Sebastian Fabijański to postać, której nie da się zaszufladkować. Urodzony w 1987 roku warszawiak od lat budzi skrajne emocje – od podziwu za role w filmach Patryka Vegi czy autorski debiut reżyserski „Hawaje”, po niedowierzanie wywołane jego udziałem w freak fightach. Za fasadą pewnego siebie artysty krył się jednak człowiek walczący z demonami, które ostatecznie zaprowadziły go na oddział psychiatryczny.
Demony przeszłości
Sebastian niejednokrotnie wspominał, że relacja z ojcem była daleka od ideału i przesycona rywalizacją o uwagę matki. Zamiast ojcowskiego wsparcia, młody Fabijański spotykał się z chłodem i niezrozumieniem, co na stałe odcisnęło piętno na jego psychice. Aktor czuł, że ojciec projektuje na niego własne kompleksy i agresję. Swoje doświadczenia opisał niegdyś w rozmowie z „Plejadą”, gdzie wskazał na brak akceptacji, który pchnął go do desperackiego szukania uznania w oczach opinii publicznej.
Ciągle słyszałem: nie płacz, zachowuj się tak i tak. Nie czułem się kochany. Ojciec nie podchodził do mnie z miłością, żeby mnie przytulić. Mało tego, on rywalizował ze mną o atencję matki. (...) On był po prostu bardzo zakompleksionym facetem, który agresją 'zaleczał' swoje psychologiczne rany. Cały czas tkwił w swojej agresywnej aurze. I to determinowało wiele moich stanów emocjonalnych. Bo jeśli nie czujesz podziwu i miłości w oczach swojego ojca, to szukasz ich gdzieś indziej
- mówił w wywiadzie.
Upadek na oczach całej Polski
Życie prywatne Fabijańskiego stało się pożywką dla mediów w 2022 roku, kiedy rozpadł się jego związek z Julią Kuczyńską (Maffashion). Choć para doczekała się syna, Bastiana, ich sielankę przerwał głośny skandal obyczajowy. Problemy osobiste w połączeniu z nieprzepracowaną żałobą po śmierci ojca doprowadziły aktora do stanu, w którym codzienne funkcjonowanie stało się niemożliwe. Decyzja o hospitalizacji nie była łatwa, ale okazała się konieczna. Aktor przyznał u „Wojewódzkiego i Kędzierskiego”, że wybierał autodestrukcyjne zachowania, by zagłuszyć wewnętrzny ból.
Próbowałem zatupać w sobie smutek i pustkę. Czarną dziurę, która się pojawiła po śmierci ojca. Różnymi decyzjami, głupimi wywiadami sprowadzałem na siebie gromy, chcąc się karać. W dalszym ciągu jestem w terapii
- wyznał wówczas.
Zombie i szuranie kapciami
Najnowsze wyznanie Fabijańskiego w „Kanale Zero” rzuca jeszcze ostrzejsze światło na to, co działo się w prywatnej klinice. Aktor spędził tam 10 tygodni, obserwując ludzkie tragedie, które stały się jego codziennością. Opisując atmosferę panującą na oddziale, Sebastian zwrócił uwagę na specyficzny dźwięk, który do dziś brzmi mu w uszach – nieustanne szuranie kapci o podłogę przez osoby otumanione silnymi lekami. Zapytany przez Krzysztofa Stanowskiego o to, co dokładnie widział za murami szpitala, Fabijański przywołał obrazy, które na długo zostają w pamięci.
Była kobieta z depresją poporodową, bardzo, bardzo, bardzo ciężki stan. Była dziewczyna, która przychodziła do mnie i mówiła, że widziała Boga, że z nim przed chwilą rozmawiała, był facet, któremu ja na spacerach kupowałem fajki, bo on nie mógł wychodzić. (...) To co słyszysz, co jest twoim towarzyszem od rana do wieczora to jest szelest i szuranie kapci o podłogę. Bo ludzie pod wpływem silnych leków psychotropowych, takich które ich otumaniają i mocno zobojętniają, po prostu chodzą trochę jak zombie
- wyznał.
Pomimo tych przygnębiających obrazów, pobyt w szpitalu przyniósł aktorowi upragnioną ulgę. Dziś Fabijański nie boi się mówić o własnych słabościach, dodając otuchy innym, którzy zmagają się z problemami natury psychicznej i pokazując, że sięganie po pomoc to normalna rzecz.
____________
POTRZEBUJESZ POMOCY?
Jeśli znajdujesz się w trudnej sytuacji i chcesz porozmawiać z psychologiem, dzwoń pod bezpłatny numer 116 123 lub 22 484 88 01.