Spis treści
- Skandal wokół platformy kryptowalutowej Zondacrypto angażuje niemal cały kraj.
- Szef Polskiego Komitetu Olimpijskiego wyznał w studiu RMF FM, że zalicza się do grona poszkodowanych i stracił własne środki.
- – Mam do siebie pretensje – podkreślił główny inicjator partnerstwa pomiędzy giełdą a PKOl.
Afera Zondacrypto uderza w PKOl. Radosław Piesiewicz stracił potężne pieniądze
Kłopoty Zondacrypto to obecnie temat numer jeden w całym kraju. Znana platforma obrotu kryptowalutami przechodzi głęboki kryzys wizerunkowy i finansowy, a postępowanie w tej materii prowadzi już śląska prokuratura. Przewiduje się, że klienci mogli stracić łącznie nie mniej niż 350 milionów złotych. Ewentualne bankructwo przedsiębiorstwa stanowi potężny cios dla rodzimego sportu, w który pompowano gigantyczne środki. Jednym z kluczowych kontraktów sponsorskich pozostaje umowa z Polskim Komitetem Olimpijskim, która wciąż jest w mocy, w odróżnieniu od porozumień zrywanych masowo choćby przez drużyny piłkarskie.
Zondacrypto w potężnych tarapatach. Znane kluby i polscy olimpijczycy zostali z niczym
Jeszcze w miniony poniedziałek sternik PKOl, Radosław Piesiewicz, starał się tonować nastroje. Zapewniał wówczas, że firma wywiązuje się z zapisów umowy i brakuje jednoznacznych przesłanek do jej natychmiastowego zerwania. Kolejna transza finansowa powinna wpłynąć na konto do końca kwietnia, jednak w czwartkowy poranek lider komitetu zaprezentował zgoła odmienne stanowisko w trakcie rozmowy z RMF FM.
Podczas porannej audycji radiowej Piesiewicz zdradził, że osobiście lokował kapitał w Zondacrypto i poniósł dotkliwe straty finansowe. Prawdopodobnie mowa o kwocie oscylującej w granicach miliona złotych, czyli podobnej do tej, którą działacz w przeszłości utopił w wyniku nieudanych operacji na giełdzie papierów wartościowych.
Prezes PKOl o swoich inwestycjach. "Mam do siebie pretensje"
- Ja już jestem poszkodowany - podkreślił w wywiadzie działacz, sugerując, że finał tej sprawy znajdzie swój koniec na sali rozpraw. Równocześnie zapewnił, że zrezygnował z prób interweniowania u Przemysława Krala, pełniącego funkcję prezesa Zondacrypto, aby w żaden sposób nie łączyć swoich prywatnych interesów ze sprawami publicznymi.
Mam pretensje do siebie, że włożyłem tam pieniądze. Mogę tyle powiedzieć. Ale zaufałem, bo widziałem, jak ta firma prężnie działa. I jeżeli mnie się oskarża, że działałem w złej wierze, to pokazuje inaczej - przyznał szczerze Piesiewicz.
W kolejnej fazie wywiadu szef PKOl przekazał, że w przypadku ostatecznego bankructwa giełdy, planuje powołać do życia specjalne stowarzyszenie i w imieniu poszkodowanych klientów wystąpić z roszczeniem wobec polskiego rządu! Mimo wszystko na ten moment wciąż tli się w nim nadzieja, że Zondacrypto ostatecznie stanie na nogi i wypłaci inwestorom należne im fundusze.