Droga do finałów w Ningbo
Biało-czerwoni zakończyli fazę zasadniczą na drugim miejscu, notując bilans 10 zwycięstw i dwóch porażek. Polscy siatkarze zaimponowali formą podczas ostatniego turnieju w Chicago, w którym pewnie pokonali takie potęgi jak Brazylia 3:0, Francja 3:1 oraz USA 3:0.
Ewentualna obrona tytułu sprawi, że zespół trenera Nikoli Grbicia zostanie drugą drużyną w historii, po Rosji z lat 2018 i 2019, z dwoma triumfami z rzędu. Szkoleniowiec zabrał do Chin najmocniejszy skład z Tomaszem Fornalem i Wilfredo Leonem, a po kontuzji łydki wrócił Jan Firlej, choć z powodu urazu kolana w kadrze brakuje Jakuba Kochanowskiego.
"W Spale mieliśmy trzy jednostki treningowe i dosyć szybko to minęło. Później spotkaliśmy się w piątek na lotnisku. Podróż dosyć długa, z przesiadką. Pierwszego dnia jednak odpoczęliśmy i na kolejnym treningu już było widać więcej świeżości. Oby w zdrowiu, ale czas pozostały do meczu na pewno dobrze spożytkujemy na treningach i przystąpimy do ćwierćfinału najlepiej przygotowani, jak możemy" - powiedział Firlej.
Czy Ukraina sprawi kolejną niespodziankę?
Ćwierćfinał z Ukrainą będzie dla biało-czerwonych powtórką z trudnego meczu rozegranego w chińskim Linyi na początku fazy zasadniczej. Ukraińcy prowadzili wówczas już 2:0, jednak ostatecznie to Polacy zwyciężyli 3:2, a ukraiński zespół dzięki dobrym wynikom po raz pierwszy zagra w finale Ligi Narodów.
Obecnym trenerem reprezentacji Ukrainy jest dobrze znany w Polsce Argentyńczyk Raul Lozano, pod wodzą którego polscy siatkarze w 2006 roku sięgnęli po wicemistrzostwo świata. Triumfator ćwierćfinału zagra w półfinale z lepszym z pary Słowenia – Turcja, podczas gdy w pozostałych meczach zagrają Japonia z Chinami i Włochy z USA.
"Pokora musi być cały czas z nami, bo każdy mecz układa się inaczej, a Ukraina to jest nieprzewidywalny rywal i jeżeli nie podejdziemy do tego spotkania odpowiednio zmotywowani, to na pewno nie będzie łatwo. Cieszymy się z tego, co wykonaliśmy w Chicago, natomiast wiemy, że jeszcze niczego nie wygraliśmy" - podkreślił po turnieju w Chicago rozgrywający Marcin Komenda.