Spis treści
W "Ogniu i krwi", czyli książce autorstwa George'a R. R. Martina, na której oparto fabułę "Rodu smoka", książę Jacaerys Velaryon (Harry Collett) ginie w niemal identyczny sposób, jak przedstawiono to w serialu, różni się jednak kontekst. W serialu młody dziedzic Żelaznego Tronu sprzeciwia się własnej matce i dokonuje żywota w wyniku błędu swej kuzynki Rhaeny (Phoebe Campbell), która nie potrafi zapanować nad swym smokiem Owcokradem. W literackim pierwowzorze córka Daemona (Matt Smith) nie bierze w ogóle udziału w Bitwie w Gardzieli, a śmierć Jacaerysa jest następstwem jego desperackich prób ratowania własnego brata.
Dlaczego tak naprawdę zginął książę Jacaerys?
Pamiętacie synów Daemona i Rhaenyry, Aegona i Viserysa, którzy wysłani zostali do Pentos, by przeczekali tam wojnę? Tak się składa, że w książce chłopcy nigdy nie dotarli do celu. Statek, którym podróżowali został zaatakowany przez flotę Triarchii, która zmierzała do Westeros, by zniszczyć potęgę rodu Velaryonów. Mały Aegon zdołał uciec, dosiadając swego smoka Chmury, Viserys zniknął zaś bez śladu (dopiero na kilka lat po wojnie okazało się, że trafił on do niewoli). Gdy zatem w Gardzieli rozpętało się piekło, książę Jacaerys celowo obniżył lot na swym smoku Vermaxie, przekonany, że na jednym z wrogich statków znajduje się jego młodszy brat. Ten heroiczny czyn przepłacił niestety własnym życiem i trudno kłócić się ze stwierdzeniem, że ta motywacja działa znacznie lepiej niż to, co zobaczyliśmy w "Rodzie smoka".
Twórca "Rodu smoka" tłumaczy krytykowaną zmianę w fabule. Mamy zapowiadany efekt motyla
Po emisji drugiego sezonu George R. R. Martin zamieścił na swym (nie)blogu niesławny wpis, w którym skrytykował poczynania twórców "Rodu smoka". Wspomniał wówczas o nieuchronnym efekcie motyla, który wywołają nawet te na pozór drobne zmiany poczynione w fabule. I choć miał wówczas na myśli przede wszystkim wycięcie postaci księcia Maelora (syna Aegona i Helaeny), jego obawy ziściły się też w innych wątkach. W rozmowie z Backstage Ryan Condal, showrunner "Rodu smoka", wyjaśnił, skąd ta zmiana kontekstu śmierci księcia Jacaerysa i pominięcie wątku synów Rhaenyry i Daemona. Miała być to konsekwencja zmian w linii czasu, przez którą książęta Aegon i Viserys są znacznie młodsi niż w pierwowzorze (Aegon miał tam 10 lat). "Starszy z nich nie jest jeszcze gotów do lotu na smoku" - zaczyna swój wywód twórca, po czym dodaje:
30 lat historii upchnęliśmy w 20, ponieważ na pewnym etapie staje się ona zbyt rozległa i obszerna. I choć dzięki temu uniknęliśmy konieczności ponownego obsadzenia wszystkich postaci, oznaczało to również, że w tej linii czasowej najmłodsze dzieci albo jeszcze nie istniały, albo były o wiele młodsze. [W serialu - przyp. red.] dzieci Rhaenyry i Damona to w zasadzie maluchy, a w telewizji maluchy nie są postaciami - są rekwizytami. Tworzą problemy natury praktycznej: nie mogą grać, bo mają 4 lata, nie jest to bezpieczne, by wykonywały akrobacje, a nie da się wygenerować dziecka za pomocą CGI i sprawić, by wyglądało realistycznie.
PRZECZYTAJ TEŻ: "Ród smoka". Aktor grający Aemonda komentuje obrzydliwą scenę z 1. odcinka. "Ma bardzo wypaczone postrzeganie miłości"
“To była słuszna decyzja” - czy aby na pewno?
Już sam fakt, że twórca "Rodu smoka" w gruncie rzeczy przyznał, że jego modyfikacje rodzą kolejne problemy, wystarczy, by jeszcze bardziej rozwścieczyć fanów, tymczasem Ryan Condal idzie o krok dalej i udowadnia, że traktuje swych widzów jak dzieci, z którymi należy obchodzić się z nadmierną ostrożnością:
Czuliśmy też, że [w serialu] Gardziel tak bardzo skupia się na stracie syna Rhaenyry, Jace'a, że wydawało się to serwowaniem zbyt wielu traum naraz. Wszystkie te czynniki sprawiły, że stwierdziliśmy: "Musimy być odpowiedzialnymi scenarzystami i producentami telewizyjnymi". To była o wiele bardziej klarowna historia do opowiedzenia w tym zupełnie innym medium, z którym musieliśmy się zmierzyć na znacznie bardziej emocjonalnym poziomie. Szkoda, że nie mogliśmy [zaadaptować] tej części bitwy, ale rozumiemy, dokąd zmierza ta historia i mamy na nią plan. Długo debatowaliśmy, w sali było dużo emocji, ale ostatecznie uważam, że to była słuszna decyzja - kwituje showrunner.
Niemniej, o ile wiele zmian poczynionych w fabule odbija się twórcom (i fanom) czkawką, o tyle niektóre się Ryanowi naprawdę udały, o czym pisałam w swojej recenzji pierwszych czterech odcinków tego sezonu. Nowe odcinki "Rodu smoka" ukazują się w poniedziałki w HBO Max, będzie ich łącznie osiem.
