Spis treści
Historyczny wyczyn Paris Saint-Germain w Hiszpanii
Piłkarze Paris Saint-Germain zanotowali niezwykły występ w wyjazdowym starciu przeciwko hiszpańskiemu Villarrealowi. Francuski zespół potrzebował zaledwie 17 minut na strzelenie aż czterech goli. Tym samym pobito dotychczasowy rekord Ligi Mistrzów, który należał do Olympique Marsylia od 2010 roku. Marsylczycy strzelili wtedy cztery bramki w 24 minuty podczas wyjazdowego meczu z MSK Żilina. Kolejne miejsce w tym historycznym zestawieniu zajmuje Bayern Monachium, który w 2014 roku zdobył cztery gole w 30 minut przeciwko Romie.
Wtorkowy triumf 6:0 robi szczególne wrażenie ze względu na duże braki kadrowe w zespole gości. Trener Luis Enrique nie mógł skorzystać z kontuzjowanych gwiazd, takich jak Ousmane Dembele czy Chwicza Kwaracchelia. Bohaterem spotkania został hiszpański pomocnik Fabian Ruiz, który zdobył dwie bramki i zasłużenie został uznany za najlepszego zawodnika na boisku. Z ławki rezerwowych w 60. minucie na murawie pojawił się Ferran Torres. Wynik rywalizacji ustalił z kolei 17-letni David Boly, notując swoje premierowe trafienie w tych elitarnych rozgrywkach zaledwie cztery minuty po wejściu na boisko.
- Staramy się grać ofensywnie, nie zmieniać swojego stylu, mimo kontuzji zawodników. Odbieraliśmy piłkę blisko bramki rywali, więc było nam łatwiej i dzięki temu zyskiwaliśmy przewagę. Po 0:3 w niespełna kwadrans żadna drużyna nie jest w stanie się odbudować. Wrócić do gry w takiej sytuacji jest bardzo trudno — zaznaczył hiszpański szkoleniowiec mistrza Francji.
Jak Luis Enrique ocenia formę swojego zespołu?
Wysokie zwycięstwo wywołało u szkoleniowca paryżan niezwykle mieszane uczucia, ponieważ Villarreal to jego ulubiony hiszpański klub. Obecnie Paris Saint-Germain bezapelacyjnie dominuje w powiększonej, 36-zespołowej tabeli Ligi Mistrzów. Zespół z Paryża może pochwalić się kompletem zdobytych punktów oraz imponującym bilansem bramkowym wynoszącym 20-5. Ostatnia strata punktów przez paryską drużynę miała miejsce 4 września w starciu przeciwko AS Monaco, które ostatecznie zakończyło się wynikiem 1:2. Wliczając do statystyk rozgrywki krajowe, mistrzowie Francji odnieśli właśnie dziesiąte zwycięstwo z rzędu w tym trudnym sezonie.
Mimo tak doskonałej dyspozycji na wczesnym etapie rywalizacji, sztab szkoleniowy podchodzi do wyników z ogromnym spokojem. Hiszpański menedżer przypomniał dziennikarzom, że o ostatecznym triumfie zadecyduje dopiero finałowy mecz zaplanowany na maj w Madrycie. W dwóch poprzednich, zwycięskich dla paryżan edycjach, zespół wcale nie plasował się w czołowej ósemce po zakończeniu fazy ligowej. Drużyna musiała pokonywać znacznie trudniejszą drogę, a mimo to ostatecznie sięgała po najbardziej upragnione klubowe trofeum. Teraz mistrzowie Francji również będą musieli potwierdzić swoją najwyższą wartość w kluczowych meczach fazy pucharowej.
- Zawsze szanujemy przeciwników, a do Villarreal mam dużo sympatii. Po meczu podszedłem dodać otuchy trenerowi Inigo Perezowi. Mam nadzieję, że go to nie złamie. To nic przyjemnego, ale chyba każdy trener musi przejść przez podobne trudne chwile — dodał.
- Na razie to niewiele znaczy. W maju w Madrycie, po finale, będzie tylko jeden zwycięzca, jeden mistrz i to jest nasz cel. Ostatnie dwa lata nie byliśmy po fazie ligowej w pierwszej ósemce, a mimo to w końcu dopięliśmy swego i wygraliśmy Champions League. Teraz też wiosną będziemy musieli udowodnić, że nasze ambicje są uzasadnione – podsumował trener PSG.