły go niełatwe, lecz silne więzi. Z kolei córka artysty, Beata, podzieliła się z żałobnikami słodko-gorzką nowiną. Okazało się, że zaledwie cztery dni po śmierci Edwarda Linde-Lubaszenki na świat przyszedł jego wnuk. Życie dopisało tutaj scenariusz, którego nie powstydziliby się najlepsi dramaturdzy.

Zobacz również: Córka Edwarda Linde-Lubaszenki zalała się łzami na pogrzebie. Złożyła ojcu poruszającą obietnicę

Pogrzeb Edwarda Linde-Lubaszenki. Kazanie księdza

Duchowny odprawiający mszę nie uciekał od trudnych tematów. W swoim kazaniu nawiązał do skomplikowanej historii rodzinnej zmarłego, który prawdę o swoim pochodzeniu odkrył dopiero po latach. Był synem Polki i Niemca, a wychował go radziecki oficer. Ksiądz przywołał wywiad, którego aktor udzielił dziennikowi „Rzeczpospolita” w 1991 roku, by zilustrować zawiłe losy wojennego pokolenia.

Edward Lubaszenko mówił: "Narodowość nie zależy od faktów, własnego wyboru i przekonania. Narodowość nadaje nam otoczenie" - głosił duchowny.

Poruszające słowa księdza na pogrzebie Edwarda Linde-Lubaszenki

Edward Linde-Lubaszenko nie schodził ze sceny niemal do samego końca. Symboliczne pożegnanie z teatrem nastąpiło pod koniec września, a definitywny koniec kariery ogłosił zaledwie kilka tygodni przed śmiercią. Kapłan podczas homilii zauważył, że niezależnie od wieku, moment odejścia zawsze nadchodzi zbyt wcześnie, pozostawiając bliskich w poczuciu pustki.

Nawet wtedy, kiedy umiera ktoś, kto przeżył już wiele lat, zawsze jest jakoś za wcześnie. [...] Życie dla wierzącego nie jest łatwiejsze, niż dla niewierzącego. Zarówno wierzący, jak i niewierzący próbują śmierć i cierpienie jakoś zracjonalizować, zrozumieć. Często to się nie udaje. I Bóg jest na to wrażliwy - mówił ksiądz.

Kończąc liturgię, duchowny przypomniał, że dla chrześcijanina śmierć nie jest opuszczeniem kurtyny na zawsze, ale raczej zmianą scenografii na tę wieczną. Podkreślił, że zmarły artysta odnalazł już swoje światło i dołączył do bliskich po drugiej stronie. Słowa o życiu wiecznym w kontekście Wielkiego Postu wybrzmiały w świątyni ze szczególną mocą.

Edward zabrał ze sobą do wieczności część naszych serc. A nasze życie wieczne rozpoczyna się teraz. Nie po śmierci. Żyjemy życiem wiecznym. Warto tę prawdę uświadomić sobie w okresie Wielkiego Postu - podkreślił duchowny.

Radio ESKA Google News
QUIZ. Niezapomniani. Co pamiętasz o życiu i twórczości Małgorzaty Braunek?
Pytanie 1 z 10
W którym mieście urodziła się Małgorzata Braunek?
Bożena Dykiel nie żyje