- Dorota Wysocka-Schnepf jest jedną z czołowych postaci obecnej Telewizji Polskiej.
- We wrześniu dziennikarka skierowała sprawę przeciwko innemu publicyście do prokuratury.
- Cezary Gmyz podzielił się informacją o korzystnym dla siebie rozstrzygnięciu.
- Spór dotyczył wpisów w mediach społecznościowych i ochrony prywatności.
Zawiadomienie dziennikarki TVP
Pod koniec września 2025 roku spór medialny przeniósł się na płaszczyznę prawną. Dorota Wysocka-Schnepf za pośrednictwem serwisu X ogłosiła, że podjęła zdecydowane kroki przeciwko internetowym atakom w swoim kierunku. Dziennikarka TVP wskazała wówczas konkretne paragrafy kodeksu karnego, które jej zdaniem zostały naruszone przez Cezarego Gmyza.
"Zapowiadałam, że hejterom nie daruję i będzie ciąg dalszy – i jest. Skierowałam do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa z art. 190a kk, 160§1 kk, 256 kk, naruszenia Art. 19 Konwencji o Prawach Dziecka i RODO. Dzisiaj z pozdrowieniami dla p. Gmyza. Cdn." – napisała.
Wspomniane przez prezenterkę przepisy obejmują bardzo poważne zarzuty. Art. 190a dotyczy uporczywego nękania, czyli stalkingu oraz kradzieży tożsamości. Kolejne przywołane paragrafy mówią o narażeniu na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia oraz propagowaniu ustrojów totalitarnych. Zawiadomienie obejmowało również rzekome naruszenie przepisów RODO oraz Konwencji o Prawach Dziecka, co miało związek z ujawnieniem danych wrażliwych.
Decyzja organów ścigania
Finał tej sprawy został właśnie ujawniony przez drugą stronę sporu. Cezary Gmyz, związany z TV Republika oraz tygodnikiem "Do Rzeczy", przekazał za pośrednictwem mediów społecznościowych, że Prokuratura Okręgowa w Warszawie odmówiła wszczęcia postępowania w tej sprawie. Publicysta zaznaczył jednocześnie, że postanowienie to nie zamyka definitywnie drogi prawnej, a Dorocie Wysockiej-Schnepf przysługuje prawo do złożenia zażalenia.
Geneza ostrych tarć między dziennikarzami sięga wpisu z 8 września, będącego reakcją na zapowiedź pozwów przeciwko Krzysztofowi Stanowskiemu i Robertowi Mazurkowi. Gdy dziennikarka wspomniała o obawach swojego syna przed życiem w Polsce, Gmyz ujawnił szczegóły dotyczące edukacji chłopca. Podał informację, że dziecko przebywa z ojcem we Włoszech, wskazał konkretną placówkę oraz wysokość czesnego, sugerując, że koszty te pokrywa polski podatnik.