- Pierwszy w historii start skialpinistów na igrzyskach w Bormio okazał się bolesnym doświadczeniem dla reprezentantki Polski.
- Iwona Januszyk, mimo sporych nadziei na dobry wynik, zakończyła rywalizację na etapie kwalifikacji przez usterkę techniczną.
- Polka przed kamerami nie potrafiła powstrzymać łez, mówiąc otwarcie o wstydzie i zmarnowanym wysiłku.
- Wyjaśniamy kulisy nieudanego występu i przyczyny tak emocjonalnej reakcji naszej zawodniczki.
Narciarstwo wysokogórskie to połączenie dynamicznych zjazdów z wyczerpującą wspinaczką. Dyscyplina ta wymaga żelaznej kondycji i niezawodnego sprzętu. Niestety, dla polskiej kadrowiczki olimpijska rywalizacja zakończyła się, zanim na dobre się rozpoczęła, przekreślając marzenia o walce o czołowe lokaty.
Przeczytaj także: Skialpinizm wchodzi do gry. Polacy powalczą o medale w nowej dyscyplinie
Problemy techniczne wyeliminowały Polkę
Polka wystartowała w trzeciej serii kwalifikacyjnej. Zasady awansu były jasne: do finału przechodziły trzy najlepsze narciarki z każdego biegu oraz trzy z najlepszymi czasami z całej stawki. Januszyk od pierwszych metrów zmagała się z trudnościami, co przełożyło się na końcowy rezultat. Uzyskała czas 3.34,88, co było najsłabszym wynikiem w jej biegu, podczas gdy zwyciężczyni eliminacji, Francuzka Emily Harrop, dotarła do mety o ponad pół minuty szybciej. Zdaniem naszej reprezentantki, główną przyczyną klęski był źle przygotowany sprzęt. W rozmowie z TVP wyjaśniła, co dokładnie się stało.
Zobacz też: Kacper Tomasiak nie ma czasu na odpoczynek. Właśnie zapadła decyzja o jego starcie
- Zaraz po starcie przykleiło mi się tyle śniegu pod fokę, że nie mogłam z tym nic zrobić. To wina złego serwisu. To było straszne. Najstraszniejszy dzień w mojej karierze
Rozczarowanie było ogromne, ponieważ polska zawodniczka miała nadzieję na podjęcie walki na sto procent swoich możliwości. Niestety, techniczne detale uniemożliwiły jej płynne poruszanie się po trasie. Jak przyznała, znalazła się za rywalkami, z którymi zazwyczaj wygrywała.
- Na przepince nie mogłam nawet ściągnąć fok. Nie wiem, jak można mieć takiego pecha... Widocznie można. Myślałam, że może się uda, że spróbuję na 100 proc. i się uda. Ale byłam ostatnia, za zawodniczkami, z którymi nigdy nie przegrałam
Bolesne wyznanie o rodzinie i poświęceniu
Odpadnięcie z rywalizacji jest dla zawodniczki szczególnie bolesne ze względu na koszty osobiste, jakie poniosła w trakcie przygotowań. Januszyk poświęciła życie prywatne dla sportowego celu, co teraz, w obliczu porażki, wywołuje u niej ogromny żal. Wzruszona narciarka wspomniała o swoim dziecku.
- Poświęciłam tak wiele, by tu być. Tyle czasu, którego nie spędziłam ze swoim synem i teraz tego bardzo żałuję
Losowe zdarzenie zniweczyło lata morderczych treningów. Sportsmenka podkreślała, że świadomość obecności bliskich na trybunach oraz tysięcy kibiców przed telewizorami potęguje jej ból. Zwykle plasująca się w czołówce Pucharu Świata zawodniczka, tym razem musiała przełknąć gorycz zajęcia ostatniego miejsca.
- Bardzo dużo poświęciłam, żeby tu być. Uważam dzisiaj, że nie było warto. Bo jedna rzecz, losowa, niezależna ode mnie, odebrała mi wszystko. Są tu moi rodzice, którzy zobaczyli, co zobaczyli. Są ludzie przed telewizorami, którzy też to zobaczyli. Jest mi bardzo wstyd. Przepraszam. Normalnie jestem w pierwszej dziesiątce w Pucharze Świata, a tu jestem ostatnia. Nie chcę tego komentować