Spis treści
Graniczną datą jest 4 listopada 2026 roku, ponieważ wtedy odpowiadający za stabilność finansową państwa zarząd NBP może stracić swoją legalność z powodu spadku liczby członków poniżej ustawowego minimum wynoszącego 6 osób.
Polityczny pat grozi paraliżem instytucji, gdyż brak kontrasygnaty premiera Donalda Tuska wstrzymuje nominacje prezydenta Karola Nawrockiego, co bezpośrednio wywołuje kryzys w banku centralnym.
Skutki tego sporu mogą okazać się bardzo dotkliwe, bo nielegalny skład zarządu NBP grozi zablokowaniem kluczowych decyzji oraz osłabieniem polskiej waluty, której kurs już teraz reaguje na doniesienia.
Szef resortu finansów tonuje nastroje, ale jednocześnie bije na alarm, gdyż Andrzej Domański odrzuca opcję wprowadzenia zarządu komisarycznego, wskazując przy tym na powagę sytuacji i konieczność pilnych rozmów z szefem rządu.
Zarząd NBP straci legalność? Kadencja Adama Lipińskiego dobiega końca
Najważniejszym terminem w tej sprawie jest 4 listopada 2026 roku, kiedy to wygasa kadencja Adama Lipińskiego, pełniącego funkcję wiceprezesa Narodowego Banku Polskiego. Przepisy ustawy o NBP precyzują, że zarząd banku centralnego musi składać się z od sześciu do ośmiu członków. W tej chwili w jego skład wchodzi dokładnie sześć osób, więc odejście wiceprezesa Lipińskiego bez jednoczesnego powołania następcy zredukuje ten organ do zaledwie pięciu członków.
W praktyce oznacza to, że gremium kierujące polskim bankiem centralnym już niebawem może funkcjonować w okrojonym składzie, który nie spełnia wymogów prawa. Brak powołania nowej osoby do tego czasu sprawi, że pięcioosobowy zarząd NBP będzie działał wbrew przepisom ustawy o banku centralnym. Taka bezprecedensowa sytuacja grozi paraliżem decyzyjnym w jednej z kluczowych instytucji państwowych. Rynki finansowe już reagują na tę niepewność osłabieniem polskiej waluty, a kurs euro w nocy dotarł do poziomu 4,43 zł.
Polityczny spór o NBP. Donald Tusk blokuje nominacje Karola Nawrockiego
Obecne problemy wynikają bezpośrednio z trwającego od dłuższego czasu konfliktu politycznego. Zgodnie z obowiązującą procedurą, wniosek o powołanie członków zarządu składa prezes NBP Adam Glapiński, a następnie nominacji dokonuje prezydent Karol Nawrocki. Na samym końcu dokumenty wymagają jednak jeszcze podpisu premiera Donalda Tuska, czyli tak zwanej kontrasygnaty.
Właśnie na tym etapie procedura utknęła w martwym punkcie. Prezydent Karol Nawrocki już w październiku skierował do kancelarii premiera wnioski dotyczące powołania w skład zarządu NBP czterech kandydatów, którymi są Marta Kightley, Ludwik Kotecki, Przemysław Litwiniuk oraz Marcin Zarzecki. Dokumenty te wciąż czekają na biurku szefa rządu i nie doczekały się akceptacji. W efekcie brak podpisu premiera Donalda Tuska stanowi bezpośrednie źródło narastającego kryzysu w NBP. Jest to następny etap sporu na linii rząd-prezydent, który w tym przypadku może poważnie zachwiać stabilnością polskiego systemu finansowego.
Zarząd komisaryczny w NBP? Minister finansów Andrzej Domański komentuje
Wobec widma paraliżu instytucji w przestrzeni publicznej zaczęły pojawiać się koncepcje wdrożenia rozwiązań siłowych, polegających na wprowadzeniu do NBP kuratora bądź zarządu komisarycznego. Zdecydowanie się na taki krok wiązałoby się z odsunięciem od władzy obecnego kierownictwa banku i wywołałoby bezprecedensową batalię prawną.
Do sprawy odniósł się już minister finansów Andrzej Domański. Szef resortu podczas rozmowy z dziennikarzami ocenił sytuację jako poważną i wymagającą uporządkowania.
– 4 listopada wygasa mandat jednego z członków zarządu NBP. Zobaczymy, czy będą podpisy pod wnioskami o mianowanie kolejnych członków zarządu NBP. Ja bym wolał, aby kwestia zarządu NBP została uregulowana. To nie są moje decyzje. To jest decyzja premiera, z którym będę o tym rozmawiał – powiedział minister Andrzej Domański.
Jednocześnie szef resortu finansów tonuje nastroje wokół banku centralnego. Andrzej Domański na obecnym etapie wyklucza scenariusz wprowadzenia zarządu komisarycznego do NBP i zapowiada rozmowy z premierem Donaldem Tuskiem na temat wyjścia z impasu. Czasu na działanie pozostaje jednak coraz mniej, a uniknięcie chaosu w Narodowym Banku Polskim zależy wyłącznie od decyzji polityków.
