Sandra Kubicka przez miesiące wkładała serce w rozwój „Sandra’s Matcha” w Warszawie. Lokal miał być oazą dla fanów zdrowych napojów, jednak rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te plany. Przełomem okazał się moment, w którym produkt stał się internetowym trendem, ale nie w taki sposób, jakiego oczekiwała właścicielka. Influencerzy zaczęli publikować filmy, które w ocenie modelki przekraczały granice konstruktywnej krytyki.
Polecany artykuł:
Koniec marzeń o zielonej herbacie
Modelka nie ukrywała, że agresywne reakcje internautów, w tym nagrania przedstawiające plucie napojem, odbiły się na jej kondycji psychicznej i ostatecznym zamknięciu lokalu. W emocjonalnym wyznaniu przyznała:
Staliśmy się takim trendem, który przekroczył niektóre granice. I to już nie chodziło o to, czy komuś smakowała moja matcha, czy nie smakowała. Tam już były wyśmiewane prace. Wyśmiewana byłam ja. Wyśmiewana była moja matcha. Byliśmy podważani. Niektóre filmiki były już tak przerysowane, z tym pluciem. Tego było po prostu za dużo. Jeśli spytacie się mnie, czy mnie to dotknęło, dotknęło mnie to. I nie mogłam przez to skupić się na tych tysiącach osób, które wspierały nas, które faktycznie przychodziły, które stały w kolejkach. Tylko skupiłam się na tych przykrych momentach
- wyznała.
Hejt to czysty zysk
Gdy fani zapytali Blankę Lipińską o zdanie na temat zamykania biznesów z powodu sieciowej nienawiści, autorka „365 dni” zareagowała w swoim stylu – bez owijania w bawełnę. Dla niej negatywne emocje tłumu nie są powodem do wycofania się, lecz paliwem do działania. Pisarka przypomniała, że jej droga na szczyt była usłana drwinami, które ona sama przekuła w międzynarodowy sukces finansowy.
No cóż, jednych to załamie, inni (jak ja) to wykorzystają. Hejt w tym przypadku to nic innego jak marketing szokowy – czyli nie ważne jak, ważne żeby mówili i nazwisko zapamiętali. Jak wydałam pierwszą książkę w 2018 roku wykorzystałam właśnie ten model marketingowy. Czy trzeba mieć twardą psychę, dystans do siebie i swojej twórczości? No raczej i przede wszystkim świadomość, że to biznes, a nie życie
- czytamy na jej InstaStory.
Pisarka posłużyła się przykładem swojej trylogii i jej ekranizacji, która stała się globalnym hitem Netflixa. Według Blanki to właśnie fakt, że ludzie na całym świecie kpili z fabuły czy gry aktorskiej, wyniósł ją na wyżyny popularności. Zamiast brać ataki do siebie, Lipińska liczyła spływające na konto pieniądze, ciesząc się z zasięgów, jakie generowali jej przeciwnicy. W mocnych słowach podsumowała mechanizm działania platformy TikTok, gdzie jej twórczość była bezlitośnie punktowana.
Jeśli chodzi o tę drugą platformę TT - #365challenge dał mojemu filmowi status największego hitu międzynarodowego na Netflix w 2020 roku wiecie na czym trend polegał? Na nabijaniu się z filmu ze scen w nim zawartych z aktorów z fabuły. Czy to miłe? Pieniądze, które za tym idą są miłe a ja tego wszystkiego charytatywnie nie robię, więc ponad MILIAR hasztagów na TT z wyśmiewaniem 365 zrobiło swoje, a ja jestem tu gdzie jestem. Moje książki są wydawane w 102 krajach i tłumaczone na ponad 40 języków - to raczej cieszy niż boli, a zawdzięczam to szeroko pojętemu hejtowi w sieci
- dodała.
Tam, gdzie jedna z celebrytek widzi zdeptane marzenia i brak szacunku do pracy, druga dostrzega darmową reklamę wartą miliony. Podsumowując całą sytuację, Blanka wystawiła diagnozę, która może być bolesna dla Sandry.
Reasumując. Myślę, że niestety nie każda osoba nadaje się do tworzenia biznesu. Dla jednego coś będzie hejtem i porażką, która go złamie i sprawi, że wejdzie w rolę ofiary mówiąc - TO WASZA WINA!... dla drugiego będzie to drogą do monetyzacji
- podsumowała.
Choć podejście Lipińskiej może wydawać się bezwzględne, rzuca ono nowe światło na cenę, jaką celebryci muszą płacić za bycie na szczycie.