Wybory w USA 2026 to dla Donalda Trumpa gra o wszystko. Stawką kontrola nad Kongresem

2026-11-02 12:12

Zbliżające się wybory w USA 2026 mogą przynieść potężne trzęsienie ziemi w Waszyngtonie. Z powodu drożyzny i wysokich cen paliw prezydent Donald Trump może stracić większość w Kongresie. Amerykańscy wyborcy ruszą do lokali już we wtorek, 3 listopada.

Wybory w USA 2026. Dlaczego głosowanie jest kluczowe dla Donalda Trumpa?

We wtorek, 3 listopada, obywatele Stanów Zjednoczonych określą polityczny kierunek państwa na kolejne dwa lata. Sama wtorkowa data ma jednak częściowo symboliczny wymiar, gdyż amerykański proces wyborczy jest mocno rozciągnięty w czasie, zwłaszcza w stanach dopuszczających głosowanie korespondencyjne. W wielu miejscach obywatele oddają głosy już od szeregu dni. Określane w USA mianem midterms wybory połówkowe stanowią zazwyczaj sprawdzian poparcia dla gospodarza Białego Domu, ale tym razem polityczna stawka tego głosowania jest wyjątkowo wysoka.

Walka toczy się o 435 mandatów w Izbie Reprezentantów i 35 ze 100 miejsc w Senacie. Aktualnie pełnię władzy w obu izbach dzierży Partia Republikańska, dzięki czemu prezydent Trump ma całkowitą swobodę w procesie uchwalania prawa. Badania opinii publicznej sugerują jednak możliwość utraty tej przewagi, co mocno skomplikowałoby prezydentowi dalsze rządy. Ponadto ewentualne zwycięstwo Demokratów dałoby im zupełnie nowe instrumenty do rozliczania prezydenckiej administracji, w tym wgląd w dokumentację oraz prawo do wzywania urzędników przed komisje. Oddanie opozycji choćby jednej izby to czarny scenariusz, przed którym Biały Dom broni się ze wszystkich sił.

Ceny paliw i inflacja w USA. Co zniechęca amerykańskich wyborców?

Największym wyzwaniem dla Republikanów nie są bieżące konflikty polityczne, lecz stan finansów przeciętnych obywateli. Amerykanie coraz dotkliwiej doświadczają konsekwencji drożyzny oraz rosnących kosztów utrzymania. W praktyce oznacza to, że codzienne życie wielu obywateli stało się znacznie trudniejsze niż kilka lat wcześniej.

W ocenie Johna Fortiera, analityka z konserwatywnego instytutu American Enterprise Institute (AEI), decydującym czynnikiem pogrążającym rządzących mogą być koszty tankowania. Konflikt zbrojny z Iranem wywindował notowania ropy naftowej, a to bezpośrednio uderzyło w ceny paliw widoczne dla kierowców na stacjach benzynowych, co silnie oddziałuje na nastroje społeczne.

Oczywiście cena benzyny jest tylko jednym z elementów odczuwalnej inflacji, ale jest jej najbardziej widocznym przejawem. Ludzie regularnie jeżdżą samochodami, widzą ceny na stacjach benzynowych. I zaczynają wyobrażać sobie alternatywny scenariusz: gdyby nie było wojny, być może ceny byłyby niższe. John Fortier, American Enterprise Institute.

Ekspert AEI zwraca również uwagę na historyczne trendy, które nie sprzyjają głowie państwa. Na przestrzeni ostatnich 150 lat ugrupowanie kontrolujące Biały Dom traciło miejsca w Izbie Reprezentantów podczas niemal wszystkich wyborów odbywających się w połowie kadencji.

Prognozy analityka nie pozostawiają złudzeń i wskazują na wysokie prawdopodobieństwo utraty przez Donalda Trumpa kontroli nad co najmniej jedną izbą parlamentu po wtorkowym głosowaniu. Taki obrót spraw całkowicie przebudowałby układ sił w stolicy. Nawet zdobycie przez Demokratów wyłącznie Izby Reprezentantów pozwoli im na skuteczne torpedowanie większości projektów ustaw wychodzących z Białego Domu.

Skutki wygranej Demokratów w Kongresie. Co czeka Donalda Trumpa?

• Wstrzymywanie legislacji oznacza, że przeciwnicy polityczni otrzymaliby narzędzia do odrzucania republikańskich propozycji ustawodawczych.

• Śledztwa i nadzór to z kolei przejęcie przez Demokratów sterów w najważniejszych komisjach, co otworzyłoby drogę do uruchamiania dochodzeń prześwietlających poczynania gabinetu Donalda Trumpa.

• Zablokowanie obsady stanowisk nastąpiłoby w mniej prawdopodobnym, lecz wciąż realnym przypadku przejęcia przez Demokratów także Senatu, co przyniosłoby prezydentowi gigantyczne trudności z przeforsowaniem nominacji na kluczowe urzędy państwowe i sędziów federalnych, wliczając w to Sąd Najwyższy.

