Spis treści
"Biurowy romans" to jeden z tych filmów Netflixa, które z założenia wiemy, że nie będą dobre, ale obejrzą się jak szalone. Król streamingu słynie przecież z produkcji "do kotleta", które nie grzeszą ambicją, ale wykręcają potężne liczby, a przecież koniec końców to o tabelki w Excelu się tu rozchodzi, bynajmniej nie o sztukę. Komedia z Jennifer Lopez i Brettem Goldsteinem (aka Royem Kentem z "Teda Lasso") trafiła do serwisu na początku czerwca i już okupuje pierwsze miejsce najpopularniejszych filmów. A oceny są tragiczne.
"Biurowy romans" - o czym opowiada film i kto znalazł się w obsadzie?
W oficjalnym opisie fabuły czytamy: Jennifer Lopez i Brett Goldstein w pikantnej komedii romantycznej o tajnym romansie biurowym i kłopotach, w jakie wpadają pracoholicy, gdy zaczynają myśleć sercem. U boku JLo i Roya Kenta występują m.in. Betty Gilpin, Edward James Olmos, Bradley Whitford, Amy Sedaris, Jodie Whittaker i gwiazdor "W garniturach" Rick Hoffman.
PRZECZYTAJ TEŻ: Agata Kulesza w świecie, który odebrał ludziom prawo do starzenia się. "Czas, który nie nadszedł" zmierza do kin
"Biurowy romans" kolejną wtopą Netflixa. Widzowie i krytycy nie mają litości
W serwisie Rotten Tomatoes "Biurowy romans" wykręcił zawrotne 50% pozytywnych not od krytyków i 51% od widzów. Jeszcze gorzej sytuacja prezentuje się w polskim Filmwebie, gdzie widzowie wycenili komedię z JLo na 5/10, a krytycy zaledwie 4.2/10. Zarzuty? Od czego by tu zacząć... zdaniem krytyków "Biurowy romans" to generyczna, krindżowa, nieśmieszna i przestarzała komedia, a Jennifer i Brett nie mają za grosz chemii. Goldsteinowi oberwało się zresztą za samą kreację aktorską: "Nie ma on pojęcia, jak być czarującym Brytyjczykiem, kalibru Hugh Granta i Colina Firtha" - pisze John Stark z Mac the Movie Guy. Zdaniem krytyków taki film sprawdziłby się 20 lat temu, ale z pewnością nie teraz.
Pomimo chwilowej przyjemności, filmy takie jak "Biurowy romans" pokazują nam, że Hollywood utknęło w tworzeniu przestarzałych filmów dla naszej romantycznej kultury, która już nie istnieje - Angelica Jade Bastién z New York Magazine/Vulture.
Film [Olivera - przyp. red.] Parkera próbuje stać się bardziej czułym, ujmującym romansem, ale pod tym względem kompletnie mija się z celem, czerpiąc inspirację z klisz gatunku, które od 2005 roku są już przestarzałe - Tyler Thier z In Review Online.
PRZECZYTAJ TEŻ: Madonna ma dość nagrywania koncertów. "Odłóżcie te pie*rzone telefony i zjednoczcie się"
Jennifer Lopez za nic ma opinie widzów i krytyków
Widzowie i krytycy narzekają, a JLo obwieszcza sukces. Dla wokalistki (i aktorki) najważniejsza jest popularność "Biurowego romansu", której istotnie nie można mu odmówić. Jennifer Lopez opublikowała na Instagramie post celebrujący pierwsze miejsce w "topce" Netflixa i podziękowała ekipie za dołożenie cegiełki do tegoż sukcesu.
Dziękuję Brettowi Goldsteinowi za bycie najlepszym ekranowym partnerem, o jakim marzy każda dziewczyna oraz Joe Kelly'emu za napisanie dla mnie tego uroczego i przezabawnego filmu. No i specjalne podziękowania dla naszego reżysera Olivera Parkera! - napisała celebrytka.