– Kto jest teraz najlepszym piłkarzem na świecie?
– Powiedziałbym, że Lamine.
– Najlepszą drużyną?
– Barcelona.
– Najlepszym trenerem?
– Hansi Flick.
– Talent jakiego piłkarza może niedługo eksplodować i usłyszy o nim świat?
– Mój syn. Shane Kluivert.
– Kto jest niedoceniany i zasługuje na znacznie większe uznanie?
– Trudne pytanie... niech pomyślę...
– Może ktoś z Polski!
– Nie powiem, że Robert Lewandowski, bo on... On nie jest niedoceniany. Zasłużył na to, co zrobił dla Barcelony, ale też dla polskiej piłki. Myślę, że on otrzymuje uznanie, na jakie zasługuje.
– Do Roberta pewnie wrócimy, zastanawiam się, czy napastnicy mają ulubionego gola. Czy Ty masz?
– Tak naprawdę nie mam ulubionego gola. Znaczenie bramki, wartość gola, to wszystko jest oczywiście ważne. Ale mój ulubiony gol... jeden z moich ulubionych goli to oczywiście ten przeciwko Brazylii w 1998 roku [półfinał MŚ we Francji], ale także ten, ten gol przeciwko Argentynie w ćwierćfinale.
– Najlepszy piłkarz, z jakim grałem to?
– Ronaldinho. Ta lekkość we wszystkim, co robił. Przez cały czas z uśmiechem na twarzy. Niesamowicie się na to patrzyło.
– Trzy ulubione stadiony?
– Oczywiście Camp Nou w Barcelonie, St James' Park w Newcastle i chyba Santiago Bernabéu.
– Pomyślałem, że zapytam Cię, ilu polskich piłkarzy jesteś w stanie wymienić?
– Lewandowski, Cziezny, Błaszczykowski, Piszczek, Gregor Krychowiak... Bednarek!
– I czy ten Lewandowski powinien zostać w Barcelonie?
– Myślę, że Lewandowski mógłby wnieść wartość w szatni. Myślę, że pogodziłby się z tym, że czasem gra mniej. Cóż, jest teraz w Chicago i nie ma odwrotu. Koniec. W Barcelonie wykonał kawał dobrej roboty, może nazywać się legendą Barcelony. Strzelił dla niej wiele goli. Na pewno może być zadowolony z tego, co zrobił dla tego klubu.
– Czy te przeprowadzki naprawdę są trudne? Robert z rodziną dokonał dużej zmiany, Ty podczas swojej kariery – rok po roku – zmieniałeś miejsca. Barcelona, potem Newcastle, Valencia, Eindhoven, Lille...
– To nie było trudne. To były czasy, kiedy futbol tak po prostu wyglądał. I jeśli pojawia się okazja gdzieś, to możesz z niej skorzystać albo odpuścić. A ja z tych okazji korzystałem i robiłem swoje. Robiłem swoje na boisku i to wszystko.
– Byłeś dwa razy w Polsce na początku stulecia. Pamiętasz cokolwiek? Byłeś w Krakowie, byłeś też w Warszawie, grałeś kwalifikacjach do Ligi Mistrzów.
– Cóż, z całym szacunkiem, to było dawno temu, ale przede wszystkim pamiętam, że strzeliłem gola w obu meczach. To mój pierwszy raz w Polsce w "taki sposób". Bo jako piłkarz, kiedy przyjeżdżasz do jakiegoś kraju, jedziesz do hotelu, idziesz na boisko treningowe, rozgrywasz mecz i wyjeżdżasz. Niewiele poza tym.
– Z pozycji byłego piłkarza jak patrzysz na współczesny futbol. On Ci się podoba?
– Jest inaczej. Podoba mi się, ale my graliśmy inaczej. Nie było VAR-u - wiadomo. Było trochę inne podejście. W meczu można było robić o wiele bardziej szalone rzeczy niż teraz, bo teraz włączą powtórkę i zmienią decyzję.
– Bo Pep Guardiola powiedział kilka miesięcy temu – zacytuję go: „Współczesny futbol to styl, w jakim grają Bournemouth, Newcastle, Liverpool i Brighton. Współczesny futbol nie jest pozycyjny”. Zgadzasz się z tym?
– Cóż, tylko częściowo, bo myślę, że czołowe zespoły wciąż grają dominujący futbol. Oparty na posiadaniu piłki. Ale mniejsze kluby również tak potrafią grać. Więc to zależy, jak układa się mecz... Jeśli jesteś tą lepszą drużyną na boisku, grasz bardziej na posiadanie.
– Pep w swojej wypowiedzi zaczął od Bournemouth. Tam gra twój syn Justin. Czy trudno jest w ogóle oglądać mecze synów?
– Nie tyle, że trudno, ale wiąże się to ze szczególnymi emocjami, bo zwykle, kiedy sam grasz, to możesz coś w meczu zmienić. Bierzesz udział w grze. Ale jeśli nie bierzesz udziału w meczu i oglądasz grę swojego syna lub swoich synów, jest trudniej. Jako ojcu.
– Czy byłeś dla nich surowym nauczycielem futbolu?
– Nie... Moje drzwi są zawsze otwarte. Służę im radą, jeśli pytają, ale muszą też uczyć się sami i sami doświadczyć, tej drogi, którą chcą osiągnąć sukcesy w futbolu. Nie należę do osób, które mówią, że muszą zrobić to czy tamto. To musi przychodzić naturalnie.
– A czy Ty żałujesz np. czegoś? Bo do głowy przychodzi mi, że możesz żałować, że minąłeś się w klubie z Leo Messim.
– Oczywiście, chciałbym zagrać z Leo, zagrać w Barcelonie. Szkoda.
– A jak zapytałbym Cię o jedenastkę marzeń złożoną z piłkarzy, z którymi grałeś?
– Nie chcę umniejszać innym zawodnikom, których nie wymienię w mojej jedenastce, żeby nie pomyśleli: „hej, dlaczego nie wymienił mojego nazwiska?”. Nie lubię tego, ale jeśli naprawdę chcesz... Van der Sar w bramce, Michael Reiziger z prawej strony obrony, w środku Frank de Boer i Jaap Stam. Potem na lewej... Giovanni van Bronckhorst. Potem Xavi, Iniesta, Seedorf, Ronaldinho, Figo i ja.
– A dziś to Erling Haaland jest takim modelowym "numer 9"?
– Erling Haaland jest na pewno jednym z nich. Potem masz Harry'ego Kane'a, Mbappe i myślę, że w przyszłości pojawi się więcej takich dziewiątek.
– A gdzie widzisz siebie w przyszłości? Wiem, że pracujesz z reprezentacją Surinamu, współpracujesz z Clarencem Seedorfem i Henkiem ten Cate...
– Mam nadzieję, że będę trenować dobrą drużynę lub reprezentację i odnosić sukcesy, a gdzie to będzie to się jeszcze okaże. Jako trener albo może dyrektor techniczny. Zobaczymy.…
– Może obiło Ci się o uszy, że krążyła o tobie plotka, kilkanaście lat temu, że chciała Cię Wisła Kraków?
– Dopiero co jeden z twoich kolegów właśnie o tym wspominał. Nie przypominam sobie, by pukali do moich drzwi, przepraszam (śmiech). Ale może w przyszłości, już nie jako piłkarz. Kto wie...