Taki układ sił groziłby powrotem problemów znanych z przeszłości, a więc przewlekłymi awanturami o państwowe finanse i kolejnymi shutdownami, które oznaczają tymczasowe wstrzymanie pracy części instytucji federalnych wskutek odcięcia funduszy. Utrata kontroli nad Kongresem może zmienić ostatnie dwa lata kadencji Donalda Trumpa w permanentne starcie z opozycją oraz decyzyjny impas.

Najbardziej skrajne skrzydło Demokratów wspomina również o procedurze impeachmentu, która oznacza postawienie głowy państwa w stan oskarżenia. Chociaż w Izbie Reprezentantów wystarczyłaby do tego zwykła większość, to finalne złożenie Donalda Trumpa z urzędu wymaga poparcia aż dwóch trzecich senatorów, co eksperci traktują wyłącznie jako teoretyczną rozważanie. Znacznie bardziej prawdopodobny wariant zakłada utrzymanie przez prezydenta swobody w dyplomacji i wydawaniu dekretów wykonawczych przy jednoczesnym drastycznym okrojeniu jego sprawczości w polityce wewnętrznej.

Polityczna mapa USA zmienia się. W których stanach rozstrzygną się wybory?

Najgorętsze starcia o mandaty senatorskie rozgrywają się w Ohio oraz Karolinie Północnej, bo właśnie tam Demokraci mają największe widoki na przejęcie foteli należących dotąd do Republikanów. Pod lupą znajdują się także Alaska, Kansas, Iowa i Teksas. Choć zdobycie większości w Senacie pozostaje niezwykle trudnym zadaniem, w tych tradycyjnie konserwatywnych stanach politycy Partii Demokratycznej mogą sprawić wyborczą niespodziankę.

Szczególną uwagę komentatorów przykuwa tradycyjnie republikański, określany jako „czerwony” Teksas, gdzie jakiekolwiek zwycięstwo Demokratów zostałoby uznane za ogromną sensację. Niezwykła sytuacja ma miejsce również na Alasce, gdzie o mandat rywalizuje dwóch polityków z tego samego ugrupowania, którzy noszą identyczne nazwisko. Z niedawnych ustaleń dziennika „New York Times” wynika, że drugi z pretendentów podczas przygotowań do kampanii korzystał z pomocy osób powiązanych ze sztabem Demokratów. Donald Trump zadeklarował już, że w razie porażki urzędującego senatora Partii Republikańskiej weźmie pod uwagę anulowanie rezultatu wyborów.

Natomiast przyszły kształt Izby Reprezentantów może zależeć od rezultatów w pojedynczych okręgach wyborczych, w których walka idzie łeb w łeb. Dotyczy to między innymi Florydy, Ohio, Wirginii oraz Pensylwanii.

Przeobrażenia na politycznej mapie Stanów Zjednoczonych wynikają z dwóch głównych czynników. Z jednej strony nawet bastiony Republikanów odczuwają negatywne konsekwencje rządów Trumpa, a z drugiej oba ugrupowania w minionych latach manipulowały kształtem okręgów wyborczych, aby zmaksymalizować szanse swoich reprezentantów.

Wybory gubernatorów w USA. Kto przejmie władzę w stanach?

Obok walki o miejsca w Kongresie obywatele w 36 stanach zdecydują także o obsadzie stanowisk gubernatorskich. Aktualny bilans to 26 stanów pod rządami Republikanów i 24 kontrolowane przez Demokratów. Największe emocje budzą pojedynki w Ohio, Nevadzie, Wisconsin, Georgii, Michigan oraz Arizonie. Stawka jest wysoka, ponieważ gubernatorzy kształtują lokalną politykę w obszarze bezpieczeństwa, zdrowia czy edukacji. Rozstrzygnięcia na tym szczeblu przełożą się zatem nie tylko na sytuację w regionach, ale wpłyną też na przyszłe zmagania o władzę w stolicy USA.

Szefowie stanowych administracji mogą ponadto mieć istotny głos przy wytyczaniu granic okręgów wyborczych i zatwierdzaniu rezultatów wyborów prezydenckich zaplanowanych za dwa lata. Momentalnie po zliczeniu głosów z obecnych wyborów w Stanach Zjednoczonych ruszy kolejny wyścig o Biały Dom. Po raz pierwszy od 12 lat w szranki nie stanie sam Donald Trump, co jednak w żaden sposób nie wyklucza, że to właśnie on ponownie zdominuje całą kampanię.

Obecny gospodarz Białego Domu wzywa obywateli, aby 3 listopada oddawali głosy z takim nastawieniem, jakby to jego własne nazwisko widniało na kartach wyborczych. O tym, czy taka taktyka zapewni Partii Republikańskiej triumf, czy też zakończy się jej klęską, przekonamy się w ciągu najbliższych kilku dni.

 

ROLKI