Spis treści
Brak bezpośredniego zagrożenia militarnego. Edgars Rinkeviczs o zdolnościach Rosji
Obecnie Rosja nie ma zaatakuje NATO, bo nie ma takich możliwości. Taką ocenę sytuacji przedstawił w rozmowie z PAP Edgars Rinkeviczs, prezydent Łotwy. Jak podkreślił, służby wywiadowcze w jego kraju nie obserwują też żadnych ruchów świadczących o przygotowaniach do agresji ani gromadzenia sił zbrojnych w pobliżu granic. Polityk zaznaczył, że panuje powszechna zgoda co do tego, iż potężna ofensywa wymierzona w NATO czy państwa bałtyckie jest w tym momencie nierealna, ponieważ główne siły Rosji są zaangażowane w wojnę na Ukrainie. Dodał jednak, że ta sytuacja może oczywiście ulec zmianie w dalszej perspektywie.
Zupełnie inaczej przedstawia się kwestia operacji poniżej tak zwanego progu wojny. Rinkeviczs zwrócił uwagę na akty sabotażu czy cyberataki. Przywołał również incydenty związane z naruszaniem przestrzeni powietrznej państw NATO przez drony.
Działania hybrydowe nabierają na sile. Współpraca Polski i państw bałtyckich
Prezydent Łotwy zwrócił uwagę na rosnącą intensywność tak zwanych działań hybrydowych. Jak podkreślił w wywiadzie dla PAP, konieczna jest ścisła współpraca państw zachodnich w celu skutecznego przeciwdziałania tym atakom. Choć przyznał, że raporty wywiadowcze wskazują na możliwość dalszej eskalacji tego typu zagrożeń, odmówił podania szczegółów ze względu na ich niejawny charakter.
Odpowiedzią na te wyzwania ma być pogłębiona współpraca militarna i wywiadowcza między Polską a krajami bałtyckimi. Wśród proponowanych rozwiązań znajduje się między innymi zwiększenie częstotliwości wspólnych manewrów wojskowych. Rinkeviczs z aprobatą wypowiedział się również o ewentualnej relokacji części sił amerykańskich do Polski i ustanowieniu tu stałej bazy wojskowej. Zastrzegł jednak, że kluczowe w tej kwestii będą ostateczne decyzje władz w Waszyngtonie.
Na zakończenie prezydent Łotwy wyraźnie zaznaczył, że państwa europejskie muszą zacząć samodzielnie dbać o swoje bezpieczeństwo. Z jego wypowiedzi wynika, że odpowiedzialność za obronę Starego Kontynentu spoczywa przede wszystkim na barkach samej Europy.