Izabella Miko to nazwisko, które w Polsce budzi podziw – jest jedną z nielicznych Polek, które realnie zaistniały w Hollywood. Jednak za sukcesem w filmie „Wygrane marzenia” czy rolami u boku światowych sław kryje się historia nastoletniej dziewczyny, która rzuciła wszystko, by gonić marzenia. Podczas wizyty w „halo, tu polsat” gwiazda zdradziła, że jej droga na szczyt nie była usłana różami.
Polecany artykuł:
Handel na Times Square i walka o każdy grosz
Kiedy Iza Miko wyjechała do Stanów Zjednoczonych jako piętnastolatka, jej głównym celem była nauka w prestiżowej szkole baletowej. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna – młoda dziewczyna została rzucona na głęboką wodę w obcym kraju, bez stabilizacji finansowej i bliskości rodziny. Aby móc pozwolić sobie na podstawowe zakupy, musiała wykazać się niezwykłą przedsiębiorczością. W rozmowie z Pauliną Sykut-Jeżyną i Tomaszem Wolnym aktorka przyznała, że pierwszych pieniędzy w Stana nie zarobiła na planie filmowym, a chodniku na Times Square. Miko z rozbrajającą szczerością opisała, jak wyglądała jej codzienność 30 lat temu.
Jak byłam w szkole baletowej w Stanach, miałam 15 lat, czyli to już było 30 lat temu. Nie było łatwo, bez rodziców, bez języka tak naprawdę, bez żadnych pieniędzy. Sprzedawałam baterie na Times Square na początku, żeby zarabiać pieniądze na płyty. Miałam stoliczek, taki rozkładany i sprzedawałam baterie, bo umówiłam się z facetem, który miał sklep. Mówię 'słuchaj, jak ludzie będą kupowali baterie, to będę ich wysyłać do ciebie, żeby kupowali nowy aparat', bo to wtedy jeszcze ludzie używali baterii do aparatów. No i za każdym razem jak ktoś kupował, to ja dostawałam 15 procent z tej sprzedaży. I potem wracałam do szkoły na noc, uczyłam się, robiłam prace domowe i rano potem tańczyłam, także nie było łatwo
- opowiedziała
Mit wielkich pieniędzy w Hollywood
Wiele osób w Polsce patrzy na aktorów pracujących w USA przez pryzmat ogromnych rezydencji i luksusowego życia. Izabella Miko postanowiła ostudzić ten entuzjazm, punktując realia zarobków w branży. Zwróciła uwagę na to, że praca aktora jest nieregularna, a wysokie gaże często muszą starczyć na bardzo długie okresy przestoju, w których „telefon milczy”. Jej słowa rzucają zupełnie nowe światło na to, jak wygląda codzienne życie polskiej reprezentantki w Ameryce.
Ludziom się wydaje, że aktorzy takie wielkie pieniądze zarabiają. To nie jest tak. To nie jest tak. My zarabiamy pieniądze, potem długo, długo, długo nic nie ma, potem pojawia się coś następnego. (...) Ja do dzisiaj bardzo ciężko pracuję. I wszystkie pieniądze, które zarabiam, to wkładam w dom. (...) Ja to wszystko robię sama. Życie w Hollywood nie jest zawsze takie piękne, jak się ludziom wydaje. Natomiast jest duża satysfakcja i rzeczywiście te produkcje tam zupełnie inaczej wyglądają niż tutaj. Ale lubię i tu, i tu pracować
- powiedziała aktorka.
Izabelli Miko praca w USA to nie tylko splendor, ale przede wszystkim konieczność bycia samowystarczalną. Aktorka, która niedawno skończyła 45 lat, zaznacza, że satysfakcja z tworzenia wielkich produkcji jest ogromna, ale cena za to jest wysoka. Jej historia to lekcja pokory i dowód na to, że nawet największe gwiazdy muszą czasem „zakasać rękawy”, by poradzić sobie w świecie, który nie wybacza słabości.