Spis treści
- Niewielkie oraz średniej wielkości przedsiębiorstwa zyskały prawo do zlecenia zewnętrznym podmiotom natychmiastowej weryfikacji zwolnień, co często pozwala na interwencję w zaledwie kilka godzin.
- Głównym motorem napędowym takich inspekcji są doniesienia od innych zatrudnionych lub fotografie zamieszczane w sieciach społecznościowych, demaskujące oszustwa.
- Zatrudniony nie ma prawa sprzeciwić się takiej weryfikacji, a ewentualna odmowa skutkuje odebraniem pensji za cały czas absencji oraz możliwymi sankcjami służbowymi.
- Od momentu wejścia w życie zaktualizowanych regulacji prawnych, zapotrzebowanie na tego typu usługi zanotowało skok na poziomie 15-20 procent.
Polecany artykuł:
Rewolucja w przepisach. Błyskawiczna kontrola zwolnień L4 w małych przedsiębiorstwach
Jeszcze do niedawna właściciele niewielkich biznesów musieli bezradnie rozkładać ręce, widząc, jak ich podwładni nagminnie nadużywają zwolnień lekarskich. Diametralną zmianę przyniosły jednak zaktualizowane regulacje prawne, dające przedsiębiorcom konkretny oręż w walce z tym zjawiskiem. Zgodnie z wyjaśnieniami udzielonymi dziennikowi „Fakt” przez Mikołaja Zająca, pełniącego funkcję prezesa agencji doradczej Conperio, odpowiedź na ewentualne wątpliwości pracodawcy może być teraz błyskawiczna. „Pojedyncze kontrole L4 można zlecić w kilka minut” – podkreśla ekspert. „Jesteśmy w stanie zareagować w kilka godzin” – dodaje.
Kluczowe modyfikacje w prawie, które zaczęły obowiązywać 13 kwietnia, po raz pierwszy zagwarantowały mikrofirmom – czyli podmiotom mającym na pokładzie mniej niż dwudziestu pracowników – uprawnienie do autonomicznego zlecenia zewnętrznej weryfikacji absencji chorobowej. Wcześniej tego typu działania spoczywały niemal wyłącznie na barkach Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, który dysponuje mocno ograniczonymi zasobami kadrowymi. Obecnie szefowie mogą po prostu wynająć wyspecjalizowaną agencję, co znacząco przyspiesza całą procedurę.
Zaskakujące źródło informacji. Koledzy z pracy donoszą na fałszywych chorych
W jaki sposób przełożony dowiaduje się, że dany pracownik traktuje zwolnienie lekarskie jak dodatkowy urlop? Okazuje się, że najbardziej wiarygodnym i skutecznym źródłem przecieków są pozostali członkowie zespołu. Zwykle to właśnie inni zatrudnieni, oburzeni poczuciem niesprawiedliwości i koniecznością przejmowania cudzych obowiązków, decydują się powiadomić przełożonego o patologicznej sytuacji.
Według informacji przekazanych przez Mikołaja Zająca z firmy Conperio w wywiadzie dla „Faktu”, takie pracownicze zgłoszenia charakteryzują się ogromną precyzją. „Często przekazują informację, gdzie pracownik podejmuje pracę będąc na zwolnieniu chorobowym. Podają namiary, gdzie go można spotkać – np. na działce, bo inni pracownicy go widzieli. Albo mówią, gdzie spędza czas na wakacjach” – mówi ekspert. Nierzadko dowodem stają się też media społecznościowe. „Czasami [pracodawcy] są oburzeni, że widzą zdjęcia na Facebooku z wyjazdów pracownika, który rzekomo przebywa na chorobowym” – dodaje prezes Conperio.