Konkurs, którego potrzebowaliśmy. Maciej Maciusiak podsumowuje weekend w Wiśle
Sobota była bardzo słaba, najsłabsza w historii polskich startów na skoczni im. Adama Małysza w Wiśle. W niedzielę jednak słońce nad polską kadrą delikatnie, a nawet trochę mocniej rozświetliło obraz i poprawiło nastroje kibiców. Była walka o podium. Wprawdzie nieudana, ale i tak możemy cieszyć się z dwóch miejsc w czołowej dziesiątce.
Na pewno potrzebowaliśmy takiego konkursu. Ta wiara w drużynie, wśród sztabu i zawodników cały czas jest. Zapowiadaliśmy, że się nie poddamy i będziemy w każdych konkursach walczyć. Myślę, że to był bardzo solidny konkursu. Konkurs potrzebny dla całej polskiej ekipy. Po takich konkursach jak w Ruce, czy wczoraj tutaj, przyszła niedziela i sytuacja obróciła się o 180 stopni.
Trener podkreśla, że domowe konkursy generowały spore napięcie u polskich skoczków, szczególnie u Kamila Stocha. Także Kacper Tomasiak, który po raz pierwszy w karierze rywalizował przed własną publicznością, musiał udźwignąć tę presję. I to zrobił. Ale dobrze skakali też inni.
Dzisiaj Kacper poradził sobie wyśmienicie. Piotrek skakał swoje. Pierwszy skok nareszcie był trafiony w próg. W końcu odleciało. Drugi skok był zepsuty, ale i tak jest dobrze, bo jest siódme miejsce. Także wyśmienite miejsce Maćka Kota, który po wielu latach wraca do tej szerokiej elity. Paweł Wąsek solidnie. O to nam chodziło. Takich konkursów życzyłbym sobie jak najwięcej. Na pewno nas na to stać.
Sobota z pewnością była trudnym doświadczeniem dla większości naszych skoczków. Czy trener musiał w jakiś szczególny sposób przemówić do zawodników?
Dzień jak co dzień. Nic szczególnego nie było. To są doświadczeni zawodnicy. To jest normalne, że po konkursie idziemy i robimy analizę. Z jasnymi wskazówkami, zadaniami. Dzisiejszy konkurs pokazuje potencjał całej ekipy. Jedziemy teraz do Klingenthal, gdzie ostatnie lata może nie najlepiej wspominamy, ale będziemy walczyć.
Skoki to dziwna dyscyplina. To zdanie słyszeliśmy wielokrotnie. Często dobrych skoków z treningów zawodnicy nie potrafią przełożyć na zawody. W tym sezonie często dotyczy to naszych skoczków.
Rozmawialiśmy z prezesem Małyszem, z Michalem Dolezalem, analizowaliśmy, że jeszcze nie pokazaliśmy tego, co było przed sezonem. Żaden skoczek nie skoczył jeszcze tego, na co go stać. Dzisiaj się już to pokazało. Jesteśmy w stanie nawiązywać walkę z najlepszymi. Oczywiście, na tę chwilę Domen czy Ryoyu są o poziom wyżej. Ale to są skoki. Czasem niezrozumiałe dla nas, dla trenerów, dla zawodników, dla dziennikarzy. To jest taki sport, że dzieją się rzeczy trudne do zrozumienia i wytłumaczenia - zaznacza Maciusiak.
Pierwszy etap nowego sezonu już za nami. A to czas na pierwsze wnioski, o czym sam przed sezonem mówił trener. Do Klingenthal nie pojedzie słabo spisujący się w Polsce Aleksander Zniszczoł. Jego miejsce zajmie Maciej Kot.
Nie przewidujemy drastycznych ruchów. Zachowujemy spokój i walczymy dalej. Myślę, że po dzisiejszym konkursie możemy wyciągnąć bardzo pozytywne wnioski. To daje kopa wszystkim. Jak jednemu wyjdzie, to czemu ma nie wyjść innym?
Czy przed wyjazdem do Niemiec Polacy będą mieli jeszcze czas na treningi na skoczni w Wiśle?
Był plan środowego treningu tutaj. Mamy skocznie dużą i mniejszy obiekt w Szczyrku. Patrząc jednak na pogodę i wysokie temperatury, mogłyby być to skoki trochę niebezpieczne, ze względu na zeskok. Jeżeli prognozy nie zmienią się drastycznie, to z tych skoków zrezygnujemy. Będziemy planować taki dodatkowy trening przed konkursami w Engelbergu. Tam będziemy dzień wcześniej, m.in. ze względu na czipowanie kombinezonów - kończy trener.