Spis treści
"Rycerz Siedmiu Królestw" to już trzeci (i bynajmniej nie ostatni) serial ze świata "Gry o tron", tym razem oparty na nowelkach, których ton znacząco różni się od reszty twórczości George'a R. R. Martina. "Ten serial sprawia wrażenie takiej krótkiej przerwy na zaczerpnięcie oddechu od intensywności Gry o tron i Rodu smoka. Ma niesamowite postacie i fabułę poruszającą wiele ważnych kwestii, ale nie jest tak traumatyzujący" - stwierdziła w naszej rozmowie Tanzyn Crawford, serialowa Tanselle, która otwarcie przyznała, że nie oglądała wcześniej serialu matki, co wpłynęło na jej podejście do całego tego przedsięwzięcia.
Wkroczenie do uniwersum, które ma już tyle sezonów, może być bardzo onieśmielające. Nigdy nie widziałam "Gry o tron", obejrzałam tylko kilka odcinków, żeby się rozeznać, ale "Rycerz Siedmiu Królestw" sprawia wrażenie niemal zupełnie odrębnej produkcji. Owszem, znajomość tego świata, jego historii i tych wszystkich rodów jest pomocna, ale podoba mi się ten balans, że z jednej strony opieramy się na czymś, co już istnieje i daje nam to pewien grunt, ale z drugiej ta odrębność sprawia, że zagłębienie się w ten świat nie jest aż tak onieśmielające.
Część obsady "Rycerza Siedmiu Królestw" nie widziała wcześniej "Gry o tron"
"Gry o tron" nie widział też Dexter Sol Ansell, czyli serialowy Jajo. W końcu ma tylko 11 lat, a jego rodzice skrzętnie pilnują tego, z czym ma w życiu do czynienia. Zna jednak podstawy.
Wiem tyle, że jest Żelazny Tron i przedstawiciele różnych rodów, którzy walczą ze sobą i zabijają się po to, aby na nim usiąść. No i są oczywiście smoki. [...] Widziałem kilka scen ze smokami z "Rodu smoka". Są super - powiedział podczas spotkania z dziennikarzami, w którym miałam przyjemność uczestniczyć.
Daniel Ings, kreujący postać uwielbianego przez widzów Lyonela Baratheona, sięgnął po "Grę o tron" dopiero, gdy zakończył zdjęcia do "Rycerza Siedmiu Królestw". Miał swoje powody i uważał zresztą, że są to tak różne seriale, iż znajomość oryginału nie jest konieczna (co innego lektura nowelki, do której całą ekipę "zmusił" showrunner Ira Parker).
Myślę, że częścią misji tego serialu było zrobienie czegoś nieco dziwnego i osobliwego [w obrębie uniwersum "Gry o tron"], co miało też uhonorować opowiadania. Było to sporym wyzwaniem, zwłaszcza, że osobiście nie widziałem "Gry o tron" i unikałem tego seansu jak ognia, gdyż nie chciałem, by jakkolwiek wpłynęło to na moją kreację. Dało mi to duże swobody i mogłem skupić się na tym kim jest mój bohater i czego wymaga ode mnie ta historia, bez skupiania się na ogromie miłości, jaką cieszy się to uniwersum - przyznał.
i
Obsada "Rycerza Siedmiu Królestw" o starciu z fanami "Gry o tron" i miłością George'a R. R. Martina
Finn Bennett, serialowy Aerion Targaryen, na czas emisji "Rycerza Siedmiu Królestw" wyłączył możliwość komentowania swoich postów w mediach społecznościowych. Gra bowiem złoczyńcę (pięknolicego, ale jednak złoczyńcę) i wolał nie wystawiać się na ostrzał (psycho)fanów, którzy nie potrafią oddzielić fikcji od rzeczywistości. Stresu najadł się też Peter Claffey, nasz poczciwy Dunk, ale ze zgoła innego powodu. To jego pierwsza tak duża rola, a jako wielki fan "Gry o tron" odczuwał ogrom presji, by stanąć na wysokości zadania. Wiedział też, że ser Duncan Wysoki zajmuje wyjątkowe miejsce w sercach czytelników i samego George'a R. R. Martina.
Byłem przerażony. Dexter zresztą, podobnie jak Tanzyn [Crawford, grająca Tanselle] i Shaun [Thomas, grający Raymuna Fossowaya], wygląda jak żywcem wyciągnięty z książki. On JEST Jajem, nie tylko poprzez fizyczne podobieństwo, ale i przez to, co pokazuje na ekranie, jak kreuje tę postać. Dla reszty z nas było to wyzwaniem, dość onieśmielającym, by zmierzyć się ze swoimi bohaterami. Dla mnie w szczególności, bo po raz pierwszy w życiu przyszło mi stanąć na czele nie tylko obsady, ale czegokolwiek. Do tego mam tendencję do zamartwiania się, więc po ciężkim okresie przygotowań do roli zadawałem sobie pytanie: "jak ja mam to do cholery zrobić i to przed kamerami?".
Dexter szybko go uspokoił mówiąc, że spisał się znakomicie. Peter nieśmiało podziękował i podkreślił, że duża w tym zasługa obsady i ekipy, która wzajemnie się wspierała.
Staliśmy się jedną wielką rodziną. Jeśli przyjdzie ci grać z ludźmi, na których nie możesz polegać, to plan zdjęciowy może zmienić się w koszmar. Nasz w szczególności mógł stać się prawdziwym piekłem przez to, że był również niesamowicie wymagający, a Dexter poza kręceniem scen musiał odrabiać też lekcje. Na szczęście ludzie, z którymi przyszło nam pracować, sprawili, że wszystko poszło gładko - skwitował.
Wróćmy jeszcze na chwilę do Dextera, który uznał, że nieznajomość "Gry o tron" działała na jego korzyść, bo nie odczuwał aż takiej presji. Ponadto czułe słowa z ust George'a R. R. Martina, który nie krył swego zachwytu nad jego podobieństwem do książkowego Jaja, dodały mu otuchy.
Stresowało mnie to, a nie mam zwyczaju stresować się czymkolwiek. Z pewnością pomógł mi fakt, że nie oglądałem "Gry o tron". To duża rola w dużym projekcie, ale słowa George'a sprawiły mi wiele radości - podsumował.