"1670". Drugi sezon lepszy od pierwszego? Oceniamy nowe odcinki hitu Netflixa (RECENZJA)

Nastał wreszcie ten dzień, na który Polacy czekali od niemal dwóch lat. Wracamy do Adamczychy! 2. sezon "1670" właśnie zawitał w Netflixie, a ja widziałam już całość i - no właśnie, jak wrażenia? Czy nowe odcinki dorównują poprzednim? Czy może okazało się, że ten niepodważalny sukces był tylko jednorazowym strzałem? Zapraszam do bezspoilerowej recenzji.

1670 - recenzja 2. sezonu. Jak wypadają nowe odcinki polskiego hitu Netflixa?
Autor: Jarosław Sosiński/ Netflix/ Materiały prasowe "1670" - recenzja 2. sezonu. Jak wypadają nowe odcinki polskiego hitu Netflixa?

Gdy Netflix przymierzał się do pokazania światu pierwszego sezonu "1670", znalazłam się w grupie szczęśliwców, którzy służyli za "dziennikarskie króliki doświadczalne", mające na celu ocenić, czy komukolwiek ten serial w ogóle przypadnie do gustu. Później musiałam milczeć przez kilka miesięcy, następnie mogłam piać z zachwytu, a później nadszedł czas obaw - czy Jakub Rużyłło (scenarzysta) oraz Maciej Buchwald i Kordian Kądziela (reżyserzy) będą w stanie powtórzyć sukces pierwszej odsłony opowieści o Janie Pawle Adamczewskim, jego rodzinie, chłopach, szwagrze Bogdanie i podłym sąsiedzie Andrzeju? Bo o przebiciu go nie było przecież mowy... prawda? Gdy teraz myślę o tych wątpliwościach, na myśl przychodzi mi kultowy cytat z mego, do niedawna, ulubionego serialu - "oh my sweet summer child".

"1670" - recenzja 2. sezonu. Jak wypadają nowe odcinki?

Adamczycha, którą zastajemy po tych niemal dwóch latach rozłąki, nie wygląda już tak samo. Błoto i szaro-burą scenerię zastąpiły kurz i upał. Adamczewscy wyjechali na wywczas, a chłopi harcują. Maciej tęskni za Anielą, Aniela za Maciejem, Bogdan jest bogaty i umyty (z naciskiem na bogaty), Stanisław z twarzy coś niepodobny, a Jakub szalenie niezadowolony z życia. Jan Paweł zaś zadowolony z siebie jak zawsze, i pełen ambicji - teraz, gdy odzyskał drugą (większą) połowę Adamczychy i wreszcie pozbył się Andrzeja, marzy o wielkiej karierze politycznej. W końcu bycie najsłynniejszym Janem Pawłem w historii Polski to ledwie zakąska, a główne danie dopiero przed nim.

Pierwszy odcinek drugiego sezonu "1670" to taka cisza przed burzą - lekki rozbieg, byśmy znów nacieszyli się towarzystwem naszych ulubieńców, zanim machina na dobre pójdzie w ruch i rozpęta się absolutny chaos. Ale chaos jedynie fabularny (w tym pozytywnym sensie), gdyż wszystko jest tu dopięte na ostatni guzik - od kostiumów, przez scenografie po dialogi i losy bohaterów. W poprzedniej odsłonie, mimo całej jej wspaniałości, wkradały się pewnie nierówności - jedni bohaterowie cieszyli się szczególnymi względami, a inni (jak choćby Stanisław) schodzili nieco na dalszy plan. W drugim sezonie nie ma o tym mowy - każda z postaci przechodzi określoną drogę oraz otrzymuje odpowiednią dozę miłości, czułości i atencji.

Podobnie jest zresztą z mieszanką gatunków. "1670" jest wprawdzie co do zasady komedią, ale już w pierwszym sezonie mogliśmy dostrzec pewne - lekkie - ukłony w stronę innych gatunków, jak choćby horroru. Tym razem twórcy puszczają wodze fantazji i zagłębiają się "na pełnej" w rozmaite odłamy kinematografii - gdy wkraczamy w rejony melodramatu, czujemy się jak podczas seansu "Pamiętnika" (czy innych wielbionych klasyków), horror jest już pełnoprawnym horrorem, a i dla kina gangsterskiego i... programów typu reality show znalazło się miejsce. Takie chwytanie wielu srok za ogon mogło skończyć się tragedią, ale nie w tym przypadku - twórcy "1670" wykazali się bowiem nie tylko odwagą, ale i olbrzymimi pokładami wyczucia i talentu, dzięki czemu nowe odcinki "1670" to jazda bez trzymanki w najlepszym możliwym znaczeniu.

Nie zawodzi zarówno scenariusz (panie Rużyłło, nie wiem skąd pan bierze te pomysły, ale doprawdy zazdroszczę wyobraźni i poczucia humoru), jak i reżyseria oraz absolutnie fenomenalne zdjęcia, czego kulminacją jest odcinek finałowy (tj. ósmy, dożynkowy), przy którym mózg eksplodował mi niczym flota Stannisa Baratheona w najlepszym odcinku "Gry o tron". Czapki z głów, kłaniam się w pas i nawet nie próbuję sobie wyobrazić, co wymyśliliście w 3. sezonie, by to przebić. A wierzę, że zdołacie to zrobić.

