Spis treści
Prof. Tomasz Nałęcz komentuje decyzję Zełenskiego ws. UPA. Mówi o reakcji bez rozgłosu
Nadanie jednej z ukraińskich jednostek wojskowych imienia Ukraińskiej Powstańczej Armii przez Wołodymyra Zełenskiego wywołało w Polsce ogromne oburzenie. Dla obywateli naszego kraju UPA absolutnie nie stanowi neutralnego symbolu, a jednoznacznie kojarzy się z rzezią wołyńską i okrutnymi zbrodniami na polskiej ludności.
Tomasz Nałęcz, znany historyk i dawny doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego, przekonuje, że polskie władze nie mogą przejść nad tym do porządku dziennego. W wywiadzie udzielonym portalowi „Wprost” podkreślił jednak, że ewentualne kroki odwetowe muszą zostać dogłębnie przemyślane, a nie stanowić jedynie medialnego spektaklu.
— Oczekiwałbym od polskich władz bardzo zdecydowanej, ale właśnie dyskretnej reakcji. Odpowiedź powinna być taka, która Zełenskiego zaboli, ale nie musimy się z tym obnosić w przestrzeni medialnej — powiedział prof. Nałęcz.
Historyk ocenia ruch Zełenskiego. „Fatalna” decyzja
W ocenie profesora Nałęcza posunięcie prezydenta Ukrainy było po prostu „fatalne”. Historyk nie wierzy, że mogło to wynikać z niewiedzy czy przypadku, biorąc pod uwagę, jak skrajne emocje nazwa UPA budzi w społeczeństwie polskim.
Zdaniem eksperta, tło tej decyzji może być związane z wewnętrzną sytuacją polityczną w Ukrainie. Wołodymyr Zełenski, borykający się z różnymi trudnościami i skandalami korupcyjnymi, prawdopodobnie chciał wysłać sygnał do ukraińskich środowisk nacjonalistycznych. Nałęcz podkreśla, że grupy te mają spore wpływy w tamtejszym państwie, w tym również w strukturach wojskowych.
Z tego powodu reakcja Warszawy musi wykraczać poza zwykłe dyplomatyczne słowa sprzeciwu. Odpowiedź Polski ma być czytelna dla Kijowa, ale ekspert ostrzega przed wchodzeniem w publiczne przepychanki na jak najostrzejsze oświadczenia.
Jak Polska może odpowiedzieć na decyzję w sprawie UPA? Nałęcz wskazuje UE
Jednym z proponowanych przez prof. Nałęcza rozwiązań jest wyhamowanie polskiego wsparcia dla akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej. Zaznaczył przy tym, że taki ruch powinien zostać wykonany po cichu, a nie komunikowany światu jako ostentacyjna kara dla wschodniego sąsiada.
Historyk wyraźnie rozgranicza dwie kwestie: Polska musi dbać o prawdę historyczną, ale jednocześnie mieć świadomość, że Kijów wciąż toczy heroiczną walkę z rosyjskim najeźdźcą. Przesadnie głośna i nacechowana emocjami reakcja mogłaby zrujnować strategiczne relacje dwustronne, które są kluczowe w obecnej sytuacji geopolitycznej.
Dlatego Nałęcz optuje za rozwiązaniem, które może nie przyciągnie uwagi mediów, ale dyplomatycznie zaboli Kijów. Chodzi o odpowiedź stanowczą, której polski rząd nie będzie wykorzystywał jako sukcesu na użytek wewnętrzny.
Zbrodnia wołyńska i UPA. Znów zgrzyta na linii Warszawa – Kijów
Kontrowersyjna decyzja Zełenskiego zapadła w niezwykle delikatnym czasie. Od momentu wybuchu pełnoskalowej wojny, Polska urosła do rangi jednego z głównych stronników Ukrainy. Niemniej jednak, pamięć o zbrodni wołyńskiej wciąż stanowi bolesną ranę i poważną przeszkodę w budowaniu w pełni poprawnych stosunków dyplomatycznych.
Sytuacja jest wysoce skomplikowana. Z jednej strony Warszawa nie może akceptować gloryfikacji formacji odpowiedzialnej za mordy na Polakach. Z drugiej strony Kijów funkcjonuje w stanie permanentnej wojny, próbując konsolidować społeczeństwo wokół symboli antyrosyjskiego oporu. Zderzenie tych dwóch perspektyw to wielki test dla wzajemnego zaufania i sprawności dyplomatów.
Podsumowując, Tomasz Nałęcz zdecydowanie odradza chowanie głowy w piasek. Apeluje o twardą, lecz powściągliwą w formie odpowiedź. Ostrzega, że w tak newralgicznej kwestii jak historia UPA, populistyczne gesty, choć chwytliwe w kraju, mogą trwale uszkodzić polsko-ukraińskie sojusze.