Fałszywe wezwanie do domu matki Karola Nawrockiego. Śledczy wpadli na rosyjski ślad

2026-05-26 12:19

Sprawa fikcyjnego zgłoszenia i wezwania ratowników do rodzinnego domu Karola Nawrockiego wciąż budzi ogromne emocje. Na jaw wychodzą kolejne, szokujące fakty, a dziennikarze publikują szczegóły operacji przeprowadzonej przez sprawców tego incydentu.

Prezydent Nawrocki o rosyjskim ataku dronów na Polskę: „Putin sprawdza NATO”

i

Autor: Przemysław Keler/KPRP/ CC0 3.0 Wywiad Prezydenta dla niemieckiego dziennika „Bild”
  • Mieszkanie należące do matki Karola Nawrockiego padło ofiarą fikcyjnych zgłoszeń, przez co strażacy zmuszeni byli wyłamać drzwi, mimo że w środku nie było absolutnie żadnego niebezpieczeństwa.
  • Osoby odpowiedzialne za ten incydent zastosowały skomplikowane techniki ukrywania w sieci, wykorzystując m.in. technologię „routera cebuli”. Znacznie utrudnia to ich namierzenie, a śledczy odkryli, że sygnał przechodził przez serwery znajdujące się w Federacji Rosyjskiej.
  • Sposób działania oraz podnoszenie wagi zgłoszeń wskazują na to, że sprawcy dysponowali szczegółowymi danymi i prawdopodobnie śledzili akcję ratunkową na żywo, co rodzi obawy o ewentualny podsłuch policyjnych kanałów komunikacji.

Do bardzo niepokojącej sytuacji doszło 23 maja, kiedy to pod adres matki Karola Nawrockiego skierowano natychmiastową interwencję ratunkową. Pierwsze informacje mówiły o wybuchu ognia, a chwilę później wpłynął komunikat o bezpośrednim zagrożeniu życia małego dziecka. Mundurowi podjęli decyzję o siłowym sforsowaniu wejścia do mieszkania, jednak wewnątrz nie odnaleziono małoletniego ani jakichkolwiek śladów pożaru. Z oficjalnych doniesień wynika, że to zaledwie jeden z wielu takich przypadków zanotowanych w minionym czasie.

Jak działali sprawcy fałszywego alarmu u Nawrockiego?

Dziennik „Rzeczpospolita” ustalił, że inicjator tych fikcyjnych incydentów wykorzystał system aplikacyjny Alarm 112, komunikując się poprzez wiadomości tekstowe z namierzonego już przez śledczych numeru. Mimo tego odkrycia, służby przypuszczają, że prawdziwe centrum dowodzenia operacją opierało się na tak zwanym „routerze cebuli”, który gwarantuje pełną dyskrecję w przestrzeni wirtualnej.

W naszej galerii zobaczysz Karola Nawrockiego przy grobie Jana Pawła II:

- Hakerzy wykorzystują do tego zwykłe routery, które odpowiednio przeprogramowane, skonfigurowane, maskują tożsamość sprawcy. Przepisy, jak to zrobić, można znaleźć w sieci na forach dla wtajemniczonych. Nazwa 'cebula' odnosi się do tego, że potrafi mieć kilkadziesiąt, a może i więcej warstw zabezpieczenia maskowania tzw. numeru IP - czytamy w "Rz".

Zastosowanie takiej metody sprawia, że zidentyfikowanie faktycznego użytkownika sprzętu staje się zadaniem karkołomnym, a wręcz niemal niewykonalnym dla analityków.

Służby na tropie rosyjskich serwerów

Wyjaśnianiem tej skomplikowanej zagadki zajmuje się obecnie szereg instytucji państwowych, w tym policjanci z Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości, funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz wojsko. Z dotychczasowych ustaleń wynika, że przy pierwszych incydentach hakerzy łączyli się za pośrednictwem serwerów skandynawskich. Z kolei w najnowszych atakach sygnał wyprowadzano bezpośrednio z terytorium Rosji.

Marta Nawrocka pokazała zdjęcie z dzieciństwa. Urocza fotografia z mamą podbija sieć

Dziennikarze „Rzeczpospolitej” zwracają uwagę na fakt, że atakując dom rodziny Karola Nawrockiego, sprawcy znali perfekcyjnie jego adres i doskonale wiedzieli o braku stałej ochrony ze strony Służby Ochrony Państwa w tym miejscu. Tak ogromna wiedza może świadczyć o tym, że przestępcy na bieżąco analizowali rozwój wypadków pod blokiem. Gdy początkowy komunikat o pożarze nie wymusił błyskawicznej reakcji, kwadrans później do Wojewódzkiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego dotarł kolejny SMS o nieprzytomnym maluchu. Właśnie to radykalne zgłoszenie skłoniło ratowników do ostatecznego wyważenia zamków.

- Wygląda to tak, jakby inicjatorzy działań mieli dostęp do komunikacji pomiędzy służbami. Albo ktoś z nich był w rejonie, gdzie wszystko się rozgrywało i obserwował z zewnątrz działania strażaków i policjantów – relacjonuje "Rz".

Właśnie dlatego, w toku trwających czynności dochodzeniowych, funkcjonariusze policji zabezpieczyli szczegółowe zapisy z kamer monitoringu miejskiego, które zlokalizowane są w bliskim sąsiedztwie tego incydentu.

Brak biletów? WTEDY NA POMOC PRZYCHODZI RADIO ESKA
Sonda
Czy fałszywe alarmy dotyczące polityków i mediów powinny być karane surowiej?