Wieloletnia miłość do zwierząt
Od dawna nie jest tajemnicą, że były premier darzy wielką sympatią zwierzęta, a szczególnie upodobał sobie koty. Te czworonogi towarzyszą mu w życiu od wielu lat. Jednym z najbardziej znanych pupili szefa PiS był Buś, który spędził z nim kilkanaście lat. Ten biały kocur miał w zwyczaju sypiać w dość nieoczekiwanym miejscu – ulokował się w nakryciu głowy polityka, o czym sam Kaczyński wspominał z dużym spokojem, stwierdzając, że zwierzak urządził tam sobie posłanie.
Następcą Busia był Alik, uratowany przez polityka po tym, jak odnaleziono go rannego przy trasie w rejonie Wyszogrodu. Uratowany zwierzak okazał się niezwykle lojalny wobec swojego wybawcy. Swoje przywiązanie manifestował w nietypowy sposób, chwytając się nogawki spodni prezesa i towarzysząc mu w ten sposób na co dzień. Ze względu na problemy z nerkami, Alik odszedł w 2011 roku, mimo że Kaczyński zapewnił mu opiekę w renomowanej lecznicy weterynaryjnej.
Po stracie wiernego kompana, w domu polityka pojawiły się kolejne zwierzęta: kotka Fiona oraz kocur Czaruś. Tego drugiego przyniósł do prezesa jeden z pracowników ochrony, gdy ten był jeszcze malutkim kociakiem. W jednym z telewizyjnych wywiadów przed laty, szef PiS wspominał, że początkowo zwierzak mieścił się w dłoni, by z czasem wyrosnąć na pokaźnego, czarnego mruczka.
Nowe lokum, stare nawyki i nowi znajomi
Obecnie, po przeprowadzce do ciotecznego brata, Jarosławowi Kaczyńskiemu nadal towarzyszą jego ulubieńcy. Jan Maria Tomaszewski z uśmiechem przyznał, że obecność zwierząt wprowadza do domu sporo pozytywnego zamieszania, żartując, że zwierzaki wręcz terroryzują domowników swoimi szalonymi gonitwami, co przysparza im wiele radości.
Co interesujące, w nowym miejscu zamieszkania polityk zdążył już nawiązać relację z czworonożnym sąsiadem zza ogrodzenia. Filuś, bo tak ma na imię miejscowy kocur, szybko zaakceptował obecność Kaczyńskiego i chętnie wyleguje się przed jego drzwiami. Zdarzyło się nawet, że podczas wyjścia prezesa do kościoła w Niedzielę Palmową, kot zupełnie niewzruszony relaksował się na chodniku, ignorując przechodzącego polityka – najwyraźniej instynktownie wyczuwając jego przyjazne nastawienie do zwierząt.
- Filuś, czyli kot sąsiadki, przychodzi do nas i zagląda często do okien co się u nas dzieje. Wypatruje kota Jarka, czyli Czarusia, jest zabawnie – relacjonuje Jan Maria Tomaszewski, brat cioteczny prezesa PiS. Jednocześnie zdradza, że te wizyty nie uchodzą uwadze Czarusia, który w takich sytuacjach wykazuje oznaki irytacji, co może sugerować zazdrość o swojego opiekuna.