Bramkarz z Cabo Verde nosi imię legendy. Brazylijczyk przygotował dla niego wyjątkową niespodziankę

Josimar Evora Dias, bramkarz reprezentacji Cabo Verde, przyznał, że swoje imię zawdzięcza słynnemu obrońcy z Brazylii. Słysząc te poruszające słowa, brazylijski Josimar postanowił zaprosić golkipera na swoje urodziny. Ta niezwykła historia połączyła pokolenia piłkarzy, wywołując ogromne wzruszenie.

Rękawice bramkarskie i brudne korki leżące na murawie boiska piłkarskiego obok słupka bramki, z siatką w tle. To symbolizuje karierę bramkarza z Cabo Verde, o którym możesz przeczytać na naszym portalu.
Autor: Redaktor internetowy/ Wygenerowane przez AI Rękawice bramkarskie oparte o słupek bramki i zabłocone buty piłkarskie leżące na trawie.

Bramkarz z Cabo Verde zachwycił na mundialu

Reprezentacja Cabo Verde zadebiutowała na mistrzostwach świata, a w poniedziałkowym meczu grupy H niespodziewanie zremisowała z Hiszpanią 0:0. Najlepszym zawodnikiem na boisku był bramkarz Josimar Evora Dias, znany szerzej jako Vozinha. Po udanym występie chętnie dzielił się z obecnymi na miejscu dziennikarzami historiami ze swojego życia prywatnego i rodzinnego. Zwrócił szczególną uwagę na genezę swojego imienia, które bezpośrednio nawiązuje do brazylijskiego sportowca.

Zawodnika nazwano na cześć legendarnego obrońcy, który zachwycał formą podczas mistrzostw świata w 1986 roku. Przyszły bramkarz drużyny narodowej urodził się 3 czerwca na wyspie Mindelo. Jego ojciec podjął decyzję o nadaniu synowi imienia brazylijskiego gracza pod ogromnym wpływem dwóch bramek. Brazylijczyk strzelił je w turnieju przeciwko zespołom Irlandii Północnej oraz Polski.

- Wzruszyłem się słysząc, że jakiś ojciec dał synowi na imię z powodu mojej bramki. Chciałbym go poznać, uściskać i podziękować również jego ojcu – powiedział brazylijskim mediom urodzony w Rio de Janeiro Josimar.

Dlaczego legendarny obrońca organizuje wyjątkowe spotkanie?

Zjawiskowy gol strzelony reprezentacji Polski 16 czerwca 1986 roku na stałe zapisał się w historii światowego futbolu. Brazylijczyk bez problemu ominął trzech polskich graczy i oddał potężny strzał, z którym nie poradził sobie Józef Młynarczyk. Powołanie tego obrońcy na mistrzostwa stanowiło ogromne zaskoczenie, wynikające z kłopotów kadrowych brazylijskiej kadry prowadzonej przez trenera Tele Santanę. Wkrótce blisko 65-letni były gracz wyda książkę autobiograficzną, a oficjalna premiera publikacji zbiegnie się z jego urodzinami.

Z kolei przydomek Vozinha, którym na co dzień posługuje się bramkarz z Cabo Verde, wiąże się bezpośrednio z jego babcią. Jako małe dziecko golkiper wielokrotnie szukał u niej schronienia przed rówieśnikami, prosząc o ratunek słowami oznaczającymi w wolnym tłumaczeniu właśnie babunię. Obaj wybitni piłkarze zbudowali bardzo silną oraz głęboką więź emocjonalną pomimo dzielącej ich odległości. Brazylijska legenda futbolu otwarcie wyraża ogromną radość z zaplanowanego, zbliżającego się dużymi krokami wspólnego spotkania obu sportowców.

- Josimar grał wtedy dobrze w lidze w ekipie Botafogo. Nikt jednak nie spodziewał się, że selekcjoner powoła go do kadry. Pojechał z nami do Meksyku, ale trener wstawił go do pierwszej jedenastki dopiero w ostatnim meczu grupowym z Irlandią Północną, w którym nie mógł zagrać kontuzjowany Edson – powiedział Julio Cesar.

- Ten człowiek stał mi się niezwykle bliski od czasu, kiedy usłyszałem jego opowieści o babci i rodzinie. Naprawdę dotknęły mojego serca – podsumował Josimar.