Córka mordercy z Rhode Island opowiada, że miał on konflikt z każdym spośród sześciorga dzieci i nie chodziło tylko o zmianę płci
Do tej głośnej tragedii doszło kilka dni temu w hali Lynch Arena w Pawtucket, w amerykańskim stanie Rhode Island. 56-letni Robert Dorgan, przedstawiający się jako „Roberta Esposito”, zastrzelił swojego 23-letniego syna Aidana oraz byłą żonę Rhondę (52 l.), a następnie odebrał sobie życie. Trzy inne osoby zostały ranne. Córka sprawcy, Amanda Wallace-Hubbard, która była świadkiem strzelaniny wraz z dwoma synami, powiedziała teraz w rozmowie z "New York Post", że przyczyną rodzinnego konfliktu nie była kwestia płciowej metamorfozy. „Tożsamość płciowa nie była w najmniejszym stopniu czynnikiem, który spowodował jego wykluczenie z rodziny (…), był to po prostu objaw czegoś, co działo się o wiele głębiej przez całe jego dorosłe życie” - zapewnia kobieta.
"On nigdy tak naprawdę nie dostrzegał błędów w swoim postępowaniu"
Dodała, że ojciec „walczył z demonami”, a rodzina odsunęła się od niego z powodu wieloletnich problemów, a nie po prostu z powodu braku akceptacji dla przemiany w Robertę Esposito. „Chcę tylko, by ludzie zrozumieli, że to była zemsta jednej osoby na rodzinie. On nigdy tak naprawdę nie dostrzegał błędów w swoim postępowaniu (…). Trzeba przyznać, że ma się problem, zanim poprosi się o pomoc. On po prostu nie chciał tego zrobić” – zaznaczyła.
56-latek wyciągnął broń i otworzył ogień do członków swojej rodziny na trybunach
Tragedia rozegrała się na lodowisku w mieście Pawtucket podczas zawodów szkolnych drużyn hokejowych. Wśród uczestników znalazł się Robert Dorgan (+56 l.). W pewnym momencie rozległy się strzały. 56-latek wyciągnął broń i otworzył ogień do członków swojej rodziny na trybunach Dennis M Lynch Arena. Zginęły dwie osoby, a trzy zostały ranne i są w stanie krytycznym. Młodzi hokeiści barykadowali się w szatni, dzieci na widowni płakały i uciekały. Po dokonaniu zbrodni Robert Dorgan skierował broń we własną stronę. On również nie żyje.