Spis treści
Dramat podczas nagrań Ninja Warrior Polska. Zawodnik spadł z dużej wysokości
Sportowe zmagania na ekstremalnie trudnym torze przeszkód od dawna gromadzą przed telewizorami ogromną publiczność, a format "Ninja Warrior Polska" zyskał miano niezwykle efektownego widowiska. Zjawiskowe akrobacje oraz zacięta walka niosą jednak za sobą gigantyczne niebezpieczeństwo, o czym na własnej skórze przekonał się wielokrotny uczestnik tego formatu Albert Lorenz. W trakcie powstawania materiałów do minionego sezonu doszło do wstrząsającego incydentu, kiedy to mężczyzna runął w dół z dwunastometrowej przeszkody. Sytuacja przypominająca początkowo standardową kontuzję sportową błyskawicznie przerodziła się w prawdziwy koszmar.
Zobacz też: Złamał kręgosłup na planie show Polsatu. Kilka miesięcy po wypadku stanął na własnych nogach!
Kto zawinił w Ninja Warrior Polska? Szokujące opóźnienia w śledztwie
Dokładna diagnostyka medyczna wykazała u poszkodowanego rozległe złamanie w odcinku lędźwiowym kręgosłupa, co zapoczątkowało u trzydziestotrzylatka dramatyczną walkę o powrót do zdrowia. Niezbędny okazał się natychmiastowy zabieg operacyjny oraz niezwykle żmudna rehabilitacja, która pochłonęła potężne środki finansowe i masę czasu.
Zawodnik otwarcie zarzucił producentom formatu oraz telewizji brak odpowiedniego zabezpieczenia finansowego po tym tragicznym zdarzeniu. Twierdzi stanowczo, że lwią część gigantycznych rachunków za leczenie musiał ostatecznie regulować z prywatnego portfela.
Zobacz też: Polsat pokazał moment drastycznego upadku w "Ninja vs Ninja". Poszkodowany uczestnik komentuje
Dochodzenie w tej zawiłej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa Gliwice-Wschód, ale pomimo upływu ponad sześciu miesięcy śledczy nie przedstawili wiążących konkluzji. Główny zainteresowany potwierdza brak dostępu do kluczowych akt postępowania, dlatego najważniejsze fakty docierają do niego wyłącznie drogą nieoficjalną.
Z informacji przekazanych przez samego sportowca wynika, że organy ścigania napotkały na poważne przeszkody w trakcie prowadzonych czynności. Pracujący nad sprawą policjanci mieli mu zasugerować, że medycy zabezpieczający plan zdjęciowy celowo odwlekali moment złożenia oficjalnych wyjaśnień. Takie zachowanie obsługi medycznej mogło w decydującym stopniu spowolnić całą procedurę gromadzenia kluczowego materiału dowodowego.
Zobacz też: Wstrząsający finał Ninja vs Ninja! Wiemy, kto zgarnął chwałę i grubą kasę
"Śledztwo trwa. Z tego, co mi wiadomo, ratownicy medyczni mocno zwlekali z zeznaniami - tak stwierdziła pani policjantka prowadząca śledztwo. Wypadałoby spytać panią prokurator, jak idzie śledztwo, bo nie otrzymałem jeszcze zgody na wgląd do akt - mówił poszkodowany portalowi plejada.pl."
Funkcjonariusze skupiają się aktualnie na drobiazgowej weryfikacji dokumentacji technicznej feralnej konstrukcji oraz analizie zapisu wideo z samego momentu upadku. Sprawa nie wkroczyła jeszcze w kluczową fazę, dlatego nikomu nie przedstawiono oficjalnych zarzutów.
"Informuję, że sprawa jest w toku, pozostaje w fazie \"in rem\" - poinformowała Plejadę z kolei prok. rejonowa Katarzyna Preidl."