Obecny wicepremier oraz lider resortu obrony narodowej funkcjonuje w przestrzeni publicznej pod podwójnym nazwiskiem. Znaczna część społeczeństwa błędnie zakłada, że wynika to z arystokratycznych korzeni jego przodków. Prawda jest jednak zupełnie inna, o czym sam Władysław Kosiniak-Kamysz opowiadał podczas jednego z dawnych spotkań ze swoimi sympatykami, rozjaśniając wszelkie wątpliwości na ten temat.
Wypowiedź polityka brzmiała następująco: „Mój dziadek miał na imię Władysław, był prostym chłopem. Urodził się w wielodzietnej rodzinie, w miejscowości Bieniaszowice w 1914 roku. Wtedy Polski jeszcze nie było, na wsi była straszna bieda, gospodarstwa były małorolne, bardzo rozdrobnione. Dziadek był jedynym chłopakiem spośród kilkorga dzieci, najmłodszym. Szybko został osierocony, bo jego mama zmarła rok po urodzeniu, ojciec zmarł jak miał sześć lat. Został sam". Przyszły szef MON wyjaśnił, że jego przodek przyjął dodatkowe nazwisko od najstarszej siostry i jej męża, którzy podjęli się trudnego zadania jego wychowania.
Lider Polskiego Stronnictwa Ludowego kontynuował tę rodzinną historię w następujących słowach: „Niektórzy myślą »jakiś szlachcic być może, jakiś magnat«. Nie, moi drodzy, wywodzimy się tak jak większość Polaków: z prostej, chłopskiej, ale dobrej rodziny. I mój dziadek miał na początku na nazwisko Kosiniak, mąż siostry mojego dziadka miał na nazwisko Kamysz. Tak to się połączyło i tak zostało na kolejne pokolenia. Jestem trzecim pokoleniem ludowców, wiem skąd przychodzę, wiem skąd jestem, wiem jaką tradycję i jaką przyszłość chcę kontynuować". Opowieść ta całkowicie zamknęła temat rzekomego błękitnego krewa w rodzinie polityka.
Okazuje się dodatkowo, że rodzice nadali szefowi MON dwa imiona. Pełne dane wicepremiera to Władysław Marcin, co stanowi niezwykle symboliczne zestawienie. Jak wskazują specjaliści, pierwsze z nich dosłownie tłumaczy się jako sławnego władcę i w polskiej tradycji jednoznacznie kojarzy się z dawnymi królami. Serwis ksiegaimion.com podaje, że mężczyźni o tym imieniu doskonale sprawdzają się w roli przywódców, wykazują się odwagą oraz wrodzoną charyzmą. Portal precyzuje tę kwestię wprost: „Nie brak mu przy tym ambicji, energii i pewności siebie. Posiada liczne zdolności i niesamowity upór. Pracowity, solidny i wierny zasadom, został skazany na sukces".
Z kolei drugie imię ministra obrony narodowej ma typowo łaciński rodowód i w prostej linii nawiązuje do Marsa, czyli rzymskiego bóstwa wojny. Etymolodzy podkreślają, że oznacza ono osobę oddaną temu mitologicznemu patronowi zbrojnych starć. Wspomniana wcześniej strona internetowa ksiegaimion.com zauważa jednak, że na co dzień tacy mężczyźni są wysoce opanowani: „Ceni sobie życie rodzinne, a bliscy są dla niego źródłem największego szczęścia. Jest kochającym mężem i przykłada się do wychowywania dzieci. Do tego lubi spokój i stabilność".