Spięcie na debacie w Krakowie. Łukasz Gibała oskarżony o "miękki kręgosłup" w sprawie SCT

W trakcie przedwyborczego starcia zorganizowanego przez "Super Express", Bartosz Bocheńczak wziął na celownik Łukasza Gibałę. Działacz zarzucił faworytowi w wyścigu o fotel prezydenta Krakowa polityczną chwiejność dotyczącą losów Strefy Czystego Transportu. W odpowiedzi padła jasna deklaracja o oddaniu głosu samym mieszkańcom.

Łukasz Gibała. Na miniaturze polityk przemawia do mikrofonu radia Eska. O debacie w Krakowie przeczytasz na Eska.
Autor: fot. Jakuba Solarz / Eska; ART SERVICE / Super Express

Przedstawiciel Konfederacji nie ukrywał swojego zagubienia wobec zmiennych poglądów Łukasza Gibały. Przypomniał również, że jego oponent w przeszłości był związany z różnymi ugrupowaniami politycznymi. Głównym punktem ataku okazała się jednak przyszłość krakowskiej Strefy Czystego Transportu w sytuacji, gdyby to właśnie ten kandydat wygrał bój o magistrat. W odpowiedzi lider przedwyborczych sondaży wyraźnie zadeklarował, że najlepszym sposobem na rozwiązanie tego kryzysu będzie zorganizowanie referendum. Szybko odniósł się też do swoich wcześniejszych, budzących wątpliwości decyzji, kiedy jako radny brał udział w głosowaniach nad tym kontrowersyjnym projektem.

Za pierwszym razem, cztery lata temu, zagłosowałem za SCT, bo zostaliśmy przez urzędników wprowadzeni w błąd. Twierdzili oni, że ta strefa będzie dotyczyła tylko 3 proc. pojazdów, a dotyczy 20 procent. Dlatego w kolejnych trzech głosowaniach już jej nie popierałem. W tak ważnych sprawach mieszkańcy samodzielnie powinni decydować. (…) O tym, czy w Krakowie będzie SCT, powinniście sami zadecydować, podobnie jak o wielu innych sprawach – podkreślał Gibała.

QUIZ: Gwara krakoska czy gwara góralska? Zabawa językowa dla prawdziwych ekspertów
Pytanie 1 z 10
Frajerka, czyli inaczej kochanka. To słowo z gwary...?

Na te słowa natychmiast zareagował Bartosz Bocheńczak, argumentując, że głos krakowian w kwestii strefy wybrzmiał już wcześniej niezwykle dosadnie. Widocznym efektem tego sprzeciwu miało być odwołanie Aleksandra Miszalskiego. „Mam wrażenie, że pan ma troszeczkę miękki kręgosłup. Raz pan jest za strefą, potem przeciwko, a w końcu może zróbmy referendum” – podsumował swojego rozmówcę. Polityk wprost zażądał od faworyta sondaży ostatecznej deklaracji i podjęcia decyzji, czy zamierza stać się częścią miejskiego układu, czy też woli utrzymać antyestablishmentowy charakter.

KRAKÓW TO DZIŚ MIASTO PIJANYCH ANGLIKÓW?

Rolki