Epidemia eboli w DRK może potrwać jeszcze rok. Czerwony Krzyż ostrzega
Epidemia eboli we wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga wciąż nie osiągnęła szczytu. Może utrzymywać się nawet przez kolejny rok – ostrzega Międzynarodowy Ruch Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca. We wtorek, 16 czerwca mówił o tym Bruno Michon, kierownik operacyjny do spraw walki z epidemią eboli. Jak podkreślił, nadal trudno ocenić, jak szybko wirus się rozprzestrzenia i jak duża będzie skala zachorowań. Według danych ministerstwa zdrowia DRK z 11 czerwca w kraju potwierdzono 676 przypadków eboli. Zmarło 136 osób. Obecna epidemia została ogłoszona 15 maja. To już 17. epidemia eboli w Demokratycznej Republice Konga od czasu wykrycia tej choroby w 1976 roku. Nowa fala zakażeń pojawiła się niespełna pół roku po zakończeniu poprzedniej epidemii, którą oficjalnie zamknięto pod koniec 2025 roku. Sytuacja jest poważna także dlatego, że wirus przekroczył granice DRK. Obecna epidemia rozprzestrzeniła się również na sąsiednią Ugandę.
Nic nowego. Najtragiczniejsza epidemia w Demokratycznej Republice Konga miała miejsce w latach 2018–2020
Ebola to jedna z najgroźniejszych chorób zakaźnych. Wirus przenosi się przez bezpośredni kontakt z krwią, wydzielinami i odchodami osoby zakażonej. Choroba często ma ciężki przebieg i może prowadzić do śmierci. W ciągu ostatnich 50 lat z powodu eboli w Afryce zmarło ponad 15 tys. osób. Najtragiczniejsza epidemia w Demokratycznej Republice Konga miała miejsce w latach 2018–2020. Zginęło wtedy prawie 2,3 tys. osób. Czerwony Krzyż ostrzega, że obecna epidemia może potrwać długo. Organizacje medyczne muszą więc przygotować się na wiele miesięcy pracy w trudnych warunkach. Kluczowe będą szybkie wykrywanie nowych przypadków, izolacja chorych i informowanie mieszkańców, jak unikać zakażenia. Walka z ebolą jest szczególnie trudna w regionach, gdzie działają grupy zbrojne, a dostęp do części miejscowości jest ograniczony. Utrudnia to pracę lekarzy, transport chorych i kontrolę kontaktów osób zakażonych. Na razie nie ma sygnałów, że epidemia słabnie. Według Czerwonego Krzyża najgorszy moment może być jeszcze przed DRK.