Zwycięstwo Bartosza Zmarzlika we Wrocławiu. Mistrz zalał się łzami po dramatycznym finale

2026-06-21 12:42

Zawody Grand Prix na wrocławskim Stadionie Olimpijskim z pewnością zapadną w pamięć kibiców. Ekstremalna pogoda i wielogodzinne opóźnienie stanowiły zaledwie wstęp do ogromnych sportowych emocji. Bartosz Zmarzlik triumfował w niezwykle trudnych warunkach, obejmując prowadzenie w klasyfikacji generalnej, a podczas dekoracji z jego oczu popłynęły łzy.

Żużlowiec Bartosz Zmarzlik w czarnej czapce z daszkiem z logo Orlen, z zarostem i niebieskimi oczami, w białym kombinezonie z czerwonymi akcentami, spoglądający w prawą stronę. To zdjęcie ilustruje dramatyczny finał we Wrocławiu, o którym przeczytasz na naszym portalu.
Autor: ART SERVICE / Super Express
  • Sobotni turniej Grand Prix Polski we Wrocławiu na zawsze zapisze się w kronikach czarnego sportu, głównie z powodu ogromnej ulewy i niemal trzygodzinnego oczekiwania na start wyścigów, co wywołało olbrzymie utrudnienia dla uczestników.
  • Pomimo początkowego zamieszania i bardzo niebezpiecznej nawierzchni, Bartosz Zmarzlik zaprezentował heroiczną postawę, ostatecznie wygrywając rywalizację i awansując na pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej mistrzostw.
  • Dowiedz się, jakie rozwiązania taktyczne pozwoliły polskiemu mistrzowi odnieść ten spektakularny triumf i co sprawiło, że podczas odbierania pucharu nie potrafił opanować wielkiego wzruszenia.

Dramatyczne warunki na torze we Wrocławiu. Bartosz Zmarzlik walczył z pogodą

Wydarzenia z sobotniego wieczoru we Wrocławiu na długo pozostaną w pamięci miłośników żużla. Kiedy wszystko wskazywało na to, że rywalizacja zaraz się rozpocznie, nad Stadionem Olimpijskim przeszła gwałtowna nawałnica. Olbrzymia ulewa w mgnieniu oka przekształciła tor w wielką kałużę, a woda zalała również park maszyn. Uczestnicy turnieju wyrażali głośny sprzeciw wobec jazdy, jednak dyrektor cyklu Phil Morris konsekwentnie wstrzymywał się z decyzją o odwołaniu imprezy. Jego upór przyniósł ostatecznie efekt, ponieważ po prawie trzech godzinach organizacyjnego zamieszania i intensywnego osuszania toru, żużlowcy zdołali wreszcie wyjechać do pierwszego biegu.

Przeczytaj także: Holandia bezlitosna dla Szwecji na MŚ 2026. Pogromcy Polaków brutalnie sprowadzeni na ziemię

Sytuacja na torze była jednak niezwykle wymagająca i niebezpieczna. W początkowej fazie zawodów zwycięstwa odnosili wyłącznie ci zawodnicy, którzy startowali z najbardziej zewnętrznego, czwartego pola. Nawierzchnia kompletnie nie wybaczała pomyłek, o czym w bardzo bolesny sposób przekonali się Jack Holder oraz Jason Doyle. Reprezentanci Australii po niebezpiecznym wypadku musieli zrezygnować z dalszego udziału w zmaganiach, a w ich miejsce na torze pojawili się młodzieżowcy Sparty Wrocław. Bartosz Zmarzlik również musiał zmierzyć się z ogromnymi trudnościami i zmuszony był do szaleńczej pogoni za liderami, aby w ogóle zachować szanse na awans do kolejnej rundy.

Zobacz też: MŚ 2026. Kto zdobył awans do fazy pucharowej turnieju?

„Żużel nie jest łatwy. Dzisiaj wygrałem, ale swoje zrobiła też świetna praca mojego zespołu. Dopiero w finale byłem szybki. Wcześniej wygrywałem starty, ale traciłem punkty na dystansie. W pewnym momencie skończyły się pomysły” – wyznał po wszystkim Bartosz Zmarzlik.

Bartosz Zmarzlik QUIZ. Jak dobrze znasz mistrza świata? 9/10 to obowiązek każdego kibica!
Pytanie 1 z 10
W jakim klubie występuje Bartosz Zmarzlik?

Finałowy bieg Grand Prix Polski. Bartosz Zmarzlik pokonał rywali

W najważniejszym momencie wrocławskiego turnieju reprezentant Polski udowodnił jednak swoją niesamowitą klasę. W ostatnich sekundach zdołał zagwarantować sobie udział w najważniejszym wyścigu wieczoru, do którego zakwalifikowali się również Robert Lambert, Michael Jepsen Jensen oraz świetnie dysponowany Brady Kurtz. Przed startem finałowego biegu Zmarzlik zdecydował się zaryzykować i ustawił się na czwartym polu startowym. Ta niezwykle odważna decyzja okazała się ostatecznie kluczem do końcowego sukcesu.

Polski mistrz świata błyskawicznie ruszył spod taśmy i od razu wysunął się na prowadzenie stawiając rywali w trudnej sytuacji. Brady Kurtz starał się wyprzedzić naszego reprezentanta, jednak Zmarzlik prezentował tego dnia kosmiczny wręcz poziom jazdy. Australijczyk, który za wszelką cenę próbował dogonić lidera, popełnił fatalny w skutkach błąd, przez co spadł na sam koniec stawki. Kiedy żużlowcy minęli linię mety, na wrocławskim Stadionie Olimpijskim wybuchła gigantyczna radość, a sam triumfator nie był w stanie zapanować nad emocjami. Stojąc na najwyższym stopniu podium, całkowicie poddał się wzruszeniu.

„Grand Prix zaczęło się w 1995 roku, a więc wtedy gdy się urodziłem. Pierwszy turniej wygrał zresztą mój mentor Tomasz Gollob. To wielka sprawa triumfować właśnie w takich okolicznościach” – podkreślał mistrz w swoim wystąpieniu.

BARTOSZ ZMARZLIK O TAJEMNICACH SWOJEGO SUKCESU