Zarówno Maja Chwalińska, jak i Kamil Majchrzak w ostatnim czasie zanotowali znakomite wyniki, które przełożyły się na znaczące wpływy finansowe. Finalistka z kortów im. Rolanda Garrosa prawdopodobnie nigdy wcześniej nie mogła liczyć na tak dużą wypłatę za swoje sportowe osiągnięcia. Z kolei triumfator zawodów ATP w holenderskim 's-Hertogenbosch prezentuje stabilną formę, pozwalającą mu powrócić do elity, co z pewnością wiąże się z odpowiednimi premiami turniejowymi.
Jak się okazuje, Maja Chwalińska będzie mogła liczyć na ministerialne wsparcie w kwocie 9600 złotych brutto miesięcznie przez kolejny rok. Ten krok wywołuje jednak sporo dyskusji, ponieważ zawodniczka niedawno zainkasowała ponad 3,2 miliona złotych na czysto za występy w Paryżu. W ślad za nią, dzięki świetnej postawie w Holandii, wsparcie ze strony rządu otrzyma także wspomniany tenisista.
Pojawiają się głosy, że ministerialne środki dla obojga zawodników zostały przyznane zdecydowanie zbyt późno. Temat ten nie przeszedł bez echa, a swoje zdanie postanowił wyrazić Piotr Sierzputowski, który w przeszłości trenował pierwszą rakietę świata.
„Rozumiem, że to jest kolejna racjonalna decyzja?” – skomentował ironicznie Sierzputowski. Krok resortu sportu względem Majchrzaka nie umknął również uwadze kibiców w sieci. W komentarzach często przewija się argument, że pieniądze z budżetu państwa powinny wspierać tych zawodników, którzy mierzą się z trudnościami finansowymi, co sprawia, że decyzja urzędników spotyka się z rosnącą dezaprobatą.