Musimy porozmawiać o Stanisławie Adamczewskim

Już w pierwszych scenach drugiego sezonu "1670" dostrzeżecie, że coś się zmieniło i nie mam tu na myśli pory roku i błogiej absencji Andrzeja. Stanisław Adamczewski zmienił bowiem swe oblicze, gdyż zdjęcia do nowych odcinków kręcono w tym samym czasie, co "Edukację XD", a choć kreujący go uprzednio Michał Balicki posiada wprawdzie wiele zalet, umiejętność bilokacji, niestety, nie jest jedną z nich. Trzeba było więc temu zaradzić i tak się stało, że Michał opuścił Adamczychę (zawsze będę tęsknić, ale rozumiem, że Stomil był, jak powinien, priorytetem) i zastąpił go Filip Zaręba. Nie będę ukrywać, że do tej "podmianki" podchodziłam z początku z lekkim (dobra, olbrzymim) dystansem, ale ostatecznie nawet ja nie potrafiłam oprzeć się urokowi osobistemu "nowego" Stanisława. Filip doskonale odnajduje się w tej roli i choć posiada wiele cech wspólnych ze swym poprzednikiem, nie próbuje go naśladować. Kreuje tę postać po swojemu i robi to wprost fenomenalnie, stając się jedną z najjaśniej lśniących gwiazd sezonu - a to nie lada wyczyn, zwłaszcza, że wiele scen dzieli z Michałem Sikorskim w roli ojca Jakuba.

1670 - Filip Zaręba jako Stanisław Adamczewski
Autor: Jarosław Sosiński/ Netflix/ Materiały prasowe "1670" - Filip Zaręba jako Stanisław Adamczewski

Król Adamczychy jest tylko jeden

Wszyscy kochamy i cenimy Jana Pawła Adamczewskiego, ale nie będę ukrywać, że moje (i wiem, że nie tylko moje) serce skradł Bogdan, teraz bogaty i umyty i (nad)aktywnie poszukujący drugiej połówki. Dobromir Dymecki już w pierwszym sezonie sprawił, że brat Zofii stał się ulubieńcem lwiej części widzów (do tego stopnia, że w drugim celowo zwiększono mu czas antenowy), teraz zaś przechodzi samego siebie. Niezależnie od tego, czy gra nieporadnego amanta, snobistycznego szlachcica, czy opętanego szaleńca, jest tak samo bezbłędny i urzekający. A im więcej Bogdana, tym lepiej, więc gwarantuję, że nowe odcinki i pod tym względem was nie zawiodą.

1670 - Dobromir Dymecki jako Bogdan
Autor: Robert Pałka / Netflix/ Materiały prasowe "1670" - Dobromir Dymecki jako Bogdan

"1670" - 2. sezon przeskakuje niebotycznie wysoko zawieszoną poprzeczkę

Reasumując, jeśli obawialiście się, że pierwszy sezon "1670" był tylko pojedynczym, szczęśliwym strzałem, a drugi to już zawód na pełnej, to przestańcie. Poprzednia odsłona była tylko zanętą, a panowie Rużyłło, Buchwald i Kądziela oraz reszta ekipy dopiero teraz pokazują, na co ich stać. A stać naprawdę na wiele. Widziałam w życiu setki seriali (w końcu za to mi płacą) i odświeżając sobie pierwsze cztery sezony (tj. te dobre) "Gry o tron", które dotąd dzierżyły berło mego ulubionego serialu (finał uznaję za niebyły), zachodziłam w głowę, kiedy znów nauczymy się kręcić takie seriale. Tak dopracowane, tak zachwycające, z takim efektem "wow". Teraz zaś z ręką na sercu obwieszczam, że nawet największe zagraniczne giganty mogą Adamczewskim co najwyżej buty czyścić (Polak to jednak potrafi, co?).

"1670" po drugim sezonie to bezapelacyjnie najpiękniej nakręcony, najlepiej zrealizowany i najzabawniejszy serial, jaki miałam zaszczyt obejrzeć. A za klucz uważam tu nie tylko niezaprzeczalny talent twórców, ale przede wszystkim fakt, iż w każdej scenie czuć, że jest to projekt zrodzony z czystej pasji i miłości do rzemiosła i kreowanego świata. I jak coś to nie, nie jest to tekst sponsorowany - gdyby Netflix płacił mi za chwalenie "1670", byłabym już bogatsza od Bogdana i byśmy teraz nie "rozmawiali". Ocena: 1670/10.

"1670". Jak dobrze pamiętasz 1. sezon polskiego hitu?
Pytanie 1 z 12
Kim w serialu jest Aniela?
Aniela 1670
Dlaczego "1670" to najlepszy polski serial komediowy? | Commentary ESKA