Spis treści
- Znów robi się głośno o Robercie Bąkiewiczu, ponieważ decyzja radomskiej prokuratury o zamknięciu śledztwa w sprawie tamtejszego incydentu trafiła pod lupę sądu.
- Przewodniczący Rady Miejskiej stanowczo domaga się, aby wymiar sprawiedliwości ocenił incydent polegający na zakłócaniu prac organów publicznych, uznając, że takie zachowania nie mogą pozostać bezkarne.
- Sprawdź, które zarzuty zostały odrzucone przez śledczych oraz czy istnieje szansa, że Bąkiewicz jednak odpowie za swoje czyny przed sądem.
Zażalenie Tyczyńskiego. Bąkiewicz odpowie za awanturę w Radomiu?
Mateusz Tyczyński pełniący funkcję przewodniczącego Rady Miejskiej w Radomiu wyraził stanowczy sprzeciw wobec decyzji podjętej przez Prokuraturę Rejonową Radom-Wschód. Złożono już stosowne zażalenie do radomskiego Sądu Rejonowego, kwestionujące umorzenie śledztwa dotyczącego incydentów z marca 2025 roku.
-
– Prokurator nie dopatrzył się znamion przestępstwa. Według mnie jest to mocno dyskusyjne, dlatego złożyłem na to postanowienie zażalenie do Sądu Rejonowego w Radomiu – przekazał w czwartek Tyczyński.
Samorządowiec liczy, że sprawa nie zakończy się na decyzji prokuratury i Robert Bąkiewicz odpowie przed sądem za swoje zachowanie podczas sesji rady.
– Czekam na decyzję sądu, bo uważam, że nie można dopuścić do tego, żeby płazem uchodziło to, że ktoś nie tylko zakłóca działanie organów publicznych, ale po prostu sieje anarchię i stwarza zagrożenie – zaznaczył Tyczyński.
Awantura w Radomiu i interwencja policji
Wszystko zaczęło się wiosną 2025 roku w trakcie nadzwyczajnego posiedzenia radomskich radnych. Celem zebrania było sformułowanie stanowiska w sprawie planowanego otwarcia Centrum Integracji Cudzoziemców.
Sytuacja zaogniła się, gdy na sali obrad pojawił się Robert Bąkiewicz w towarzystwie innych osób. Działacz usilnie domagał się głosu, a potem zignorował regulamin i wszedł na mównicę, stanowczo odmawiając jej opuszczenia.
Musiała zainterweniować straż miejska, co przerodziło się w fizyczną konfrontację, a ostatecznie na miejsce wezwano funkcjonariuszy policji, przez co obrady musiały zostać wstrzymane.
Jak zaznacza Tyczyński, podczas tamtych wydarzeń samorządowcy byli ofiarami wyzwisk, zostali opluci, a także dochodziło do przepychanek.
„Nie wiem, co jeszcze prokurator musiałby dostać na stół, żeby powiedzieć, że było to przemocą wpływanie na działanie organu publicznego. Bardziej oczywistego wpływu niż blokowanie możliwości prowadzenia obrad trudno mi sobie wyobrazić” – ocenił przewodniczący rady.
Pięć wątków śledztwa w sprawie radomskiego incydentu
Zaraz po tym zajściu przewodniczący rady zdecydował się powiadomić organy ścigania. Dochodzenie prowadzono pod kątem wywierania bezprawnego wpływu lub stosowania gróźb na działania radomskiej Rady Miejskiej.
Śledczy wzięli pod lupę aż pięć różnych aspektów całej sytuacji, bazując między innymi na nagraniach wideo i zeznaniach obecnych na miejscu osób.
Dwa z tych wątków zamknięto, bo według śledczych nie doszło do przestępstwa. Obejmowały one zablokowanie mównicy przez Bąkiewicza, jego agresywne zachowanie względem funkcjonariuszy straży miejskiej oraz kierowanie gróźb w stronę radnych.
Pozostałe trzy sprawy zostały umorzone z racji niewykrycia sprawców, a dotyczyły kolportażu ulotek uderzających w radnych, oplucia jednej z członkiń rady oraz śmiertelnych pogróżek pod adresem innego radnego. W listopadzie minionego roku Bąkiewicz musiał zapłacić grzywnę wymierzoną przez sąd za zakłócenie porządku podczas tej kontrowersyjnej sesji. Ostateczna decyzja w sprawie utrzymania postanowienia prokuratury leży teraz w rękach sądu.