Spis treści
Wisła Kraków pokonuje rywali w zaciętej walce
Spotkanie w ramach najwyższej klasy rozgrywkowej rozpoczęło się od mocnego uderzenia gospodarzy. Trener Mariusz Jop postawił na bardzo ofensywne ustawienie, wprowadzając po raz pierwszy w sezonie Juliusa Ertlthalera oraz Angela Rodado. To właśnie hiszpański napastnik otworzył wynik w czternastej minucie. Oddał on mocny strzał zza pola karnego, a piłka po rykoszecie od Marcusa Haglinda-Sangre zmyliła bramkarza Rafała Leszczyńskiego. Zdezorientowany golkiper gości musiał po raz pierwszy tego dnia wyciągać futbolówkę z siatki.
Radość z prowadzenia nie trwała jednak w Krakowie zbyt długo. W dwudziestej ósmej minucie Kacper Duda zanotował fatalną stratę piłki, co błyskawicznie wykorzystali skoncentrowani rywale. Dani Pacheco precyzyjnie obsłużył Saida Hamulicia, a ten w sytuacji sam na sam pewnie pokonał Marcela Łubika. Podrażnieni gospodarze szybko ruszyli do odrabiania strat i już w trzydziestej szóstej minucie skutecznie odzyskali prowadzenie. Jordi Sanchez znakomicie wykorzystał zamieszanie po wrzucie z autu, notując tym samym swoje czwarte trafienie w bieżącym sezonie.
Czy Wisła Płock zdołała odrobić straty bramkowe?
Druga odsłona spotkania na obiekcie Synerise Arena miała zupełnie inny przebieg pod kątem zaangażowania taktycznego. Zawodnicy z Krakowa skupili się przede wszystkim na uważnej obronie i utrzymaniu korzystnego rezultatu. Goście z Płocka uzyskali wyraźną przewagę w posiadaniu piłki, lecz nie potrafili przełożyć tego na dogodne sytuacje strzeleckie. Ich starania dodatkowo utrudniła wymuszona kontuzją zmiana Daniego Pacheco w sześćdziesiątej minucie rywalizacji. Mimo braku kluczowego kreatora gry, przyjezdni do samego końca walczyli o zmianę wyniku.
Najlepszą okazję do niespodziewanego wyrównania miał w osiemdziesiątej ósmej minucie Marcin Kamiński. Defensor gości oddał bardzo groźny strzał głową, jednak futbolówka po jego mocnym uderzeniu trafiła zaledwie w słupek bramki. W końcówce meczu miejscowi mogli jeszcze podwyższyć prowadzenie po dwóch szybkich i groźnych kontratakach. Jordi Sanchez nieczysto trafił w piłkę, a Rafał Mikulec minimalnie przegrał decydujący pojedynek z interweniującym Rafałem Leszczyńskim. Spotkanie, które prowadził sędzia Paweł Raczkowski, na żywo obejrzało z trybun ponad trzydzieści trzy tysiące widzów.